kino, teatr, muzyka

Katowice

Przed Spodkiem stanie koparka w różowym pokrowcu

Iwona Sobczyk
15.02.2012 , aktualizacja: 15.02.2012 16:21
A A A Drukuj
Warsztaty szydełkowania Agaty Oleksiak w BWA w Katowicach Fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta Warsztaty szydełkowania Agaty Oleksiak w BWA w Katowicach
We wtorek rano w katowickich pasmanteriach zabrakło szydełek nr 6. i wprowadzono zapisy na ich kolejną dostawę. Nie, atak zimy nie ma tu nic do rzeczy. Po prostu właśnie przyjechała do nas Olek, ceniona na świecie artystka zajmująca się szydełkowym graffiti
Warsztaty szydełkowania Agaty Oleksiak w BWA w Katowicach
Fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta
Warsztaty szydełkowania Agaty Oleksiak w BWA w Katowicach
Warsztaty szydełkowania Agaty Oleksiak w BWA w Katowicach
Fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta
Warsztaty szydełkowania Agaty Oleksiak w BWA w Katowicach
Warsztaty szydełkowania Agaty Oleksiak w BWA w Katowicach
Fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta
Warsztaty szydełkowania Agaty Oleksiak w BWA w Katowicach
Takiego obrotu spraw nikt się nie spodziewał. We wtorek po południu Olek miała poprowadzić w katowickiej galerii BWA pierwsze warsztaty z knit graffiti. Tego samego dnia rano w pasmanteriach w centrum miasta skończyły się szydełka nr 6, odpowiednio duże do zaplatania grubej nici. Dzień wcześniej niektórzy kupujący brali nawet po dziesięć sztuk. Zdumione sprzedawczynie rozkładały bezradnie ręce przed kolejnymi klientami. - I obiecywały jak najszybciej zorganizować nową dostawę. W jednej pasmanterii wprowadzono nawet zapisy - śmieje się Anastazja Hadyna z instytucji Miasto Ogrodów, która organizuje Street Art Festival. Olek będzie jedną z gwiazd tegorocznej edycji.

Olek, czyli Agata Oleksiak to jedna z pionierek knit graffiti na świecie. Pochodzi z Rudy Śląskiej, ale na stałe mieszka w Nowym Jorku. Jej prace były pokazywane w Polsce, Stanach Zjednoczonych, Brazylii, Turcji, Francji i na Biennale w Wenecji. Dopiero co otworzyła swoją wystawę w Londynie. Jedną z jej najsłynniejszych prac był różowy, włóczkowy pokrowiec, w jaki ubrała słynnego Szarżującego Byka na Wall Street.

Festiwal odbędzie się dopiero pod koniec kwietnia i wtedy na placu przed Spodkiem stanie instalacja Olek. Rzecz będzie potężna, więc artystka do współpracy przy jej tworzeniu zaprosiła mieszkańców regionu. Dlatego przyjechała do Katowic już teraz, żeby poprowadzić dla nich kilkudniowe warsztaty w katowickim BWA. Stawiło się na nich prawie osiemdziesiąt osób.

Podczas festiwalu pod włóczkowym pokrowcem mają zostać schowane dwie koparki. - Jedna większa, druga mniejsza. To będzie taki portret matki Polki - mówi Olek. Ani miejsce, ani temat nie został wybrany przypadkowo. Instalację artystka zamierza zadedykować pokoleniu swoich rodziców. - Przyjechaliśmy na Górny Śląsk ze świętokrzyskiego, jak miałam dwa lata. Mój tata pracował na koparce. Już od dawna chciałam jakoś wyrazić wdzięczność wobec całego tego pokolenia, które najpierw budowało Śląsk, a potem zmieniało system. To dzięki nim mamy teraz możliwość wybierania, gdzie chcemy mieszkać i co chcemy w życiu robić. Ta praca to forma podziękowania dla nich - mówi Olek. Trudno ją zatrzymać na dłuższą pogawędkę. Ubrana w zrobiony na szydełku sweter, z nasadzonymi na nos okularami w oprawkach pokrytych delikatną szydełkową dekoracją energiczna blondynka przemieszcza się wśród uczestników warsztatów z prędkością torpedy. - Za duże ma pani te nożyczki. Z mniejszymi łatwiej się pracuje - radzi pani w średnim wieku. Potem chwyta rozpoczętą przez nią robótkę i przerabia kawałek. Szydełko śmiga tak szybko, że nie można nadążyć za nim wzrokiem. Trzem uczestniczkom z pierwszego rzędu też idzie znakomicie. - My, proszę pani, byłyśmy wychowane w komunie, więc wszystko potrafimy robić - wyjaśniają. Brunetka w drugim rzędzie pracuje już z większym mozołem, ale ma usprawiedliwienie. - Pierwszy raz mam szydełko w ręce. Okazuje się, że to bardzo odprężające zajęcie - śmieje się Iwona Procz. To koleżanka Olek ze szkolnej ławy. - Podstawówka nr 19 w Kochłowicach. Agata już wtedy się wyróżniała. Pięknie malowała i oryginalnie się ubierała. Jak szła ulicą, to wychodziło się do okna, żeby zobaczyć, co tym razem ma na sobie. Szkoda, że musiała wyjechać za granicę, żeby zaistnieć - wzdycha pani Iwona. Koleżanki z Rudy Śląskiej od lat kibicują wszystkim sukcesom Olek i spotykają się z nią, kiedy tylko wpada w rodzinne strony. - Dyskutujemy, gdzie się lepiej żyje. W Rudzie Śląskiej czy w Nowym Jorku - uśmiecha się znad robótki pani Iwona.

Podziel się