kino, teatr, muzyka

Białystok

Muzeum Wojska: nowocześnie o przeszłości

Jakub Medek
2010-08-31 , aktualizacja: 31.08.2010 16:34
A A A Drukuj
Ziemię przywieźli z Włoch, a odgłosy wystrzałów z Hiszpanii. Pracownicy Muzeum Wojska właśnie dopinają na ostatni guzik ekspozycję o zsyłkach na Sybir i II wojnie światowej. Wystawa powstała w ekspresowym tempie i za niewielkie pieniądze. Wprowadza zupełnie nową jakość w tego rodzaju przedsięwzięcia. Otwarcie - w czwartek, 2 września
Ekspozycja w Muzeum Wojska. Zsyłka na Sybir
Fot. Marcin Onufryjuk / Agencja
Ekspozycja w Muzeum Wojska. Zsyłka na Sybir
ZOBACZ TAKŻE
Sto osiemdziesiąt metrów kwadratowych powierzchni w dwóch podłużnych salach. Jeszcze rok temu wisiały tu dożynkowe wieńce i dzieła artystów ludowych, poświęcone ludowemu wojsku. Do tego trochę zakurzonych gablot i pożółkłych zdjęć. Oraz kontrowersyjny obraz olejny, przedstawiający wojska radzieckie wkraczające do Białegostoku.

Teraz nie ma już po tym śladu.

- Lufa zapasowa, manierka, pakiet opatrunków - wymienia pozycje z listy Marek Gajewski, szef działu historycznego Muzeum Wojska. Ktoś pochylając się nad dioramą przedstawiającą dwóch żołnierzy niepodległościowego, antysowieckiego podziemia, potwierdza każdą pozycję. Trwa ostatnia inwentaryzacja, w czwartek, 2 września, w samo południe ukoronowanie rozpoczętych w lutym prac - udostępnienie wystawy białostoczanom.

Ktoś z pracowników przeładowuje jeden z pistoletów, wystawianych w gablocie przy dioramie. Większość eksponatów to autentyki z epoki, imponuje dbałość o każdy szczegół.

- Czekamy jeszcze na paczkę papierosów "Juno", z 1944 roku. Jeden z partyzantów będzie ją trzymał w ręku. Nie wiem tylko, czy do czwartku paczka dojdzie - martwi się dyrektor muzeum, Robert Sadowski.

Jeśli papierosy, to prawdziwe, z czasów, które przedstawia dana scenka. Prawdziwe są mundury, ładownice, nawet ziemia. Jedna z sześciu dioram, poświęconych okresowi 1939-1956, przedstawia Bitwę o Monte Cassino. Żołnierz leży z karabinem celując gdzieś w górę, łatwo wyobrazić sobie, że w stronę klasztornych murów. Drugi kuli się tuż obok za pryzmą białych kamieni. Ziemia między nimi jest brązowo-czerwona, jak we włoskich górach.

- Bo to jest ziemia z włoskich gór. Kamienie też. Właściwie to z samego Monte Cassino. Specjalnie ją stamtąd przywieźliśmy - opowiada Marcin Koziński, pracownik muzeum.

Wszystko dzięki Jackowi Nitkowskiemu, współpracującemu z muzeum specjaliście od historii II Korpusu, który co roku jeździ do Włoch na obchody kolejnych rocznic. Wiedząc, że w muzeum przygotowują dioramę na temat bitwy o klasztor, sam zaproponował, że przywiezie coś, co uczyni ją autentyczniejszą.

