Co jeść, żeby przetrwać mróz? Rozgrzewający imbir
02.02.2012
, aktualizacja: 02.02.2012 13:42
Nie tylko w Polsce cierpimy z powodu mrozu. Niedawno w głównym wydaniu wiadomości telewizji francuskiej oglądałem reportaż o tym, jak Francja szykowała się na falę chłodów. Reporterzy zajrzeli do noclegowni dla bezdomnych, które szykowały dodatkowe łóżka, i do baz, w których grzały silniki załadowane solą drogową piaskarki i pługi śnieżne
Kiedy reportaż się skończył dziennikarz w studio stanął przed interaktywną mapą Francji i pokazywał, które departamenty są najbardziej zagrożone. Nie mogłem się tylko doczekać informacji o tym, jaki to mróz dotknie Heksagon (tak Francuzi nazywają swoją ojczyznę układająca się w sześciobok). Wreszcie pojawił się wykres temperatur. W najzimniejszych regionach słupek rtęci miał spać w nocy do... minus sześciu stopni. W dzień miało być nawet trzy w plusie.
Ale nie ma się co śmiać z ciepłolubnych Francuzów. Każdy naród ma inne odczucie zimna. Zamiast tego lepiej polecić im, żeby jedli dużo dań z rozgrzewającym korzeniem imbiru. Każdy, kto próbował go w nieco większej ilości, zna ten przyjemny efekt promieniującego ciepła, które rozlewa się w człowieku od środka.
To zasługa zarówno licznych olejków eterycznych zawartych w tym kłączu, jak i tego, że imbir pooprawia krążenie krwi. Azjaci wiedzą o tym od tysięcy lat. Dzięki Fenicjanom aromatyczne korzenie trafiły też do Europy. Jednak w kuchni azjatyckiej imbir ma najszersze zastosowanie. Wystarczy wybrać się na sushi, żeby się o tym przekonać. Kawałki marynowanego lub lekko kiszonego imbiru są dodatkiem do każdego zestawu maki czy nigiri. Połączenie z sushi ma konkretny cel - jedząc płatek marynowanego imbiru po każdym kęsie sushi oczyszczamy kubki smakowe. Dzięki temu każdy następny kęs jest równie przyjemny, jak pierwszy.
Ale najlepsze właściwości ma imbir w stanie surowym. Jest do kupienia w każdym większym sklepie. Sprzedaje się go na wagę, i choć nie kosztuje dużo, zawsze szukam w koszyczku jakiegoś malutkiego, oderwanego kawałka (co zdarza się często, bo korzeń imbiru ma liczne wypustki), żeby nie zepsuł mi się potem w lodówce. Imbir jest tak aromatyczny, że łatwo go przedawkować. Do herbaty wystarczy wrzucić jeden plasterek, żeby zmienił jej smak i zaczął rozgrzewać. Można też zagotować kilka plasterków w wodzie i dodać do niej miód i sok z cytryny, żeby otrzymać napój imbirowy. Ja jednak najbardziej lubię tajską zupę kokosową, która nie istnieje bez imbiru. Jest banalnie prosta i można ją przygotować dosłownie w kwadrans.
Przepis na zupę kokosową z imbirem
Składniki: kostka rosołowa, pierś z kurczaka, puszka mleka kokosowego, kilka plasterków imbiru, zielona pasta curry, limonka
Przyrządzanie:
Kurczaka kroimy na cienkie kawałki i delikatnie je dusimy z imbirem (tak, żeby tylko zbielały). Kostkę rosołową zalewamy 0,5 litra wrzącej wody, żeby otrzymać bulion. Do gotującego się bulionu wlewamy puszkę mleka kokosowego (warto kupić takie bez zagęstników, którego jedyny skład to kokos i woda). Teraz wrzucamy kurczaka z imbirem i chwilę gotujemy. Pod sam koniec dodajemy do zupy odrobinę pasty curry (zastępuje nam trawę cytrynową, której gotowanie jest dość kłopotliwe) i ewentualnie parę kropli soku z limonki. Do tego możemy dodać parę nitek np. makaronu ryżowego, żeby zupa była bardziej sycąca.
Ale nie ma się co śmiać z ciepłolubnych Francuzów. Każdy naród ma inne odczucie zimna. Zamiast tego lepiej polecić im, żeby jedli dużo dań z rozgrzewającym korzeniem imbiru. Każdy, kto próbował go w nieco większej ilości, zna ten przyjemny efekt promieniującego ciepła, które rozlewa się w człowieku od środka.
To zasługa zarówno licznych olejków eterycznych zawartych w tym kłączu, jak i tego, że imbir pooprawia krążenie krwi. Azjaci wiedzą o tym od tysięcy lat. Dzięki Fenicjanom aromatyczne korzenie trafiły też do Europy. Jednak w kuchni azjatyckiej imbir ma najszersze zastosowanie. Wystarczy wybrać się na sushi, żeby się o tym przekonać. Kawałki marynowanego lub lekko kiszonego imbiru są dodatkiem do każdego zestawu maki czy nigiri. Połączenie z sushi ma konkretny cel - jedząc płatek marynowanego imbiru po każdym kęsie sushi oczyszczamy kubki smakowe. Dzięki temu każdy następny kęs jest równie przyjemny, jak pierwszy.
Ale najlepsze właściwości ma imbir w stanie surowym. Jest do kupienia w każdym większym sklepie. Sprzedaje się go na wagę, i choć nie kosztuje dużo, zawsze szukam w koszyczku jakiegoś malutkiego, oderwanego kawałka (co zdarza się często, bo korzeń imbiru ma liczne wypustki), żeby nie zepsuł mi się potem w lodówce. Imbir jest tak aromatyczny, że łatwo go przedawkować. Do herbaty wystarczy wrzucić jeden plasterek, żeby zmienił jej smak i zaczął rozgrzewać. Można też zagotować kilka plasterków w wodzie i dodać do niej miód i sok z cytryny, żeby otrzymać napój imbirowy. Ja jednak najbardziej lubię tajską zupę kokosową, która nie istnieje bez imbiru. Jest banalnie prosta i można ją przygotować dosłownie w kwadrans.
Przepis na zupę kokosową z imbirem
Składniki: kostka rosołowa, pierś z kurczaka, puszka mleka kokosowego, kilka plasterków imbiru, zielona pasta curry, limonka
Przyrządzanie:
Kurczaka kroimy na cienkie kawałki i delikatnie je dusimy z imbirem (tak, żeby tylko zbielały). Kostkę rosołową zalewamy 0,5 litra wrzącej wody, żeby otrzymać bulion. Do gotującego się bulionu wlewamy puszkę mleka kokosowego (warto kupić takie bez zagęstników, którego jedyny skład to kokos i woda). Teraz wrzucamy kurczaka z imbirem i chwilę gotujemy. Pod sam koniec dodajemy do zupy odrobinę pasty curry (zastępuje nam trawę cytrynową, której gotowanie jest dość kłopotliwe) i ewentualnie parę kropli soku z limonki. Do tego możemy dodać parę nitek np. makaronu ryżowego, żeby zupa była bardziej sycąca.




