Rafineria - festiwal niesprawiedliwie niedoceniony
13.07.2008
, aktualizacja: 13.07.2008 16:48
W dniach 10-12 lipca w Redzie odbywał się trzydniowy festiwal Rafineria. Główną gwiazdą były zespoły: Cool Kids Of Death, Dick4Dick i Tres.B.
ZOBACZ TAKŻE
- Zmiany w zespole Dick4Dick (16-12-09, 21:35)
- Festiwal Rafineria (09-07-08, 11:33)
Nie zawiedli starzy koncertowi wyjadacze, nie zawiedli debiutanci. Nie zawiodła organizacja, ani - z małymi wyjątkami - pogoda. Zawiodło tylko jedno - publiczność, której było bardzo mało.
Przez trzy dni (od czwartku do soboty) w Redzie trwał Festiwal Młodych Kultur Rafineria - pierwsza edycja plenerowej imprezy, na której wystąpiła śmietanka rodzimej muzyki alternatywnej. Choć to debiut tego przedsięwzięcia, już dziś można je zaliczyć do grona najważniejszych w Polsce, jeśli chodzi o tego typu granie. Pod względem rozmachu, ilości znakomitych koncertów i atrakcyjności występujących zespołów ustępować może właściwie tylko alternatywnym festiwalom w Mysłowicach i Jarocinie. W ciągu dwóch pierwszych, indierockowych dni, na scenie usytuowanej na boisku miejscowego ośrodka sportowego wystąpiło ponad 20 zespołów - od debiutantów do wielkich gwiazd. Trzeci dzień przyciągnął przede wszystkim fanów hip-hopu - zaprezentowały się wówczas gwiazdy tego gatunku, z łódzkim raperem występującym pod pseudonimem O.S.T.R. na czele.
Faworyci, występujący codziennie późnym wieczorem, nie zawiedli. Znakomity występ - zdecydowanie jeden z najlepszych w ciągu ostatnich miesięcy - zaprezentował łódzki zespół Cool Kids Of Death. Było w nim wszystko, czego zespołowi zdawało się ostatnio brakować: energia, żarliwość i znakomite żarty wokalisty, Krzysztofa Ostrowskiego. Równie dobrze wypadli, kończący swym ognistym występem drugi dzień imprezy, gdańscy muzycy z zespołu Dick4Dick. Ich krótki koncert był niezwykle dynamiczny i porywający.
Świetne były piątkowe koncerty dwóch zespołów, na których debiutanckie płyty wielbiciele alternatywnego grania czekają bardzo niecierpliwie: Hatifnats (Warszawa) i California Stories Uncovered (Tczew). Muzycy ze stolicy porwali publiczność muzyką łączącą oniryczny klimat i dynamiczną grę sekcji rytmicznej, tczewscy mistrzowie długich instrumentalnych kompozycji eksplodowali energią - swój występ kończyli, leżąc na deskach sceny.
Dwoma najważniejszymi odkryciami festiwalu były zespoły Tres.B i Kumka Olik. Ten pierwszy to międzynarodowy skład, w którym znaleźli się muzycy rezydujący w Holandii (w tym pochodząca z Polski wokalistka). Ich koncert ujmował ciekawymi pomysłami na oprawę samej muzyki - choćby tym, gdy wokalistka rozrzuciła widzom zabawki do wytwarzania baniek mydlanych i za kilka chwil wszędzie wokół unosiły się delikatne przezroczyste kule. Kumka Olik natomiast - młody zespół z Mogilna, przygotowujący właśnie swój pełnowymiarowy debiut - zaskoczył przebojowymi, choć jednocześnie surowymi piosenkami i przemyślanym wizerunkiem.
