kino, teatr, muzyka

Poznań

Odrobina nieba ***

Paweł T. Felis
10.02.2012 , aktualizacja: 09.02.2012 12:28
A A A Drukuj
USA 2010 (A Little Bit Of Heaven). Reż. Nicole Kassell. Aktorzy: Kate Hudson, Gael Garcia Bernal, Whoopi Goldberg
Odrobina nieba
Fot. Richard Foreman Jr. SMPSP Richard Foreman Jr. SMPSP
Odrobina nieba
Kiedy przyjaciółka chce ofiarować Marley prezent, daje jej ramkę ze zdjęciem przystojniaka i wskazówką: "Chodzi o to, żebyś fotografię wyjęła i wstawiła zdjęcie swojego ukochanego". Ukochanego jednak nie ma i się na niego nie zanosi - Marley (uwodzicielska i brzydka na przemian Kate Hudson) od wszelkich związków stroni, a gdy ma ochotę na seks, dzwoni do kumpla. "Ty tego chcesz, tylko boisz się przyznać" - poucza ją (we śnie?) Whoopi Goldberg, którą Marley wyobraża sobie jako kogoś w rodzaju Boga. Ale ta lekcja przychodzi już wtedy, gdy bohaterka dowiaduje się, że ma raka i niewielkie szanse na wyleczenie.



Mocno ryzykowny pomysł Nicole Kassell to ubranie historii umierającej miłośniczki życia w hollywoodzkie szaty tragikomicznego romansu ku pokrzepieniu serc. Nie każdy chory ma przecież szansę, by wiadomość o śmiertelnej chorobie przekazał sam Gael Garcia Bernal (który za chwilę się w pacjentce zakocha), nie każdy umierający może spełnić marzenie o milionie dolarów (nawet jeśli połowę pożerają podatki), nie zawsze chory ma wokół siebie tak szalonych i oddanych jednocześnie przyjaciół, a zarazem dostaje szansę spotkania nietuzinkowego "chłopaka do wynajęcia", którym okazuje się karzeł o pseudonimie "Odrobina Nieba". Film Kassell to bowiem efektowna bajka, nawet jeśli wyciskająca do przesady łzy, to jednak zręcznie rozpisana, przyzwoicie zagrana (Hudson jest inteligentną "dziewczyną z sąsiedztwa", ale pojawia się też w roli jej pozornie nieznośnej matki Kathy Bates, a Bernal jako drętwy obcokrajowiec ogrywa głównie swój wdzięk) i rzecz jasna na każdym kroku podpowiadająca widzowi: "Carpe diem".

A śmierć? I ona poddana jest w "Odrobinie nieba" retuszowi, musi być cool - oswajanie umierania okazuje się mocno powierzchowne, ale też taki był, podejrzewać można, zamiar. W sumie więc seans łzawy, a zarazem lekki i przyjemny - egzystencjalnych strun raczej nie poruszy, ale czas spędzony w kinie stracony być nie musi.

Podziel się