Łukasz Stafiej o nominacjach Sztorm Roku 2011
25.01.2012
, aktualizacja: 25.01.2012 11:03
Łukasz Stafiej dziennikarz portalu Trojmiasto.pl ocenia nominacje do nagrody Sztorm Roku 2011
ZOBACZ TAKŻE
- Sztormy w rękach artystów (16-02-12, 17:30)
- Małgorzata Żerwe o nominacjach Sztorm Roku 2011 (01-02-12, 17:29)
- Patryk Siedliński o nominacjach Sztorm Roku 2011 (31-01-12, 16:47)
- Krzysztof Kuczkowski o nominacjach Sztorm Roku 2011 (25-01-12, 14:48)
- Sztorm Roku 2011: nominacje w kategorii sztuki plastyczne
- Grażyna Antoniewicz o nominacjach Sztorm Roku 2011 (23-01-12, 17:06)
- Borys Kossakowski o nominacjach Sztorm Roku 2011 (22-01-12, 14:00)
- Tomasz Rozwadowski o nominacjach Sztorm Roku 2011 (20-01-12, 17:37)
- Jakub Knera o nominacjach Sztorm Roku 2011 (19-01-12, 16:18)
- Piotr Wyszomirski o nominacjach Sztorm Roku 2011 (18-01-12, 12:59)
- Łukasz Rudziński o nominacjach Sztorm Roku 2011 (17-01-12, 16:17)
- Jarosław Zalesiński o nominacjach Sztorm Roku 2011 (16-01-12, 16:14)
- Plebiscyt Sztorm Roku 2011 (16-01-12, 00:18)
SERWISY
Na początek "rock, jazz, muzyka alternatywna". To kategoria, która najbardziej mnie interesuje i chyba najbardziej mnie w ubiegłym roku rozczarowała, jeśli chodzi o trójmiejską scenę. Płyt pojawiło się sporo, ale ciarki na moich plecach wywołało słuchanie tylko dwóch krążków. Pierwszy to "Smells like tape spirit" Wojciech Mazolewski Quintet. Płyta, która urzeka analogowym brzmieniem, mistrzowską precyzją i wyobraźnią autorów. W dodatku sztorm - i to w całej Polsce - Mazolewski wywołał nie tylko swoją muzyką. Album premierę miał nie w postaci fizycznej płyty, ale w formie cyfrowej w internecie, podobnie jak wydany w tym samym czasie głośny na cały świat nowy krążek Radiohead.
Drugi mój kandydat to zespół Mordy, który w ubiegłym roku po kilku latach przerwy wrócił z albumem "Nobody". To płyta dopracowana w niemal każdym dźwięku, pełna nawiązań do muzycznej przeszłości, ale również poszukująca nowego miejsca dla eksperymentalnego rocka i psychodelii. Twórczy powrót do tradycji trójmiejskiej sceny alternatywnej.
W kategorii organizator nie mam wątpliwości - nominuję Wojewódzką i Miejską Bibliotekę Publiczną im. Korzeniowskiego w Gdańsku za wprowadzenie "Karty do kultury". Po pierwsze, bo dzięki niej tysiące mieszkańców może taniej kupić bilety na przeróżne wydarzenia kulturalne w całej metropolii. To konkretne działania w czasie, gdy trójmiejskie środowisko kulturalne bez końca debatuje o niechęci mieszkańców do uczestniczenia w kulturze. Po drugie, bo ponad dwadzieścia instytucji z trzech miast potrafiło dogadać się ponad podziałami. Widocznie w kulturze żadna - tak żywo dyskutowana w ubiegłym roku przez trójmiejskich włodarzy - ustawa metropolitalna nie jest potrzebna.
Warto również zwrócić uwagę na ubiegłoroczne działania sopockich urzędników odpowiedzialnych za kulturę. Cieszy, że decydenci odważyli się w sezonie turystycznym wyjść z ambitnymi projektami artystycznymi w przestrzeń miasta. Imprezy Otwarty Kurort Kultury i ArtLoop na kilka dni zupełnie zmieniły kulturalny wizerunek Sopotu. Oby tak dalej!
Na koniec kategoria literatura. Krótko, bo - sądząc pod statystykach czytelnictwa w naszym kraju - nikogo nie powinna ona interesować. A mnie i owszem. Dlatego przychylam się do propozycji "Gazety", jeśli chodzi o "Gdański depozyt" Piotra Schmandta oraz dorzucam moją nominację - "Wieżę sokoła" Katarzyny Rogińskiej. Nie dość, że oba kryminały czyta się z zapartym tchem, to dla tubylca przyjemność jest podwójna, gdy potem z książką w głowie odwiedza opisane zakamarki Gdańska. Literatura prosta, świetnie napisana i intrygująca.
Drugi mój kandydat to zespół Mordy, który w ubiegłym roku po kilku latach przerwy wrócił z albumem "Nobody". To płyta dopracowana w niemal każdym dźwięku, pełna nawiązań do muzycznej przeszłości, ale również poszukująca nowego miejsca dla eksperymentalnego rocka i psychodelii. Twórczy powrót do tradycji trójmiejskiej sceny alternatywnej.
W kategorii organizator nie mam wątpliwości - nominuję Wojewódzką i Miejską Bibliotekę Publiczną im. Korzeniowskiego w Gdańsku za wprowadzenie "Karty do kultury". Po pierwsze, bo dzięki niej tysiące mieszkańców może taniej kupić bilety na przeróżne wydarzenia kulturalne w całej metropolii. To konkretne działania w czasie, gdy trójmiejskie środowisko kulturalne bez końca debatuje o niechęci mieszkańców do uczestniczenia w kulturze. Po drugie, bo ponad dwadzieścia instytucji z trzech miast potrafiło dogadać się ponad podziałami. Widocznie w kulturze żadna - tak żywo dyskutowana w ubiegłym roku przez trójmiejskich włodarzy - ustawa metropolitalna nie jest potrzebna.
Warto również zwrócić uwagę na ubiegłoroczne działania sopockich urzędników odpowiedzialnych za kulturę. Cieszy, że decydenci odważyli się w sezonie turystycznym wyjść z ambitnymi projektami artystycznymi w przestrzeń miasta. Imprezy Otwarty Kurort Kultury i ArtLoop na kilka dni zupełnie zmieniły kulturalny wizerunek Sopotu. Oby tak dalej!
Na koniec kategoria literatura. Krótko, bo - sądząc pod statystykach czytelnictwa w naszym kraju - nikogo nie powinna ona interesować. A mnie i owszem. Dlatego przychylam się do propozycji "Gazety", jeśli chodzi o "Gdański depozyt" Piotra Schmandta oraz dorzucam moją nominację - "Wieżę sokoła" Katarzyny Rogińskiej. Nie dość, że oba kryminały czyta się z zapartym tchem, to dla tubylca przyjemność jest podwójna, gdy potem z książką w głowie odwiedza opisane zakamarki Gdańska. Literatura prosta, świetnie napisana i intrygująca.





