Nad dachami - nowy lokal w Bielsku-Białej
21.10.2005
, aktualizacja: 21.10.2005 10:07
Jest najwyżej położonym lokalem w mieście, w karcie ma coś, czego nie znajdziemy gdzie indziej, stąd zrobisz fajne zdjęcie Bielska nocą. Nad dachami może zadziwić.
Nad dachami to nowa bielska restauracja. Zaskoczyła mnie kilkukrotnie. Najpierw wyglądem, bo ekskluzywne lokale mnie nie przyciągają. Wydają mi się zbyt mało przytulne, zbyt sztywne, a nie lubię czuć się jak na szpilkach, gdyż jedzenie nie smakuje mi tak bardzo, jak powinno. Spodziewałam się, że tak będzie również tutaj.
Winda zawiozła mnie na szóste piętro biurowca i wyszłam z niej na wprost kanapy. Byłam już w restauracji. Zamiast oschłego wyposażenia zobaczyłam wnętrze w kolorze ecru i brązu. Rozgościć się tu można przy stolikach lub na kanapach. Wybrałam tę drugą wersję i kusząca kanapa okazała się równie wygodna, na jaką wyglądała.
Restauracja zaskoczyła mnie też widokiem z okien. Nie przesadzę, jeśli powiem, że jest świetny. Kto jest przyzwyczajony do lokali w piwnicach, powinien zajrzeć tam właśnie: dachy kamienic znajdują się pod nami, uroczo podświetlany Zamek Sułkowskich jest po lewej stronie, po prawej góry i domy na podmiejskich wzniesieniach. Wnętrze nawet w pochmurny dzień nie potrzebuje sztucznego światła, tyle wpada tam dziennych promieni (wszystko za sprawą wielkich, otaczających ją okien).
Początki powstania lokalu są związane z owym widokiem. Właścicielka pomyłkowo wjechała kiedyś windą do pomieszczenia i dowiedziała się, że ma tu powstać... kotłownia dla biurowca. Kiedy zobaczyła panoramę, odkurzyła marzenia o stworzeniu własnej restauracji, zmobilizowała wszystkie środki i siły, i dopięła swego.
W tworzeniu Nad dachami uczestniczyli także dzisiejsi pracownicy. Kelnerzy i kucharze stali na drabinach, przykręcali, stukali młotkami. Wszystko po to, żeby nieznający się wcześniej ludzie stworzyli zgrany zespół i poczuli się odpowiedzialni za klimat w restauracji. Jednym z pierwszych sprzętów kupionych do Nad dachami był... fortepian. Później okazało się, że szef kuchni Artur Kupczyk z Jaworzynki jest z zamiłowania muzykiem. Zdarza się, że siada przy instrumencie i gra dla gości.
Wymyślanie przysmaków to dla Kupczyka pasja. I to jest właśnie trzecia kwestia - niespodzianka. Nie wszędzie spotyka się przecież kawałki mięsa z krokodyla w kokosie. Do tzw. zestawu dań dla ciekawych świata (będącego jednocześnie najdroższym) należą jeszcze homar zapiekany z grzankami czosnkowymi, gulasz z gazeli i stek ze strusia. W menu klient wybiera między potrawami z różnych części świata przygotowanymi z ryb, mięs czy wegetariańskimi. To jednak nie wszystko. Znajdziemy tu także pierogi, zupy, schabowego - staropolskie przysmaki. Kiedy zapytamy, czy można się napić tylko kawy i zjeść deser - kelner nas nie wyrzuci. Popołudniami zaglądają tu nawet licealiści na czekoladę. Najwięcej gości jest jednak wieczorami. W restauracji zapalają się przyćmione lampy i świece, a miasto skrzy się światłami.
Jest tu takie jedno miejsce, nazwane stolikiem szczęścia - tam gdzie odbyły się zaręczyny, a później pewni małżonkowie obchodzili 40-lecie wspólnego życia. Atrakcją jest taras, na którym wiosną wystrój będzie bardzo romantyczny. Teraz właścicielka planuje organizację różnych imprez, np. promocję książek, recitale, koncerty spokojnej muzyki.
Nad dachami znajduje się w Bielsku-Białej, ul. Barlickiego 7. Ma 60 miejsc, ale podczas zorganizowanej imprezy miejsc może być 80. Jest otwarta codziennie od godz. 11 do ostatniego klienta.