Ostatnich kilka miesięcy przyniosło muzeum więcej takich anegdot. Jak chociażby tę o dwunastu manekinach, bohaterach sześciu wojennych dioram. Zaczęło się od manekinów takich najzwyklejszych, sklepowych. Potem było cięcie, gięcie, przerabianie. Kilometry bandaża elastycznego, który pozwolił ustawić figury w naturalnych pozach. Ten strzela z okopu nad Wizną, ów stoi na warcie, na sowiecko-hitlerowskiej granicy. Potężne buty kolejnego miażdżą zaś szkło z okien łużyckich miast, w których wykrwawiała się utworzona w Białymstoku 9 Dywizja Piechoty. Każdy manekin ma inną twarz, inną minę - to zasługa współpracującego z muzeum malarza. Zadbał nawet o to, by sowiecki żołnierz miał azjatyckie rysy, a Polacy walczący w skwarze pod Monte Cassino, włoską opaleniznę.

Inna z historyjek, jakie przyniósł czas gorączkowych prac, wykonywanych w większości własnymi rękoma pracowników muzeum - dotyczy dźwięków. Bo ekspozycja to nie tylko obraz, fotografie, czy karabiny, które można wziąć do ręki. To także nowoczesne multimedia. Kioski z informacjami, fragmentami kronik filmowych i archiwalnych zdjęć, w których każdy ze szczegółów prezentowanego wyposażenia jest dokładnie opisany. Dokładnie na wprost wejścia wyświetlane są fotografie Białegostoku z czasów wojny - po założeniu specjalnych okularów nabierają głębi i to niezależnie od miejsca, w którym się je ogląda. I w końcu dźwięk. Skrzypienie butów na śniegu. Ujadanie psów i wrzaski sowieckich konwojentów ładujących do "tiepłuszek" Polaków, deportowanych na Sybir. Odgłosy bitwy, z kulami dzwoniącymi o stalową osłonę, z głuchymi detonacjami artylerii i jazgotem broni ręcznej broni maszynowej.

- Najbardziej pasujące nam dźwięki bitwy znaleźliśmy w hiszpańskim filmie dokumentalnym, zmontowanym z hitlerowskich i sowieckich kronik. Reżyserem tego filmu był Juan Diego Garcia. Zaczęliśmy go szukać na różne sposoby. Na Facebooku takich Garciów wyskoczyły nam trzy strony. W końcu się udało, znaleźliśmy jakiś telefon. Dzwonimy do faceta, mówimy o co nam chodzi, a ten na to, że siedzi właśnie w kawiarni w Barcelonie i nie może uwierzyć, że polskie muzeum chce wykorzystać fragment jego ścieżki. Oczywiście się zgodził - relacjonuje Koziński.

Otwierana w czwartek ekspozycja to właśnie efekt takich zdarzeń. Efekt pracy historyków i muzealników, którzy sami zakasali rękawy, utykając mech między balami sybirackiej chatki, lakierując podłogę z surowych desek, czy skręcając kilometry kabli i programując samodzielnie kioski multimedialne. Efekt dobrej woli reżyserów, aktorów i radiowców, entuzjastów militariów i historyków. Np. pana Roberta Wróblewskiego, niekwestionowanego specjalisty od niemieckiej broni pancernej i jej działalności w naszym regionie, który służył radą, pomocą i eksponatami. Aktorów, chociażby Anny Romantowskiej, Pawła Małaszyńskiego czy Edwarda Lubaszenko, którzy za darmo przeczytali wspomnienia białostoczan i które każdy będzie mógł odsłuchać. Pracowników Radia Białystok, którzy te wspomnienia za darmo nagrali.

- Dla nas podłoga jest tam, gdzie dla innych już sufit. Mamy ambicje i próbujemy je realizować. Przecież telefon do aktora nic nie kosztuje, najwyżej odmówi. A nam nie odmawiano, ze wszystkich stron spotykała nas ogromna życzliwość - wspomina dyrektor muzeum.

Bez życzliwości, bez ciężkiej pracy i zaangażowania całego zespołu muzeum - otwarcie ekspozycji nie byłoby możliwe. Imponująca wystawa, na której dogłębne poznanie trzeba wielu godzin (ale którą można też przejrzeć w kilkanaście minut), powstała w niecałe pół roku, za niewiele ponad 300 tysięcy złotych.

Podziel się