kino, teatr, muzyka

Kraków

Marmolada. Moja bardzo wielka wina

Wojciech Nowicki
18.02.2010 , aktualizacja: 28.02.2010 14:18
A A A Drukuj
Pewnie, pewnie, dwa razy do tej samej rzeki się nie wchodzi. Każdy głupi to wie. Ale do restauracji - owszem. Knajpa nie po to jest, żeby ją omijać. Tym bardziej, tłumaczyłem sobie, że do tej akurat rzeki to jeszcze nie wszedłem ani razu, wszedłem do identycznej, ale nie do tej samej.

To znaczy byłem, owszem, w restauracjach Miód Malina, Wesele, La Campana Trattoria (wystarczy wam rzut oka przez szybę, żeby zrozumieć, że wyszły spod jednej sztancy), ale do restauracji Marmolada dotąd nie poszedłem. Oszczędzałem siebie. Nie było takiej potrzeby. Ale że teraz zapadł mrok ołowiany, że leży śnieg i sól zżera stopy, gdzie ja się, biedny, podzieję? Przypomniało mi się, że Marmolada na Grodzkiej... że nowa... że macie prawo, czytające i czytający, poznać mój wyrok w tej sprawie.

Zacznę od końca. Owszem, nie przepadam za nadmiarem decorum w knajpie, uważam, że im prościej, tym lepiej. Nie przepadam za wiejskim klimatem przy Rynku Głównym, bo to strzał chybiony (po stokroć wolę nowoczesność). Ale przyznaję, Marmolada (i Wesele o dwa kroki) to nie są miejsca brzydkie. Dużo drewna, kwiaty malowane i świeże, dużo czerwieni, więc wesoło. Nie w moim guście, zgoda, trochę bez sensu, zgoda, ale spójne ideowo.

A kiedy się używa tej knajpy, kiedy się w niej siedzi i spożywa, kiedy się chodzi do toalety, to jeszcze lepiej widać, jak bardzo jest spójna ta idea. W toalecie - żeby zacząć od tego miejsca, którego zwykle się nie opisuje (a szkoda) - źródlana woda, mroźna, bo przecież jest zima. Ciepłej nie ma, i - wybaczcie - naprawdę mnie nie obchodzi dlaczego (rachunek wyniósł 136 zł na dwoje, więc usprawiedliwia chyba żądanie ciepłej wody w kranie?). Więc za zimną wodę pierwsze brawa. Stół (knajpa otwarta od bardzo niedawna) chwieje się, jakby się miał przewrócić. Nic go nie ukoi. Kiedy pojawią się na nim talerze, okaże się również, że jest garbaty: talerz postawiony na blacie kiwa się we wszystkie strony. Światła mało, bo świece i, ma się rozumieć, nastrój; ale ja chciałbym, żeby było jaśniej, bo nic z karty nie mogę wyczytać (a mówcie sobie, że to zrzędzenie ślepego starucha; jak dożyjecie mojego wieku, to sami zobaczycie). A niech to jasna cholera.

Teraz o jedzeniu. Karta sprawia przyjemne wrażenie, tak mniej więcej do trzeciej strony; a ciągnie się jeszcze długo. Jest w niej wszystko, przystawki ciepłe i zimne, sałaty, zupy, makarony, pizze (bardzo długa lista), są desery i osobna karta win, jak przystało. Karta, ma się rozumieć, w duchu epoki, czyli włosko-polska, czyli właściwie czysto polska; bo taka jest natura naszej kuchni, że całe Włochy wchłonęła. Kasza i pizza obok siebie albo szwarc, mydło i powidło.

