Przedmieścia zwierzynieckie 100 lat temu
11.02.2012
, aktualizacja: 10.02.2012 18:04
Jak zaplanować i zmieścić historyczną narrację stałej wystawy na niespełna 11 metrach kwadratowych? No jakoś trzeba było, bo idea tej wystawy dość ważna i niezmiernie potrzebna.
ZOBACZ TAKŻE
- Krakowie, nie rozlewaj się tak bardzo (18-02-12, 06:00)
- Prehistoria Nowej Huty w forcie Mogiła? (06-02-12, 20:54)
- SKOZK: Międzywojenny modernizm do ochrony (03-02-12, 22:00)
- Nowy krzyż przy mogile konfederatów barskich (16-01-12, 20:54)
- Najstarsza kamienna świątynia na Wawelu (12-12-11, 15:10)
- Widokówki, czyli odświętny obraz miasta (05-11-11, 14:00)
- Skarbonka średniowiecznych przodków centusiów (04-11-11, 10:00)
- Sportowi robociarze z krakowskiego Zwierzyńca (23-10-11, 11:00)
- V LO, czyli 140 lat przodującego Zakładu (15-10-11, 12:00)
Po pierwsze - to wystawa o tym, jak wyglądał Zwierzyniec w czasie, gdy negocjowano jego przyłączenie do Wielkiego Krakowa. To spojrzenie na to, jak typowo wiejskie przedmieście stawało się częścią rozrastającego się miasta, które z kolei miało ambicje stać się miastem nie tylko wielkim w swych granicach, ale i nowoczesnym w swoim dalszym rozwoju.
Po drugie - to wystawa dla maluchów i dzieciaków, których życie w większości wygląda dzisiaj dość łatwo i przyjemnie, zupełnie inaczej niż przeszło sto lat temu. Dzisiejsza rzeczywistość jest taka, że w łazience brudne rzeczy pierze pralka, kabina prysznicowa służy ciepłą wodą, a tzw. sławojkę dzieci poznają wtedy, gdy klikną jako hasło w wyszukiwarce Google'a. Coraz częściej doznają szoku, widząc wyżymaczkę, żelazko na węgiel, dziecięce wózki sprzed wielu dekad czy choćby ręczną maszynkę do mielenia mięsa czy maku.
Po trzecie - czas niemiłosiernie ucieka, mijają lata, odchodzą kolejne pokolenia, a na Zwierzyńcu pojawiają się zupełnie nowe domy i zamknięte osiedla. Sam Zwierzyniec stał się ekskluzywnym miejscem do życia. Dlatego też jednym z naszych zadań jest zatrzymanie tego pędzącego czasu. Zatrzymanie i pokazanie dawnego oblicza Zwierzyńca, które pamiętają już nieliczni. Oblicza z drogami zamiast ulic, gdzie nocą można było się zgubić, gdzie więcej było domów drewnianych niż murowanych, a gdy te już się pojawiły, to mogły być tylko parterowe. Oblicze wiejskie, nie przemysłowe (z wyjątkiem musztardowo-octowej fabryki Gablenzów), pełne mniej lub bardziej dochodowych zajęć w większości o charakterze robociarsko-rzemieślniczym, które można też określić mianem nieistniejącego już rękodzielnictwa. Czas połączenia Zwierzyńca z Wielkim Krakowem to także wzrost zainteresowania zwierzyniecką częścią nowego miasta wśród urzędników, uniwersyteckiej profesury czy artystów. Wszystko dzięki nowym domom, nowemu osiedlu willowemu wokół kościoła Najświętszego Salwatora, a nade wszystko dzięki zniesieniu tzw. rewersów demolacyjnych, które wyraźnie dusiły rozwój mieszkalnictwa na przedmieściach. Co innego Półwsie Zwierzynieckie, bardziej miejskie w tamtym czasie, gdzie nie dość, że pojawiły się ulice zamiast dróg, to od początku XX w. miały one swoich patronów, jak choćby ulica pułkownika powstania styczniowego - Marcina "Lelewel" Borelowskiego, której nazwę rada gminy Półwsie przyjęła na wniosek krakowskiego Stowarzyszenia Blacharzy już w 1903 r.
A zatem nasza niewielka wystawa spróbuje uchwycić i pokazać, jak te dwa światy zaczęły się przenikać, jak Zwierzyniec awansował do bycia częścią wielkiego miasta. W narracyjnym procesie pomocne nam będą stare fotografie, kopie druków, map i dokumentów, a także dobrane do tego muzealne obiekty, w tym mnóstwo domowych bibelotów - zarówno tych kuchennych, jak i z innych części przedmiejskiego domu. Na wystawie nie zabraknie kuchennego pieca i lampy naftowej - dwóch symbolicznych elementów, wokół których koncentrowała się uwaga ówczesnego życia w domu.
