Czarodziejka ****
10.02.2012
, aktualizacja: 08.02.2012 15:55
Reż. Fiona Gordon, Dominique Abel, Bruno Romy Belgia/Francja 2011 (La Fee). Aktorzy: Fiona Gordon, Dominique Abel, Philippe Mertz
Wdzięczna i czarowna fantazja filmowa rezydującego w Belgii międzynarodowego tria aktorsko-taneczno-pantomimicznego, które pamiętamy z ekstrawaganckiej "Rumby". Specyficzny styl tej grupy nie wszystkim musi odpowiadać, ja osobiście lubię jednak ich anarchistyczny i nieco surrealistyczny humor, ich instynkt poetycki, ich umiejętność przekładania bajką rzeczywistości oraz zamiłowanie do slapsticku. Niewielu jest też we współczesnym kinie tak wiernych kontynuatorów tradycji Jacques'a Tati, a nawet, sięgając dalej, tradycji kina niemego. No i - last but not least - robią postępy: z trzech ich znanych mi filmów "Czarodziejka" jest najdojrzalsza i najbardziej zdyscyplinowana.
Dom (Abel) pracuje jako recepcjonista w skromnym hoteliku w Hawrze (z niedawnym filmem Aki Kaurismaki łączy "Czarodziejkę" nie tylko lokalizacja, ale też pokrewny rodzaj dowcipu, a nawet jeden z wątków). Pewnej nocy pojawia się w nim bosonoga Fiona (Gordon), przedstawia się jako czarodziejka i obiecuje spełnić trzy życzenia Doma. Pierwsze dwa są niewyszukane (skuter i ogromny zapas paliwa), z trzecim można jeszcze zaczekać. W ten sposób zaczyna się ich znajomość, która szybko przeradza się we wzajemne uczucie...
Dzieje się tu potem całkiem sporo (mamy brzemienne w skutki pląsanie na dnie morza, uwięzienie Fiony w szpitalu psychiatrycznym - z którego zapewne wcześniej uciekła - i akcję jej oswobadzania, luźno inspirowany "Arizona Junior" Coenów pościg za umieszczonym na masce samochodu noworodkiem itd.), w porównaniu z "Rumbą" widać tu zarys historii, choć o fabule jako takiej trudno mówić, to wciąż raczej ciąg skeczów. Niektóre są bardzo zabawne i pomysłowe, inne mniej - generalnie inwencja dopisuje belgijskim rozrabiakom przede wszystkim w pierwszej połowie, potem jakby zaczyna brakować im paliwa, akcja nieco się rozłazi, pojawia się więcej gagów wysilonych, przeciągniętych i mało śmiesznych - ale i tak ogólny rezultat jest więcej niż zadowalający.
W filmie udało im się również zawrzeć autoironiczny komentarz do własnej twórczości. Czy bowiem w szykanach, jakie spotykają samozwańczą "czarodziejkę" Fionę, nie odbija się stosunek zdrowo myślącego społeczeństwa do sztuki - a w każdym razie do wariackiej sztuki, jaką uprawiają? Niektóre reakcje na "Rumbę" czy wcześniejszy "L'Iceberg" ("to wszystko, panie, wygłupy") mogłyby na to wskazywać.
Dom (Abel) pracuje jako recepcjonista w skromnym hoteliku w Hawrze (z niedawnym filmem Aki Kaurismaki łączy "Czarodziejkę" nie tylko lokalizacja, ale też pokrewny rodzaj dowcipu, a nawet jeden z wątków). Pewnej nocy pojawia się w nim bosonoga Fiona (Gordon), przedstawia się jako czarodziejka i obiecuje spełnić trzy życzenia Doma. Pierwsze dwa są niewyszukane (skuter i ogromny zapas paliwa), z trzecim można jeszcze zaczekać. W ten sposób zaczyna się ich znajomość, która szybko przeradza się we wzajemne uczucie...
Dzieje się tu potem całkiem sporo (mamy brzemienne w skutki pląsanie na dnie morza, uwięzienie Fiony w szpitalu psychiatrycznym - z którego zapewne wcześniej uciekła - i akcję jej oswobadzania, luźno inspirowany "Arizona Junior" Coenów pościg za umieszczonym na masce samochodu noworodkiem itd.), w porównaniu z "Rumbą" widać tu zarys historii, choć o fabule jako takiej trudno mówić, to wciąż raczej ciąg skeczów. Niektóre są bardzo zabawne i pomysłowe, inne mniej - generalnie inwencja dopisuje belgijskim rozrabiakom przede wszystkim w pierwszej połowie, potem jakby zaczyna brakować im paliwa, akcja nieco się rozłazi, pojawia się więcej gagów wysilonych, przeciągniętych i mało śmiesznych - ale i tak ogólny rezultat jest więcej niż zadowalający.
W filmie udało im się również zawrzeć autoironiczny komentarz do własnej twórczości. Czy bowiem w szykanach, jakie spotykają samozwańczą "czarodziejkę" Fionę, nie odbija się stosunek zdrowo myślącego społeczeństwa do sztuki - a w każdym razie do wariackiej sztuki, jaką uprawiają? Niektóre reakcje na "Rumbę" czy wcześniejszy "L'Iceberg" ("to wszystko, panie, wygłupy") mogłyby na to wskazywać.



więcej zdjęć