Ciucholandy potrafią być nałogiem
20.04.2010
, aktualizacja: 20.04.2010 18:52
Najważniejsze dla mnie jest to, żeby dobrze się w czymś czuć, nie przebierać się i nie kreować na siłę. Nie lubię pretensjonalności - mówi Emilia złapana przy Floriańskiej.
ZOBACZ TAKŻE
- Modą bawię się od dziecka. Nie lubię grzecznych ubrań (30-05-10, 05:00)
Nasza bohaterka prowadzi razem z koleżanką bloga szafiarskiego. Większość rzeczy, które tam pokazują, pochodzi z second handów.
- Chcemy podzielić się z dziewczynami naszą pasją i pokazać, że wcale nie trzeba mieć 100 zł, żeby iść na zakupy i kupić coś fajnego - tak uzasadnia powstanie bloga.
Jak sama mówi, inne tego rodzaju strony jej nie inspirują. Woli ludzi napotykanych na ulicach i filmy. - Myślę, że blogi szafiarskie, które miały być alternatywą dla głównego nurtu modowego wpadły w jakąś pułapkę. Dziewczyny powielają wiele rzeczy, stworzyła się tam jakaś moda w modzie, trendy itd. Patrz np. rajstopy w kropki - twierdzi. - Cała moja szafa to jeden wielki lumpeks. Nie kupuję w sklepach, nie lubię Zary, Bershki i tym podobnych. Nie dorabiam do tego żadnej szczególnej filozofii. Po prostu nie potrafię przejść obojętnie obok napisu TANIA ODZIEŻ, choćbym miała w kieszeni tylko trzy złote. Chyba jestem trochę uzależniona - dodaje.
Emilia myśli o otworzeniu swojego sklepu, gdzie będzie sprzedawać swoje wyselekcjonowane łupy i ewentualnie na życzenie je przerabiać, skracać i zwężać.
- W zimny dzień poczęstuję herbatą albo kawą. Chciałabym, żeby było to normalne miejsce, do którego ludzie nie boją się wejść, z dobrą atmosferą. A nie udziwniony krakowski alternatywny butik, gdzie czujesz się po prostu nieswojo - podsumowuje.
- Chcemy podzielić się z dziewczynami naszą pasją i pokazać, że wcale nie trzeba mieć 100 zł, żeby iść na zakupy i kupić coś fajnego - tak uzasadnia powstanie bloga.
Jak sama mówi, inne tego rodzaju strony jej nie inspirują. Woli ludzi napotykanych na ulicach i filmy. - Myślę, że blogi szafiarskie, które miały być alternatywą dla głównego nurtu modowego wpadły w jakąś pułapkę. Dziewczyny powielają wiele rzeczy, stworzyła się tam jakaś moda w modzie, trendy itd. Patrz np. rajstopy w kropki - twierdzi. - Cała moja szafa to jeden wielki lumpeks. Nie kupuję w sklepach, nie lubię Zary, Bershki i tym podobnych. Nie dorabiam do tego żadnej szczególnej filozofii. Po prostu nie potrafię przejść obojętnie obok napisu TANIA ODZIEŻ, choćbym miała w kieszeni tylko trzy złote. Chyba jestem trochę uzależniona - dodaje.
Emilia myśli o otworzeniu swojego sklepu, gdzie będzie sprzedawać swoje wyselekcjonowane łupy i ewentualnie na życzenie je przerabiać, skracać i zwężać.
- W zimny dzień poczęstuję herbatą albo kawą. Chciałabym, żeby było to normalne miejsce, do którego ludzie nie boją się wejść, z dobrą atmosferą. A nie udziwniony krakowski alternatywny butik, gdzie czujesz się po prostu nieswojo - podsumowuje.
Polecamy: Pani Janina, dziewczyna z dawnych lat
-
zrozumcie w koncu
adnauseam
30.07.10, 14:25
Wszystkie fanki lumpeksow- ze te ciuchy nie pojawiaja sie tam w magiczny sposob z nieba.Pani gardzaca Zara, Bershka i innymi plugawymi sieciowkami- niech sie przygladnie swoim 'perelkom' z »