Dom Jana Florczyka, Dom Zwierzyniecki
Rodzinę Florczyków ze Zwierzyńca zaliczamy do lokalnych elit tamtego czasu - czasu, o którym chcemy opowiedzieć. Jan Florczyk (1873-1948) - majster murarski, jest wspominany jako kochany tata, wspaniały mąż i świetny fachowiec. Widać to po wielu domach i obiektach użyteczności publicznej, które po sobie pozostawił. Jednym z nich jest dom rodzinny Florczyków, w którym mieści się nasz muzealny oddział. Murowany, początkowo parterowy, po 1907 r., po zniesieniu wspomnianych rewersów, rozbudowany przez Florczyka o dodatkowe piętro. Mieszkania tam powstałe Florczyk wynajmował. W czerwcu 1912 r. w jednym z nich zameldował się sam Lenin z rodziną. Florczyk z pewnością nie zdawał sobie wówczas sprawy z tego, kogo zameldował. No bo jak mógł przypuszczać, że ta postać po swoim krakowskim epizodzie wywróci swoją ideologią spory kawałek świata do góry nogami? Lenin szybko ze Zwierzyńca zniknął, ale po 1945 r. dom był już w rękach państwa, "zabezpieczony" na działania muzealne, które realizowano na Zwierzyńcu przez Muzeum Lenina od 1970 r. Z otwarciem nowego leninowskiego oddziału związana jest historia figurki Maryi, ulokowana we wnęce charakterystycznej dla frontów w przedmiejskich domach. Figurka została z niej usunięta. Nie przeszkadzała Leninowi i jego towarzyszom, widoczna jest na obrazach i fotografiach domu z lat 50. i 60. XX w. Po 1970 r. została po niej pusta wnęka. Dzisiaj symbolicznie powróci jako ciekawy element naszej wystawy. Ponoć majster murarski Jan Florczyk charakterystycznie dla siebie wykańczał budowy domów, komponując odpowiednie wnęki na maryjne figurki albo uzupełniając ich elewacje wizerunkami białego orła. Jeden z nich widoczny jest na jednej z salwatorskich willi przy ul. św. Bronisławy.
Sam dom wykończony był wyśmienicie. Wspomnienia ukazują dom uporządkowany z charakterystycznym zwierzynieckim ogrodem, który ciągnął się do brzegów Rudawy, dając bukiety warzyw do domowej kuchni. Każdy element, jak choćby poręcze przy schodach, czy poszczególne domowe meble były osobiście wykańczane przez gospodarza. Kuchnia sąsiadowała z jadalnią, a w izbie mieszkalnej rodziców znajdowała się wanna z piecem łazienkowym. Ubikacje domowe znajdowały się na półpiętrach. Odrębne kuchnie miały mieszkania przygotowane przez Jana Florczyka w nadbudowie domu. Córka Florczyka Ludmiła Kasicka wspomina dom rodzinny jako ciepły i przytulny, a jego rozbudowane poddasze za świetną kryjówkę dla dzieci, świetne miejsce, gdzie najlepiej czytało się książki podróżnicze.
Zwierzyniec zatrzymany
Zatrzymujemy Zwierzyniec w określonym momencie. Spoglądamy na jego rzeczywistość na przełomie XIX i XX w. Do 1906 r. reprezentanci Zwierzyńca i Półwsia Zwierzynieckiego zakończyli swoje negocjacje co do przyłączenia obu zwierzynieckich gmin do Krakowa. Czas negocjacji przyniósł dwustronne uzgodnienia, które zadowoliły obie strony. Kraków narzucił cały pakiet norm, które musiały być przyjęte i wprowadzone w życie przez zwierzynieckich obywateli. Z kolei zwierzynieckie elity domagały się gwarancji zapowiadanych inwestycji - jak choćby oświetlenia ulic, miejskiej komunikacji tramwajowej czy dostępu do opieki zdrowotnej i edukacyjnej. Reprezentanci Zwierzyńca zagwarantowali sobie ponadto na czas nieograniczony wypas bydła na Błoniach, a także w specjalnym punkcie zapewnili sobie to, iż nowa dzielnica Krakowa będzie się nazywać tradycyjnie Zwierzyńcem. I tak też się stało. Półwsie Zwierzynieckie zostało dzielnicą XII, a sam Zwierzyniec dzielnicą XIII. O tym będą przypominać zwiedzającym oryginalne tabliczki domowe.
