D4D zagrali w DOMu: koniec z performancem, teraz muzyka
12.02.2012
, aktualizacja: 12.02.2012 14:01
Po nieprzewidywalnych koncertach D4D zostały już tylko wspomnienia. O tym, że zespół zrezygnował z robienia show i postawił na muzykę, można się było przekonać w sobotę w klubie DOM.
ZOBACZ TAKŻE
Zespół dawniej funkcjonował pod nazwą Dick4Dick. Występom grupy towarzyszyły wówczas zaskakujące i odważne zachowania sceniczne. Po zmianach personalnych muzycy złagodzili image. Zmieniły się także teksty piosenek. W starych utworach słowo "dick" (w języku angielskim oznacza męskie przyrodzenie) pojawiało się niemal bez przerwy.
Ci, którzy w sobotę liczyli na pozbawiony hamulców występ, mogli poczuć się zawiedzeni. Zespół, choć nadal z właściwą sobie kokieterią, na dobre zrezygnował z pierwotnej konwencji. Grupa zmieniła też nieco aranżacje starych utworów. Piosenka "Another Dick" jest teraz grana dwa razy wolniej. D4D zdecydowanie postawili na elektronikę, a ich koncerty przypominają bardziej taneczne imprezy z muzyką na żywo. Zespół wyraźnie ewoluował. Dicki świetnie sprawdzają się w nowej roli i nadal potrafią rozgrzać publiczność. Teraz robią to już nie poprzez przebieranki, ale z pomocą solidnych, tanecznych brzmień.
Utwory takie jak "Love is Dangerous" czy "Your Sweet Feet" świetnie sprawdzają się na koncertach. W sobotę sprawdziłyby się z pewnością jeszcze lepiej, gdyby nie problemy z nagłośnieniem. Trudno dać się ponieść muzyce, gdy towarzyszą jej kłopoty techniczne.
Ci, którzy w sobotę liczyli na pozbawiony hamulców występ, mogli poczuć się zawiedzeni. Zespół, choć nadal z właściwą sobie kokieterią, na dobre zrezygnował z pierwotnej konwencji. Grupa zmieniła też nieco aranżacje starych utworów. Piosenka "Another Dick" jest teraz grana dwa razy wolniej. D4D zdecydowanie postawili na elektronikę, a ich koncerty przypominają bardziej taneczne imprezy z muzyką na żywo. Zespół wyraźnie ewoluował. Dicki świetnie sprawdzają się w nowej roli i nadal potrafią rozgrzać publiczność. Teraz robią to już nie poprzez przebieranki, ale z pomocą solidnych, tanecznych brzmień.
Utwory takie jak "Love is Dangerous" czy "Your Sweet Feet" świetnie sprawdzają się na koncertach. W sobotę sprawdziłyby się z pewnością jeszcze lepiej, gdyby nie problemy z nagłośnieniem. Trudno dać się ponieść muzyce, gdy towarzyszą jej kłopoty techniczne.





więcej zdjęć