Co jeść aby mieć ochotę na seks? Cynk i selen
09.02.2012
, aktualizacja: 09.02.2012 13:18
Potrafią rozpalać apetyt na...drugą osobę. Są smaczne i zdrowe. Walentynkowy wieczór to najlepsza okazja by wypróbować jak działają naturalne afrodyzjaki
Skąd wzięły się afrodyzjaki? Najbardziej znane oczywiście z morza. Było z nimi tak samo jak z boginią Afrodytą, która daniom działającym na libido użyczyła swojego imienia. Legenda, którą do dziś w nadmorskich kurortach przywołują Grecy, głosi, że najpiękniejsza z panteonu narodziła się z piany morskiej. Stąd właśnie w morzu poszukiwano substancji, które wpływają na potencjał seksualny. Słusznie - jak się później okazało - bo zdaniem współczesnych naukowców jednym z najsilniej działających naturalnych afrodyzjaków są owoce morza.
Co takiego mają, że ponoć zajadał się nimi Cassanova, najsłynniejszy kochanek wszechczasów? Cała tajemnica kryje się w dwóch pierwiastkach: cynku i selenie. Pierwszy z nich naukowcy ochrzcili mianem "najbardziej miłosnego z tablicy Mendelejewa". Gdy w naszym codziennym menu przez dłuższy czas brakuje cynku, przestajemy mieć ochotę na seks, a spadek libido wywoływany niedoborem tego pierwiastka odczuwają przede wszystkim panowie. To cynk podnosi bowiem poziom testosteronu, reguluje popęd, a także wpływa na prawidłowe funkcjonowanie kanalików nasiennych.
Z kolei produkty z dużą zawartością selenu wpływają przede wszystkim na stymulowanie procesu erekcji. Panie powinny zatem serwować swoim ukochanym dania np. z krewetek, raków i kalmarów. Można je łatwo przyrządzić w domu (krewetki obrać i np. usmażyć na maśle) lub w walentynkowy wieczór wybrać do restauracji serwującej tego typu przysmaki.
Strzałem w dziesiątkę będzie też wybór kuchni azjatyckiej i indyjskiej. Masowo stosowane w tych kręgach kulinarnych imbir i żeń-szeń pobudzają zmysły nie gorzej niż owoce morza. Ale to nie koniec spisu kulinarnych afrodyzjaków.
Zdaniem Gabrieli Wanat, dietetyczki z katowickiego Studia Dietetycznego AkuDanceVita, autorki e-booka "Schudnij z Rudą. Jak stracić kilogramy nie tracąc głowy", produktami działającymi pobudzająco mogą być np. banany i czekolada. - Tu nie chodzi tylko o substancje, które znajdują się w produktach spożywczych. Afrodyzjakami stają się takie składniki menu, których wygląd, konsystencja i zapach kojarzą nam się ze sferami łóżkowymi. Banany od razu budzą skojarzenia, zaś czekolada pięknie pachnie i smakuje, pobudzając nasz organizm do produkcji endrofin, czyli hormonów szczęścia - przekonuje specjalistka.
Nie ma co łudzić się jednak, że danie z owoców morza lub kilka tabliczek czekolady spowoduje natychmiastowe efekty. - Na kondycję fizyczną i seksualną wpływa nasz ogólny sposób żywienia. Warto zatem zadbać o nasze menu wcześniej niż tylko na kolacji z okazji walentynek - przekonuje dietetyczka. Tego wieczoru pamiętajcie zaś by nie jeść czosnku i cebuli, ciężkostrawnych dań, ani nie pić gazowanych napojów. Lepsza od zasmażanej kapusty będzie lekka sałatka popijana wytrawnym białym lub czerwonym winem. Tiramisu z kawą lepiej zastąpić truskawkami i szampanem.
Co takiego mają, że ponoć zajadał się nimi Cassanova, najsłynniejszy kochanek wszechczasów? Cała tajemnica kryje się w dwóch pierwiastkach: cynku i selenie. Pierwszy z nich naukowcy ochrzcili mianem "najbardziej miłosnego z tablicy Mendelejewa". Gdy w naszym codziennym menu przez dłuższy czas brakuje cynku, przestajemy mieć ochotę na seks, a spadek libido wywoływany niedoborem tego pierwiastka odczuwają przede wszystkim panowie. To cynk podnosi bowiem poziom testosteronu, reguluje popęd, a także wpływa na prawidłowe funkcjonowanie kanalików nasiennych.
Z kolei produkty z dużą zawartością selenu wpływają przede wszystkim na stymulowanie procesu erekcji. Panie powinny zatem serwować swoim ukochanym dania np. z krewetek, raków i kalmarów. Można je łatwo przyrządzić w domu (krewetki obrać i np. usmażyć na maśle) lub w walentynkowy wieczór wybrać do restauracji serwującej tego typu przysmaki.
Strzałem w dziesiątkę będzie też wybór kuchni azjatyckiej i indyjskiej. Masowo stosowane w tych kręgach kulinarnych imbir i żeń-szeń pobudzają zmysły nie gorzej niż owoce morza. Ale to nie koniec spisu kulinarnych afrodyzjaków.
Zdaniem Gabrieli Wanat, dietetyczki z katowickiego Studia Dietetycznego AkuDanceVita, autorki e-booka "Schudnij z Rudą. Jak stracić kilogramy nie tracąc głowy", produktami działającymi pobudzająco mogą być np. banany i czekolada. - Tu nie chodzi tylko o substancje, które znajdują się w produktach spożywczych. Afrodyzjakami stają się takie składniki menu, których wygląd, konsystencja i zapach kojarzą nam się ze sferami łóżkowymi. Banany od razu budzą skojarzenia, zaś czekolada pięknie pachnie i smakuje, pobudzając nasz organizm do produkcji endrofin, czyli hormonów szczęścia - przekonuje specjalistka.
Nie ma co łudzić się jednak, że danie z owoców morza lub kilka tabliczek czekolady spowoduje natychmiastowe efekty. - Na kondycję fizyczną i seksualną wpływa nasz ogólny sposób żywienia. Warto zatem zadbać o nasze menu wcześniej niż tylko na kolacji z okazji walentynek - przekonuje dietetyczka. Tego wieczoru pamiętajcie zaś by nie jeść czosnku i cebuli, ciężkostrawnych dań, ani nie pić gazowanych napojów. Lepsza od zasmażanej kapusty będzie lekka sałatka popijana wytrawnym białym lub czerwonym winem. Tiramisu z kawą lepiej zastąpić truskawkami i szampanem.