Wzięliśmy głęboki oddech i ruszyły zamówienia. Pierwsze brzmiało: wątróbka (z angielskiej wersji można się dowiedzieć, że kurza) smażona z cebulką na białym winie z wiśniami amarone na grzankach i - mówiąc szczerze - aż się nie mogłem go doczekać. Brzmiało intrygująco, choć coś mi w tej litanii zgrzytało, tylko nie wiedziałem co. Cokolwiek to było, prawda była taka: całkowicie bezbarwne wątróbki, zesmażone na sucho, wino się ulotniło (jeśli kiedykolwiek tam było), cebula w stylu rumsztykowym, czyli - wybaczcie dowcip - staropolska; a wiśnie z likieru, cóż, jak to wiśnie z likieru. W tym towarzystwie były jak pięść do nosa. Równie dobrze można podawać banana do schaboszczaka. Ale bułka, bułka była bardzo smaczna.

Za zupę, pomyślałem w pierwszej chwili, należą się brawa (i po namyśle zdania właściwie nie zmieniam): bo to nareszcie nie jest pomidorowa z łososiem, tylko bulion, prawdziwy rybny bulion z kawałkami ryby (w tym, naturalnie, łososia; ale wszyscy łososia kochają i nie można się przed nim opędzić); może nazbyt warzywny, ale jednak bulion. Warzywa na spodzie nieraz się już były podgrzewane, bo zbiły się w farfoclowatą masę; a to już w restauracji nie uchodzi. Jeśli bulion, to owszem, prostota, ale i elegancja, a ta nakazuje, żeby warzywa były jędrne, wręcz twardawe.

I tak doszło do drugich. Pamiętacie: niebo ołowiane, mróz, sople spadające na głowę, więc mi się wydało, że danie zatytułowane "rozgrzewający gulasz wołowy z jesienną cukinią, bakłażanem, papryką, rozmarynem, aromatycznym tymiankiem" to jest antidotum na te nastroje. Więcej, poczułem to każdym porem stwardniałej skóry krytyka; wiedziałem od razu, że mi pomoże. I oto przyszedł uprzejmy kelner (uśmiechnięty, pod niebiosa wychwalający moje towarzystwo, że dokonało trafnego, re-we-la-cyj-ne-go wyboru), postawił pieniek przed nosem, na pieńku patelnię i uprzedził, że gorąca. W patelni znajdowała się bura masa zrobiona głównie z przecieru pomidorowego; podgrzewanie w piecu sprawiło, że na jej powierzchni utworzyło się takie coś, co mi się kojarzy z grubą rzęsą na jeziorku, gdzieś na trzęsawiskach, albo z grubaśnym kożuchem na mleku. Po odsunięciu tego tworu ukazała się zawartość: mięso dobre i miękkie, cukinia, papryka, a bakłażana zastąpiły biedne kuzynki, pieczarki; zaś obiecane aromaty, cóż, nieobecne. Sumując: smutny koniec gastronomii, kuchnia barowa i ból brzucha na cały wieczór. A moje przeczucia, pomyślałem ze smutkiem, sprawdzają się rzadko, chyba, że są złe. (Był jeszcze tego wieczoru makaron, ciapowate ciasto z mięsem, przecierem i pieczarkami - ale po to Istota dała nam rozum, żeby nie opowiadać o wszystkim).

Na zakończenie dodam, że kawę podano ledwie letnią (trudno się dziwić: bar jest w piwnicy), a rachunek opakowano mi w zgrabną reklamówkę, tak jak ostatnio w Weselu. Nadal się można z niej dowiedzieć paru ciekawych rzeczy. Przypomnę: piszą tam, że siostrzaną knajpę Marmolady, Wesele, założono w 1921 roku (a ja nadal uparcie twierdzę, że około roku 2008), zaś Miód Malinę w roku 1927 (a mnie się jednak wydaje, że w 2006). Te kłamstewka powinny Szanownej Klienteli podpowiedzieć, jaki w tej firmie mają stosunek do klienta.

W tej firmie, spółce jawnej, która nomen omen nazywa się "Folklor Kulinarny".

Marmolada, ul. Grodzka 5

Dwie osoby zapłaciły 136 złotych i piją teraz ziółka

Polecamy: Ranking walentynkowy. Upojne szaleństwo



Podziel się