Nie będziemy bombardować na wystawie archiwalnymi dokumentami, które przecież do najmłodszych nie przemawiają. Nie chcemy przemęczać ich niezliczoną liczbą fotografii. Te, które będzie można zobaczyć, ujawnią przemiany Półwsia i Zwierzyńca na przestrzeni od przełomu XIX i XX w. do lat 70. XX w. Nie zabraknie fotografii rodziny Florczyków z majstrem murarskim Janem na czele. Zerkniemy też na zwierzynieckie zwyczaje, które na trwałe zadomowiły się w kulturze Krakowa.
To wszystko osadzone jest wokół pieca kuchennego i lampy naftowej. To niezbędniki przedmiejskiego domu. Krążymy po 11 metrach kwadratowych, podziwiając stary zwierzyniecki kredens i kuchenne bibeloty z makatką niosącą jak zawsze mądrą myśl. Mijamy stół z ówczesną prasą, informującą o tym, że Kraków właśnie będzie Wielki. Dalej łóżko i nakastlik, a na nim wszystko to, co podręczne i niezbędne, jak choćby modlitewnik. Nie zabraknie też tego, co w części przedpokojowej. Oryginalny wieszak na kapoty, lampę, szczotki do czyszczenia przeróżnych nakryć, parasol i co oczywiste - lustro, żeby kuknąć na siebie przed wyjściem z domu. Zadzierając wzrok ku górze, zobaczymy jeszcze dziecięcy wózek. Przecież w domu były dzieci! W tle Błonia, które całemu Zwierzyńcowi służyły nie tylko do wypasu krów, ale także do rekreacji. To co? Zapraszamy.
11 metrów kwadratowych
Ta przestrzeń to w zasadzie początek i koniec naszej wystawy. Nie jestem pewien, ale chyba będzie to najmniejsza przestrzeń stałej wystawy historycznej na świecie. Miejsce to znajdziecie na I piętrze Domu Zwierzynieckiego. Zarówno dzieciaki, jak i ich rodzice nie powinni się na naszych 11 metrach kwadratowych nudzić. W każdej chwili możemy wspólnie zrobić musztardę według przepisu zwierzynieckiej fabryki Gablenzów. Wspólnie możemy ułożyć puzzle, z których wyjdzie nam prezydent Juliusz Leo albo mapa Krakowa z przedmieściami, które przyłączano do starego miasta w latach 1910-1915, albo w innym rozłożeniu różne widoki Zwierzyńca. Dla każdego podobny do rozmiarów naszej stałej wystawy - edukacyjny zeszycik zwierzyniecki.
Wystawę otwieramy w niedzielę 12 lutego 2012 r. o godz. 12 na ul. Królowej Jadwigi 41.
* Autor tekstu jest pracownikiem Muzeum Historycznego Miasta Krakowa, oddział Dom Zwierzyniecki.
Po drugie - to wystawa dla maluchów i dzieciaków, których życie w większości wygląda dzisiaj dość łatwo i przyjemnie, zupełnie inaczej niż przeszło sto lat temu. Dzisiejsza rzeczywistość jest taka, że w łazience brudne rzeczy pierze pralka, kabina prysznicowa służy ciepłą wodą, a tzw. sławojkę dzieci poznają wtedy, gdy klikną jako hasło w wyszukiwarce Google'a. Coraz częściej doznają szoku, widząc wyżymaczkę, żelazko na węgiel, dziecięce wózki sprzed wielu dekad czy choćby ręczną maszynkę do mielenia mięsa czy maku.
Po trzecie - czas niemiłosiernie ucieka, mijają lata, odchodzą kolejne pokolenia, a na Zwierzyńcu pojawiają się zupełnie nowe domy i zamknięte osiedla. Sam Zwierzyniec stał się ekskluzywnym miejscem do życia. Dlatego też jednym z naszych zadań jest zatrzymanie tego pędzącego czasu. Zatrzymanie i pokazanie dawnego oblicza Zwierzyńca, które pamiętają już nieliczni. Oblicza z drogami zamiast ulic, gdzie nocą można było się zgubić, gdzie więcej było domów drewnianych niż murowanych, a gdy te już się pojawiły, to mogły być tylko parterowe. Oblicze wiejskie, nie przemysłowe (z wyjątkiem musztardowo-octowej fabryki Gablenzów), pełne mniej lub bardziej dochodowych zajęć w większości o charakterze robociarsko-rzemieślniczym, które można też określić mianem nieistniejącego już rękodzielnictwa. Czas połączenia Zwierzyńca z Wielkim Krakowem to także wzrost zainteresowania zwierzyniecką częścią nowego miasta wśród urzędników, uniwersyteckiej profesury czy artystów. Wszystko dzięki nowym domom, nowemu osiedlu willowemu wokół kościoła Najświętszego Salwatora, a nade wszystko dzięki zniesieniu tzw. rewersów demolacyjnych, które wyraźnie dusiły rozwój mieszkalnictwa na przedmieściach. Co innego Półwsie Zwierzynieckie, bardziej miejskie w tamtym czasie, gdzie nie dość, że pojawiły się ulice zamiast dróg, to od początku XX w. miały one swoich patronów, jak choćby ulica pułkownika powstania styczniowego - Marcina "Lelewel" Borelowskiego, której nazwę rada gminy Półwsie przyjęła na wniosek krakowskiego Stowarzyszenia Blacharzy już w 1903 r.