Przykładowe ceny: przystawki zimne od 8 do 19 zł, a gorące od 13 do 29 zł, zupy od 6 zł, dania główne mięsne od 16 do 120 zł, rybne od 24 do 48 zł, pierogi 12 zł, desery od 10 do 16 zł.
Winda zawiozła mnie na szóste piętro biurowca i wyszłam z niej na wprost kanapy. Byłam już w restauracji. Zamiast oschłego wyposażenia zobaczyłam wnętrze w kolorze ecru i brązu. Rozgościć się tu można przy stolikach lub na kanapach. Wybrałam tę drugą wersję i kusząca kanapa okazała się równie wygodna, na jaką wyglądała.
Restauracja zaskoczyła mnie też widokiem z okien. Nie przesadzę, jeśli powiem, że jest świetny. Kto jest przyzwyczajony do lokali w piwnicach, powinien zajrzeć tam właśnie: dachy kamienic znajdują się pod nami, uroczo podświetlany Zamek Sułkowskich jest po lewej stronie, po prawej góry i domy na podmiejskich wzniesieniach. Wnętrze nawet w pochmurny dzień nie potrzebuje sztucznego światła, tyle wpada tam dziennych promieni (wszystko za sprawą wielkich, otaczających ją okien).
Początki powstania lokalu są związane z owym widokiem. Właścicielka pomyłkowo wjechała kiedyś windą do pomieszczenia i dowiedziała się, że ma tu powstać... kotłownia dla biurowca. Kiedy zobaczyła panoramę, odkurzyła marzenia o stworzeniu własnej restauracji, zmobilizowała wszystkie środki i siły, i dopięła swego.
W tworzeniu Nad dachami uczestniczyli także dzisiejsi pracownicy. Kelnerzy i kucharze stali na drabinach, przykręcali, stukali młotkami. Wszystko po to, żeby nieznający się wcześniej ludzie stworzyli zgrany zespół i poczuli się odpowiedzialni za klimat w restauracji. Jednym z pierwszych sprzętów kupionych do Nad dachami był... fortepian. Później okazało się, że szef kuchni Artur Kupczyk z Jaworzynki jest z zamiłowania muzykiem. Zdarza się, że siada przy instrumencie i gra dla gości.
Wymyślanie przysmaków to dla Kupczyka pasja. I to jest właśnie trzecia kwestia - niespodzianka. Nie wszędzie spotyka się przecież kawałki mięsa z krokodyla w kokosie. Do tzw. zestawu dań dla ciekawych świata (będącego jednocześnie najdroższym) należą jeszcze homar zapiekany z grzankami czosnkowymi, gulasz z gazeli i stek ze strusia. W menu klient wybiera między potrawami z różnych części świata przygotowanymi z ryb, mięs czy wegetariańskimi. To jednak nie wszystko. Znajdziemy tu także pierogi, zupy, schabowego - staropolskie przysmaki. Kiedy zapytamy, czy można się napić tylko kawy i zjeść deser - kelner nas nie wyrzuci. Popołudniami zaglądają tu nawet licealiści na czekoladę. Najwięcej gości jest jednak wieczorami. W restauracji zapalają się przyćmione lampy i świece, a miasto skrzy się światłami.
Jest tu takie jedno miejsce, nazwane stolikiem szczęścia - tam gdzie odbyły się zaręczyny, a później pewni małżonkowie obchodzili 40-lecie wspólnego życia. Atrakcją jest taras, na którym wiosną wystrój będzie bardzo romantyczny. Teraz właścicielka planuje organizację różnych imprez, np. promocję książek, recitale, koncerty spokojnej muzyki.
Nad dachami znajduje się w Bielsku-Białej, ul. Barlickiego 7. Ma 60 miejsc, ale podczas zorganizowanej imprezy miejsc może być 80. Jest otwarta codziennie od godz. 11 do ostatniego klienta.
Przykładowe ceny: przystawki zimne od 8 do 19 zł, a gorące od 13 do 29 zł, zupy od 6 zł, dania główne mięsne od 16 do 120 zł, rybne od 24 do 48 zł, pierogi 12 zł, desery od 10 do 16 zł.
