kino, teatr, muzyka

Katowice

Irlandczycy słuchają ambientu. I to po śląsku!

Marcin Babko
01.02.2012 , aktualizacja: 01.02.2012 15:25
A A A Drukuj
W irlandzkim narodowym radiu często grany jest "Dyszczowy Poranek na Bytkowje" i za każdym razem prezenter podejmuje próbę wymówienia mojego nazwiska lub tytułu utworu z lekkim uśmiechem - opowiada Karol Gwóźdź, młody muzyk i poeta z Siemianowic Śląskich. Rozmowa z Karolem Gwoździem
Karol Gwoźdź
Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta
Karol Gwoźdź
ZOBACZ TAKŻE
Marcin Babko: - Grasz różne rodzaje muzyki elektronicznej, nagrywasz je pod różnymi pseudonimami. Nie lepiej budować jedną, konkretną markę?

Karol Gwóźdź: - Tworzę muzykę w różnych stylach, które uwielbiam i którymi żyję. Nie chcę wrzucać wszystkiego do jednego worka i mieszać tych gatunków pod jedną nazwą. Ktoś, kto lubi dronowe ambienty, nie musi być przecież fanem techno, po co więc mieszać style w imię jednej marki? Ważna jest muzyka, bo to ona tak naprawdę tworzy markę. I tak jako Nail nagrywam electro-techno, jako Kuklok - ostrzejsze dźwięki, takie jak detroit, industrial, schranz i hard techno. Zaś ambienty i wszelkie odmiany downtempo nagrywam jako Karol Gwóźdź. Chcę się rozwijać. Na razie w każdym gatunku osobno. Lubię eksperymentować. Jak doszło do wydania Twojej ambientowej płyty „Tamte czasy” w Irlandii?

Kiedy skończyłem swój materiał, naturalnym było rozesłać demo po wytwórniach. Najbardziej konkretny odzew był ze strony irlandzkiego Psychonavigation Records. Wpływ miał także duży zasięg dystrybucji, bo płytę można dostać zarówno w Stanach jak i Japonii. 

A w Polsce? No właśnie, to jedyny minus. Szkoda, że nie ma dystrybutora na polski rynek. No cóż, czasem i tak bywa, ale... zawsze jest możliwość kupowania przez internet, np. z Niemiec. Będę miał jedynie 50 sztuk do sprzedaży w połowie lutego, na które już są rezerwacje poprzez mail czy facebooka. 

Płytę nagrałeś sam? Tak, głównie na komputerze. Dla urozmaicenia nagrałem szum z kasety magnetofonowej i ustawiłem jako tło dla całej płyty. Najbardziej dumny jestem z tego, że udało mi się od początku do końca stworzyć dokładnie to, co zamierzałem: pełną spokoju, refleksji i nostalgii muzykę, idealną do snu, medytacji lub odprężenia. Ambient to muzyka potrafiąca wyciszyć i odprężyć organizm, kiedy jesteś bardzo zmęczony dniem. Jest dla mnie takim serum na zmęczenie, a kiedy chcę popracować, mogę ją traktować jako tło, mebel dźwiękowy w pomieszczeniu, dokładnie tak jak to powiedział kiedyś Erik Satie (francuski kompozytor, uznawany za prekursora wielu awangardowych kierunków artystycznych oraz za najbardziej ekscentrycznego kompozytora czasów Fin de siecle przyp. red.).

Dlaczego nadajesz instrumentalnym kompozycjom tytuły w gwarze śląskiej? Chodzi o oryginalność, próbę wyróżnienia się na rynku, przywiązanie do tradycji, czy jeszcze coś innego?

Wszystkie te aspekty mają znaczenie, bo choćby w irlandzkim narodowym radiu często grany jest "Dyszczowy Poranek na Bytkowje" i za każdym razem prezenter podejmuje próbę wymówienia mojego nazwiska lub tytułu utworu z lekkim uśmiechem. Dla mnie język śląski to powód do dumy, jest tym najważniejszym i chciałbym go trochę wypromować na świecie.

Czym dla Ciebie jest śląskość? Świętością. Najważniejszym elementem tożsamości i piękną wartością. Uważam, że ci którzy wyrzekają się swoich korzeni, pozbawieni są osobowości.

Z Karolem Gwoździem będzie można spotkać się 11 lutego w Galerii Inny Śląsk w Tarnowskich Górach (ul. Karola Miarki 2). Wieczór autorski rozpocznie się o godz. 18. Wstęp wolny.

Podziel się