A zatem nasza niewielka wystawa spróbuje uchwycić i pokazać, jak te dwa światy zaczęły się przenikać, jak Zwierzyniec awansował do bycia częścią wielkiego miasta. W narracyjnym procesie pomocne nam będą stare fotografie, kopie druków, map i dokumentów, a także dobrane do tego muzealne obiekty, w tym mnóstwo domowych bibelotów - zarówno tych kuchennych, jak i z innych części przedmiejskiego domu. Na wystawie nie zabraknie kuchennego pieca i lampy naftowej - dwóch symbolicznych elementów, wokół których koncentrowała się uwaga ówczesnego życia w domu.
Dom Jana Florczyka, Dom Zwierzyniecki
Rodzinę Florczyków ze Zwierzyńca zaliczamy do lokalnych elit tamtego czasu - czasu, o którym chcemy opowiedzieć. Jan Florczyk (1873-1948) - majster murarski, jest wspominany jako kochany tata, wspaniały mąż i świetny fachowiec. Widać to po wielu domach i obiektach użyteczności publicznej, które po sobie pozostawił. Jednym z nich jest dom rodzinny Florczyków, w którym mieści się nasz muzealny oddział. Murowany, początkowo parterowy, po 1907 r., po zniesieniu wspomnianych rewersów, rozbudowany przez Florczyka o dodatkowe piętro. Mieszkania tam powstałe Florczyk wynajmował. W czerwcu 1912 r. w jednym z nich zameldował się sam Lenin z rodziną. Florczyk z pewnością nie zdawał sobie wówczas sprawy z tego, kogo zameldował. No bo jak mógł przypuszczać, że ta postać po swoim krakowskim epizodzie wywróci swoją ideologią spory kawałek świata do góry nogami? Lenin szybko ze Zwierzyńca zniknął, ale po 1945 r. dom był już w rękach państwa, "zabezpieczony" na działania muzealne, które realizowano na Zwierzyńcu przez Muzeum Lenina od 1970 r. Z otwarciem nowego leninowskiego oddziału związana jest historia figurki Maryi, ulokowana we wnęce charakterystycznej dla frontów w przedmiejskich domach. Figurka została z niej usunięta. Nie przeszkadzała Leninowi i jego towarzyszom, widoczna jest na obrazach i fotografiach domu z lat 50. i 60. XX w. Po 1970 r. została po niej pusta wnęka. Dzisiaj symbolicznie powróci jako ciekawy element naszej wystawy. Ponoć majster murarski Jan Florczyk charakterystycznie dla siebie wykańczał budowy domów, komponując odpowiednie wnęki na maryjne figurki albo uzupełniając ich elewacje wizerunkami białego orła. Jeden z nich widoczny jest na jednej z salwatorskich willi przy ul. św. Bronisławy.
Sam dom wykończony był wyśmienicie. Wspomnienia ukazują dom uporządkowany z charakterystycznym zwierzynieckim ogrodem, który ciągnął się do brzegów Rudawy, dając bukiety warzyw do domowej kuchni. Każdy element, jak choćby poręcze przy schodach, czy poszczególne domowe meble były osobiście wykańczane przez gospodarza. Kuchnia sąsiadowała z jadalnią, a w izbie mieszkalnej rodziców znajdowała się wanna z piecem łazienkowym. Ubikacje domowe znajdowały się na półpiętrach. Odrębne kuchnie miały mieszkania przygotowane przez Jana Florczyka w nadbudowie domu. Córka Florczyka Ludmiła Kasicka wspomina dom rodzinny jako ciepły i przytulny, a jego rozbudowane poddasze za świetną kryjówkę dla dzieci, świetne miejsce, gdzie najlepiej czytało się książki podróżnicze.
