kino, teatr, muzyka

Kraków

Świetna książka - brawurowa, ostra, emocjonalna, prawdziwa

Ryszard Kozik
02.09.2012 , aktualizacja: 31.08.2012 21:42
A A A Drukuj
Zoo City - okładka książki

Zoo City - okładka książki (Rebis)

Każdy, kto czyta naprawdę dużo, wie że nie da się czytać wszystkiego. Trzeba wybierać, a raczej rezygnować. Więc rezygnuję - z autorów, a czasem i gatunków, jeśli wiem, że nie ogarnę, nie znajdę czasu, żeby sprostać nowemu zauroczeniu. A potem żałuję.
Tak jak teraz. Jednym z gatunków, których świadomie unikam, jest fantasy. Nie dlatego, że uważam go za niewarty zainteresowania, a ponieważ wiem, jak wciągający może być i jak bardzo jest różnorodny. Jeśli zacznę czytać fantasy, zabraknie mi czasu na tych kilkunastu ulubionych autorów, po których każdą kolejną książkę sięgam obowiązkowo, czy na te wyselekcjonowane już starannie serie kryminalne, że o zaległościach w klasyce nie wspomnę. A więc z fantasy rezygnuję. I bardzo tego żałuję, gdy czasem skuszę się na książkę taką jak "Zoo City" Lauren Beukes. Bo to po prostu świetny kawałek literatury - brawurowy, ostry, emocjonalny, prawdziwy.

No i z jakimi bohaterami! Zinzi December jest mistrzynią w oszustwach internetowych i potrafi odszukiwać zaginione przedmioty. Ten dar otrzymała w pakiecie z Leniwcem - zwierzakiem, którego nosi na plecach. To rodzaj kary za dawne grzechy. W jej świecie, niby współczesnym, zwierzęta pojawiają się przy ludziach, gdy ci popełniają zbrodnię i od tej pory tworzą z nimi nierozerwalne pary. To znaczy niby można ich rozdzielić, lecz nie kończy się to dobrze. Większość takich par mieszka w Zoo City, zaniedbanej dzielnicy Johannesburga. Nie trzeba chyba dodawać, że przez resztę społeczeństwa są uważani za wyrzutków.

No więc Zinzi nagle jej w miarę uporządkowany świat zaczyna się walić na głowę. Najpierw ktoś morduje jej klientkę, potem - nie do końca dobrowolnie - przejmuje od słynnego menedżera zlecenie odnalezienia młodej gwiazdy muzyki (a dokładniej: żeńskiej połowy bardzo popularnego duetu tworzonego przez rodzeństwo), a następnie wraz z Leniwcem wpadają w ręce bandy bezwzględnych nastolatków. Jakby tego było mało, ktoś najwyraźniej próbuje ją wrobić w morderstwo klientki, po piętach depcze jej bardzo nieprzyjemna para (a raczej czwórka, bo też mająca zwierzaki) pracująca dla wspomnianego menedżera, a facet, z którym jest związana, dostaje wiadomość, że odnaleziono jego zaginioną kilka lat wcześniej rodzinę...

A to dopiero początek, bo im bliżej końca, tym akcja coraz bardziej przyspiesza! I robi się coraz mocniej zakręcona. A przy tym naprawdę świetnie się to czyta, czego dowodem długo wyliczane na skrzydełku książki nagrody i wyróżnienia.

"Zoo City" to urban fantasy i nie mogę oprzeć się przytoczeniu definicji tego podgatunku autorstwa Andrzeja Sapkowskiego (cytowanej też przez Wikipedię). "Mianem urban fantasy określamy utwory utrzymane w poetyce pikarejsko-wielkomiejskich ballad, krzyżujące i godzące atmosfery kryminałów Chandlera z tymi rodem z West Side Story i z tymi z Pulp Fiction, tymi z ballad Leonarda Cohena i Stinga z tymi z tekstów i muzyki Marka Knopflera, Kurta Cobaina i Sida Viciousa. Utwory, w których magia wśród kwadrofonicznego łomotu rock and rolla i ryku Harleyów wkracza do betonowo-asfaltowo-neonowej dżungli naszych miast. Magia wkracza. Wraz z nią wkraczają mieszkańcy magicznych krain. Najczęściej po to, by cholernie narozrabiać" - pisał mistrz polskiej fantastyki we wstępie do powieści Emmy Bull "Wojna o dąb".

I dokładnie o to chodzi!

Dodam, że - jako wielbiciel serii kryminalnych - z przyjemnością przeczytałbym kolejną powieść z Zinzi December i jej Leniwcem. Jestem jednak dziwnie przekonany, że autorka nie da się skusić na ciąg dalszy, choć przecież w fantasy saga to pomysł nienowy.

Lauren Beukes, "Zoo City", Rebis 2012

Zobacz także

Bestsellery