Książka o Łodzi: pamiętnik z okresu dojrzewania w PRL-u
10.02.2012
, aktualizacja: 13.02.2012 12:32
Winnetou, Marilyn Monroe, Zbigniew Cybulski, pół-Żydzi, ćwierć-Niemcy i kino Włókniarz. O dojrzewaniu w PRL-owskiej Łodzi pisze Krzysztof Sowiński w minipowieści "Esplanada", wydanej przez Kwadraturę.
ZOBACZ TAKŻE
- Robotnik przymusowy z Łodzi: zawsze kombinowaliśmy (22-02-12, 15:45)
- Nowe książki o Łodzi: syn kata i opowiadania z getta (20-02-12, 19:30)
- Wystawa: najpierw była w Łodzi, teraz wędruje po świecie (13-02-12, 15:34)
- Urodziny filharmonii - poznaj wszystkie jej tajemnice (16-02-12, 17:14)
- Polacy na szczytach świata: nowa książka w sprzedaży (31-01-12, 17:49)
- Książka łódzkiego dziennikarza: muzyka w czasie zarazy (31-01-12, 16:06)
SERWISY
Kto by pomyślał. W ciągu 40 lat PRL-u przez "czerwoną Łódź" przetoczyło się kilka pokoleń. Przybysze burzyli całe pierzeje ulic i wznosili nowe osiedla, strajkowali w fabrykach i maszerowali w pochodach pierwszomajowych, zostawali ministrami albo dysydentami. Jedni byli repatriantami z Kresów, inni chłopami spod Ozorkowa, a jeszcze inni - Żydami ocalałymi z Holocaustu. Tyle lat, tyle biografii - i nic. PRL powoli staje się historią, której nie ma komu opowiadać, a jej początków - już nawet komu pamiętać.
"Esplanada" Krzysztofa Sowińskiego jawi się jako zupełnie nowa próba opowiedzenia o Łodzi lat 1956-62, czyli czasów wczesnego Władysława Gomułki czy raczej Edwarda Kaźmierczka, który był wówczas prezydentem Łodzi.
Perspektywa, którą obiera Sowiński, reżyser i scenarzysta, absolwent Wydziału Prawa na UŁ i reżyserii w PWSFTviT, sprawia, że "Esplanada" jest "powieścią życia codziennego". Jej bohaterami czyni grupę szkolnych kolegów. Chłopcy mają na początku książki osiem lat. Z każdym rozdziałem przybywa im rok. W ciągu siedmiu lat przechodzą przez wszystkie pokoleniowe bramki kontrolne: książki o Winnetou, przypieczętowane krwią tajne chłopięce bractwo, "Niewinnych czarodziei" Andrzeja Wajdy, The Shadows na antenie Radio Luxemburg, a w końcu zdjęcia Marilyn Monroe, powodujące nieznane pulsowanie krwi w nastoletnich żyłach.
Chłopcy muszą mierzyć się nie tylko z buzującym dojrzewaniem, ale także z tożsamościowymi komplikacjami. Mimo starań władz, polskie społeczeństwo nosiło po wojnie ślady dawnego etnicznego poplątania. Rodzice Włodka są Żydami, nauczycielka mówi z kresowym zaśpiewem, a ojciec Antka "mimo swojsko brzmiącego nazwiska Trałka, był w połowie Niemcem. Babcia Gertruda pochodziła z czysto niemieckiej rodziny, ale związanej z Łodzią od trzech pokoleń".
"Esplanada" to także ówczesna topografia. Kina Włókniarz, Młoda Gwardia, stawy "Tramwajarza", park Śledzia. Nie można jedynie zrozumieć, dlaczego kazał chłopcom chodzić do szkoły niedaleko ul. Gdyńskiej, która od 1936 r. leży na Bałutach, mimo że wszyscy mieszkają w pobliżu pl. Wolności, a po lekcjach w kilka minut udaje im się znaleźć na ul. Obrońców Stalingradu (dziś Legionów). Czyżby więc chodziło o ul. Gdańską?
Książka jest ilustrowana trójkolorowymi dynamicznymi kolażami Pawła Kwiatkowskiego. Niestety, na okładkę wybrano nudny obraz Marka Andały.
"Esplanada" aż prosi się o przeciwwagę - o powieść napisaną z perspektywy innej niż mieszczańska i chłopięca. Najważniejsze, że Sowińskiemu udało się nie wpaść we wspominkowy banał, co pozwala włączyć jego książkę w rzeczową dyskusję o tym, czym był PRL - bez retorycznych cepów w rodzaju "UBolandu" i "szaroburej komuny".
Książka
Krzysztof Sowiński
Esplanada
Kwadratura
"Esplanada" Krzysztofa Sowińskiego jawi się jako zupełnie nowa próba opowiedzenia o Łodzi lat 1956-62, czyli czasów wczesnego Władysława Gomułki czy raczej Edwarda Kaźmierczka, który był wówczas prezydentem Łodzi.
Perspektywa, którą obiera Sowiński, reżyser i scenarzysta, absolwent Wydziału Prawa na UŁ i reżyserii w PWSFTviT, sprawia, że "Esplanada" jest "powieścią życia codziennego". Jej bohaterami czyni grupę szkolnych kolegów. Chłopcy mają na początku książki osiem lat. Z każdym rozdziałem przybywa im rok. W ciągu siedmiu lat przechodzą przez wszystkie pokoleniowe bramki kontrolne: książki o Winnetou, przypieczętowane krwią tajne chłopięce bractwo, "Niewinnych czarodziei" Andrzeja Wajdy, The Shadows na antenie Radio Luxemburg, a w końcu zdjęcia Marilyn Monroe, powodujące nieznane pulsowanie krwi w nastoletnich żyłach.
Chłopcy muszą mierzyć się nie tylko z buzującym dojrzewaniem, ale także z tożsamościowymi komplikacjami. Mimo starań władz, polskie społeczeństwo nosiło po wojnie ślady dawnego etnicznego poplątania. Rodzice Włodka są Żydami, nauczycielka mówi z kresowym zaśpiewem, a ojciec Antka "mimo swojsko brzmiącego nazwiska Trałka, był w połowie Niemcem. Babcia Gertruda pochodziła z czysto niemieckiej rodziny, ale związanej z Łodzią od trzech pokoleń".
"Esplanada" to także ówczesna topografia. Kina Włókniarz, Młoda Gwardia, stawy "Tramwajarza", park Śledzia. Nie można jedynie zrozumieć, dlaczego kazał chłopcom chodzić do szkoły niedaleko ul. Gdyńskiej, która od 1936 r. leży na Bałutach, mimo że wszyscy mieszkają w pobliżu pl. Wolności, a po lekcjach w kilka minut udaje im się znaleźć na ul. Obrońców Stalingradu (dziś Legionów). Czyżby więc chodziło o ul. Gdańską?
Książka jest ilustrowana trójkolorowymi dynamicznymi kolażami Pawła Kwiatkowskiego. Niestety, na okładkę wybrano nudny obraz Marka Andały.
"Esplanada" aż prosi się o przeciwwagę - o powieść napisaną z perspektywy innej niż mieszczańska i chłopięca. Najważniejsze, że Sowińskiemu udało się nie wpaść we wspominkowy banał, co pozwala włączyć jego książkę w rzeczową dyskusję o tym, czym był PRL - bez retorycznych cepów w rodzaju "UBolandu" i "szaroburej komuny".
Książka
Krzysztof Sowiński
Esplanada
Kwadratura