Zwierzyniec zatrzymany
Zatrzymujemy Zwierzyniec w określonym momencie. Spoglądamy na jego rzeczywistość na przełomie XIX i XX w. Do 1906 r. reprezentanci Zwierzyńca i Półwsia Zwierzynieckiego zakończyli swoje negocjacje co do przyłączenia obu zwierzynieckich gmin do Krakowa. Czas negocjacji przyniósł dwustronne uzgodnienia, które zadowoliły obie strony. Kraków narzucił cały pakiet norm, które musiały być przyjęte i wprowadzone w życie przez zwierzynieckich obywateli. Z kolei zwierzynieckie elity domagały się gwarancji zapowiadanych inwestycji - jak choćby oświetlenia ulic, miejskiej komunikacji tramwajowej czy dostępu do opieki zdrowotnej i edukacyjnej. Reprezentanci Zwierzyńca zagwarantowali sobie ponadto na czas nieograniczony wypas bydła na Błoniach, a także w specjalnym punkcie zapewnili sobie to, iż nowa dzielnica Krakowa będzie się nazywać tradycyjnie Zwierzyńcem. I tak też się stało. Półwsie Zwierzynieckie zostało dzielnicą XII, a sam Zwierzyniec dzielnicą XIII. O tym będą przypominać zwiedzającym oryginalne tabliczki domowe.
Nie będziemy bombardować na wystawie archiwalnymi dokumentami, które przecież do najmłodszych nie przemawiają. Nie chcemy przemęczać ich niezliczoną liczbą fotografii. Te, które będzie można zobaczyć, ujawnią przemiany Półwsia i Zwierzyńca na przestrzeni od przełomu XIX i XX w. do lat 70. XX w. Nie zabraknie fotografii rodziny Florczyków z majstrem murarskim Janem na czele. Zerkniemy też na zwierzynieckie zwyczaje, które na trwałe zadomowiły się w kulturze Krakowa.
To wszystko osadzone jest wokół pieca kuchennego i lampy naftowej. To niezbędniki przedmiejskiego domu. Krążymy po 11 metrach kwadratowych, podziwiając stary zwierzyniecki kredens i kuchenne bibeloty z makatką niosącą jak zawsze mądrą myśl. Mijamy stół z ówczesną prasą, informującą o tym, że Kraków właśnie będzie Wielki. Dalej łóżko i nakastlik, a na nim wszystko to, co podręczne i niezbędne, jak choćby modlitewnik. Nie zabraknie też tego, co w części przedpokojowej. Oryginalny wieszak na kapoty, lampę, szczotki do czyszczenia przeróżnych nakryć, parasol i co oczywiste - lustro, żeby kuknąć na siebie przed wyjściem z domu. Zadzierając wzrok ku górze, zobaczymy jeszcze dziecięcy wózek. Przecież w domu były dzieci! W tle Błonia, które całemu Zwierzyńcowi służyły nie tylko do wypasu krów, ale także do rekreacji. To co? Zapraszamy.
11 metrów kwadratowych
Ta przestrzeń to w zasadzie początek i koniec naszej wystawy. Nie jestem pewien, ale chyba będzie to najmniejsza przestrzeń stałej wystawy historycznej na świecie. Miejsce to znajdziecie na I piętrze Domu Zwierzynieckiego. Zarówno dzieciaki, jak i ich rodzice nie powinni się na naszych 11 metrach kwadratowych nudzić. W każdej chwili możemy wspólnie zrobić musztardę według przepisu zwierzynieckiej fabryki Gablenzów. Wspólnie możemy ułożyć puzzle, z których wyjdzie nam prezydent Juliusz Leo albo mapa Krakowa z przedmieściami, które przyłączano do starego miasta w latach 1910-1915, albo w innym rozłożeniu różne widoki Zwierzyńca. Dla każdego podobny do rozmiarów naszej stałej wystawy - edukacyjny zeszycik zwierzyniecki.
Wystawę otwieramy w niedzielę 12 lutego 2012 r. o godz. 12 na ul. Królowej Jadwigi 41.
* Autor tekstu jest pracownikiem Muzeum Historycznego Miasta Krakowa, oddział Dom Zwierzyniecki.
-
Jak długo będzie czynna?
turpin
11.02.12, 16:02
Jako spowinowacony z owymi Florczykami, chciałbym obejrzeć - wpadnę do Krakowa z angielskiego zmywaka w maju. Swoją drogą, pamiętam, jak w zgoła nieodległych jeszcze czasach mój wuj, »




