kino, teatr, muzyka

Łódź

Szumowska: od trzech jabłek do trzech kieliszków wódki [ROZMOWA]

Dominika Kawczyńska
08.02.2012 , aktualizacja: 08.02.2012 17:15
A A A Drukuj
Małgorzata Szumowska opowiada, jak z chłopaka przemieniła się w kobietę, co najlepiej zapamiętała ze studiów w łódzkiej Filmówce i jak wygląda współpraca z Juliette Binoche.
Małgorzata Szumowska:
Fot. Maciej Zienkiewicz
Małgorzata Szumowska: "Ale lubię być kobietą - jak jestem w nastroju, to od razu uderzam we flirt"
SERWISY
10 lutego - w drugim dniu Berlinale - widzowie obejrzą film Małgorzaty Szumowskiej "Sponsoring" w sekcji Panorama Special. Autorka "Szczęśliwego człowieka", "Ono" i wielokrotnie nagradzanych "33 scen z życia" nakręciła film o studentkach, które marzą o życiu na poziomie francuskiej burżuazji. By to osiągnąć, uprawiają seks za pieniądze. Ich motywacje próbuje poznać dziennikarka, którą zagrała Juliette Binoche.

Rozmowa z Małgorzatą Szumowską

Dominika Kawczyńska: Długo nie widziała pani "33 scen z życia" poza montażownią. Ze "Sponsoringiem" było podobnie?

Małgorzata Szumowska: Obejrzałam go na festiwalu w Toronto. W Kanadzie czułam się anonimowa, nie stresowałam się. Mnóstwo gwiazd, rozhisteryzowany tłum gonił za George'em Clooney'em. To dawało komfort.

Aktorzy grający w "33 scenach..." naprawdę byli pijani podczas zdjęć do sceny imprezy. Przy realizacji filmu o prostytuujących się dziewczynach z prowincji też decydowaliście się na niestandardowe rozwiązania?

- Kiedyś Juliette Binoche, która na co dzień nie pije, poprosiła o trzy kieliszki wódki, żeby poczuć w głowie szum. Scena imprezy w "33 scenach..." była niemalże dokumentalna. Bawili się i aktorzy, i ekipa. Ale poza tym u mnie na planie aktorzy raczej nie grają pijani...

Skłonność do eksperymentów wyniosła pani z łódzkiej Szkoły Filmowej?

- Jako studentka improwizowałam codziennie. Pamiętam zakręconą atmosferę Filmówki. I jak występowałam w etiudach kolegów. Grałam też w scenkach podczas zajęć. Najwięcej dały mi te z Mariuszem Grzegorzkiem i Grzegorzem Królikiewiczem. Pierwszy nas otwierał. Siedział i darł się, że nie mamy ciekawości świata i energii. Na mnie to super działało. Królikiewicza wszyscy się baliśmy. Kazał nam wydobywać emocje. Do dziś wspominam monodram z trzema jabłkami. Stoję na scenie, zjadam jedno, boję się drugiego. Wtedy to było straszne, dziś dzięki takim ćwiczeniom potrafię pokazać aktorom, jak grać. Nie boję się krzyczeć, śmiać się, zapłakać. "33 sceny z życia" to psychodrama. "Sponsoring" jest inny. Nie musiałam uruchamiać Juliette Binoche, to świetna aktorka filmowa. Doskonale wie, jak grać "pod kamerę". Rozumiałyśmy się w mig.

W wywiadzie dla "Dużego Formatu" powiedziała pani, że "Sponsoring" to rozliczenie z samą sobą. Na czym ono polega?

- Rozliczenie? Nie! Po prostu dotąd się nie zastanawiałam nad własną intymnością i seksualnością. Dzięki pracy przy tym filmie zaczęłam patrzeć na siebie z innej perspektywy. Najpierw byłam dziewczynką, dziewczyną, później chłopakiem, który chciał dogonić kolegów reżyserów. W końcu stałam się kobietą. Nie robię filmów w oderwaniu od siebie.

To nie był pani pomysł, by nakręcić obraz o dziewczynach, które zarabiają ciałami. Dlaczego przyjęła pani propozycję francuskiej producentki?

- Uznałam, że to może być superpróba. Inny kraj, język, ekipa. Sportretowałam mieszczański Paryż. A potem szybko wróciłam i zrobiłam malutki film na polskim podwórku.

" Nowhere" to opowieść o księdzu, który tęskni za miłością. Maria Zmarz-Koczanowicz, dokumentalistka, mówi, że w Polsce wciąż są tematy nieporuszone przez filmowców. "Nie widziałam żadnego filmu o polskim katolicyzmie, Kościele" - podkreśla. Pani przełamie to tabu?

- Kiedyś byłam osobą wierzącą, temat jest mi bliski. Pokazuję głównego bohatera, którego zagrał Andrzej Chyra, jako człowieka borykającego się z samotnością. Tematem nowego filmu jest wiara, wątpliwość, tęsknota za uczuciem.

Zatrudni pani jeszcze łódzkie lokalizacje w filmie?

- Dobrze znam to miasto. Lubię je. Chętnie do niego wrócę i nakręcę tu cały film.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się