kino, teatr, muzyka

Trójmiasto

Leatherface: Nie jesteśmy żałosnymi punkowymi dziadkami!

Rozmawiał Przemysław Gulda
08.02.2012 , aktualizacja: 08.02.2012 14:59
A A A Drukuj
W gdyńskim klubie Ucho w piątek 10 lutego wystąpi legenda brytyjskiego punk rocka, istniejąca od ćwierć wieku formacja Leatherface. Przed koncertem jej basista, Graeme Philliskirk opowiada czytelnikom "Gazety" o tym, jak to jest grać punk rocka przez większość swego życia.
Grupa Leatherface w akcji. Pierwszy z prawej Graeme Philliskirk
Fot. Materiały prasowe
Grupa Leatherface w akcji. Pierwszy z prawej Graeme Philliskirk
Przemysław Gulda: Leatherface przetrwało wszystkie fazy historii punk rocka: czas, kiedy była to muzyka undergroundu, czas, kiedy trafiała na pierwsze miejsca list przebojów i czas, kiedy jest jednym z elementów sceny muzycznej. A wy wciąż, robicie swoje. Czy to was nadal bawi?



Graeme Philliskirk: Pewnie, inaczej dawno dalibyśmy sobie spokój. Nie ma co patrzeć na to, że udało nam się przetrwać tak długo, jak na jakieś wielkie osiągnięcie. To nie była żadna walka o przetrwanie. Po prostu cały czas robimy to, co najbardziej nas kręci: gramy próby, jeździmy na koncerty, piszemy piosenki i nagrywamy płyty. Mam nadzieję, że starczy nam siły i energii, żeby robić to jeszcze przez wiele lat. Dają nam je ci wszyscy, którzy chcą spędzać swój wolny czas razem z nami, odwiedzając nasze koncerty i słuchając naszych płyt. Bo co może być piękniejszego niż ten moment, kiedy wychodzisz na scenę jakiegoś ponurego, deszczowego poniedziałkowego wieczoru, żeby zagrać swoje utwory i widzisz pod sceną tłum, który przyszedł specjalnie po to, żeby zaśpiewać refreny razem z tobą i tańczyć zamiast siedzieć w domu i oglądać telewizję. Może po części dlatego tak nam to łatwo przychodzi, że nie osiedliśmy na laurach po jednej płycie, jak wiele innych zespołów, ale cały czas ciągnie nas do czegoś nowego. A fazy, o których wspominasz, to nic więcej jak tylko mechanizm wymyślony przez wielkie koncerny po to, żeby kilka razy sprzedać to samo i zarobić więcej pieniędzy. A tak naprawdę liczą się przecież kolejne pokolenia młodych ludzi, którzy stają na scenie, bo mają coś ciekawego do powiedzenia, a może raczej - do wykrzyczenia.



Wasz ostatni album, płyta "The Stormy Petrel", ukazała się prawie dwa lata temu. Planujecie wydać coś nowego? Gracie jakieś nowe utwory na koncertach?



- To rzeczywiście była nasza ostatnia płyta studyjna, ale potem ukazało się jeszcze ważne dla nas wydawnictwo koncertowe, album "Live In Melbourne". To krążek, który świetnie oddaje atmosferę naszych koncertów. A poza wszystkim innym to podwójna płyta koncertowa, człowieku, kto dziś wydaje takie albumy?



Graliście już kiedyś w Polsce, czego spodziewacie się po kolejnej wizycie?



- Graliśmy, ale to było bardzo dawno temu. To już był najwyższy czas, żeby tu wrócić. Nie pamiętam wiele z tamtej wizyty, poza tym że publiczność bardzo żywiołowo reagowała na to, co robiliśmy na scenie. Jesteśmy bardzo ciekawi, co się teraz dzieje w Polsce, jak tu się dziś żyje. Kiedy podróżujemy do krajów, w których nie byliśmy wcale, albo byliśmy dawno, lubimy wyrwać się przed koncertem do miasta, zobaczyć, jak żyją ludzie, jak wygląda miejsce, do którego przyjechaliśmy od kuchni. Jestem pewien, że pod tym względem nasza wycieczka do Polski będzie pouczająca.



A co będzie można usłyszeć ze sceny? Gracie tylko nowy materiał, czy także coś starszego z waszej bogatej dyskografii?



- Przygotujemy jakiś atrakcyjny zestaw, w którym stare utwory będą się przeplatały z nowymi. Choć trzeba pamiętać, że jesteśmy progresywnym, ciągle rozwijającym się zespołem, więc nie ma się co nastawiać, że zagramy zestaw sprawdzonych starych przebojów. Inaczej nasze starania, żeby napisać jak najlepsze piosenki na kolejne płyty, nie miałyby sensu. No i dzięki temu mamy publiczność, która obejmuje dwa, a może wręcz trzy pokolenia - kiedy gramy starsze utwory, refreny wykrzykują z nami nasi rówieśnicy, którzy pamiętają je jeszcze z czasów, kiedy miały premierę. Kiedy zaś zabieramy się za granie nowych kompozycji, pod sceną robi się znacznie młodziej i do pogowania zabierają się fani, którzy mają od nas o połowę mniej lat. To nas cieszy - że oni wciąż nie uważają nas za żałosnych, nieświadomie parodiujących samych siebie dziadków, ale za zespół, który ma także im coś ważnego i ciekawego do powiedzenia.

Zespół Leatherface wystąpi w klubie Ucho (Gdynia, ul. św. Piotra 2) w piątek, 10 lutego. Wraz z nim na scenie pojawią się rodzime zespoły Eye For An Eye i Collina. Koncert rozpocznie się o godz. 19, bilety: 20 zł.

Podziel się

Jesteśmy na Facebooku