Tę listę nazw można ciągnąć jeszcze długo - trudno byłoby bowiem w programie festiwalu znaleźć słaby występ. To dowód na wyczucie, jakim wykazali się organizatorzy, zapraszając takie właśnie zespoły. Nie był to zresztą jedyny plus tej imprezy, realizowanej przez amatorów - młodych zapaleńców, którzy nie mogąc doczekać się, aż ktoś za nich przygotuje imprezę, na którą chcieliby pójść, zorganizowali ją samodzielnie. Nie szwankowało ani nagłośnienie, ani oświetlenie, kolejne zespoły występowały punktualnie co do minuty, na widzów czekały punkty gastronomiczne, sanitariaty i parking. I tylko jedna sprawa zawiodła - frekwencja. Okazała się ona znacznie poniżej oczekiwań. Mimo dobrze przeprowadzonej internetowo-plakatowej akcji promocyjnej, nie udało się zatrzymać nad morzem fanów tego typu grania, którzy przyjechali z całego kraju i zagranicy na odbywający się kilka dni wcześniej festiwal Open'er; nie udało się przyciągnąć zbyt wielu osób z Polski, nawet z Trójmiasta nie przyjechały tłumy widzów. Impreza - mimo składu zespołów, organizacji i rozmachu, który predestynował ją do rangi ogólnopolskiej - okazała się wydarzeniem w skali tylko i wyłącznie lokalnej. Z pewnością nie było to w żaden sposób adekwatne do wysiłku włożonego przez organizatorów w jej przygotowanie.
Przez trzy dni (od czwartku do soboty) w Redzie trwał Festiwal Młodych Kultur Rafineria - pierwsza edycja plenerowej imprezy, na której wystąpiła śmietanka rodzimej muzyki alternatywnej. Choć to debiut tego przedsięwzięcia, już dziś można je zaliczyć do grona najważniejszych w Polsce, jeśli chodzi o tego typu granie. Pod względem rozmachu, ilości znakomitych koncertów i atrakcyjności występujących zespołów ustępować może właściwie tylko alternatywnym festiwalom w Mysłowicach i Jarocinie. W ciągu dwóch pierwszych, indierockowych dni, na scenie usytuowanej na boisku miejscowego ośrodka sportowego wystąpiło ponad 20 zespołów - od debiutantów do wielkich gwiazd. Trzeci dzień przyciągnął przede wszystkim fanów hip-hopu - zaprezentowały się wówczas gwiazdy tego gatunku, z łódzkim raperem występującym pod pseudonimem O.S.T.R. na czele.
Faworyci, występujący codziennie późnym wieczorem, nie zawiedli. Znakomity występ - zdecydowanie jeden z najlepszych w ciągu ostatnich miesięcy - zaprezentował łódzki zespół Cool Kids Of Death. Było w nim wszystko, czego zespołowi zdawało się ostatnio brakować: energia, żarliwość i znakomite żarty wokalisty, Krzysztofa Ostrowskiego. Równie dobrze wypadli, kończący swym ognistym występem drugi dzień imprezy, gdańscy muzycy z zespołu Dick4Dick. Ich krótki koncert był niezwykle dynamiczny i porywający.
Świetne były piątkowe koncerty dwóch zespołów, na których debiutanckie płyty wielbiciele alternatywnego grania czekają bardzo niecierpliwie: Hatifnats (Warszawa) i California Stories Uncovered (Tczew). Muzycy ze stolicy porwali publiczność muzyką łączącą oniryczny klimat i dynamiczną grę sekcji rytmicznej, tczewscy mistrzowie długich instrumentalnych kompozycji eksplodowali energią - swój występ kończyli, leżąc na deskach sceny.
Dwoma najważniejszymi odkryciami festiwalu były zespoły Tres.B i Kumka Olik. Ten pierwszy to międzynarodowy skład, w którym znaleźli się muzycy rezydujący w Holandii (w tym pochodząca z Polski wokalistka). Ich koncert ujmował ciekawymi pomysłami na oprawę samej muzyki - choćby tym, gdy wokalistka rozrzuciła widzom zabawki do wytwarzania baniek mydlanych i za kilka chwil wszędzie wokół unosiły się delikatne przezroczyste kule. Kumka Olik natomiast - młody zespół z Mogilna, przygotowujący właśnie swój pełnowymiarowy debiut - zaskoczył przebojowymi, choć jednocześnie surowymi piosenkami i przemyślanym wizerunkiem.
Tę listę nazw można ciągnąć jeszcze długo - trudno byłoby bowiem w programie festiwalu znaleźć słaby występ. To dowód na wyczucie, jakim wykazali się organizatorzy, zapraszając takie właśnie zespoły. Nie był to zresztą jedyny plus tej imprezy, realizowanej przez amatorów - młodych zapaleńców, którzy nie mogąc doczekać się, aż ktoś za nich przygotuje imprezę, na którą chcieliby pójść, zorganizowali ją samodzielnie. Nie szwankowało ani nagłośnienie, ani oświetlenie, kolejne zespoły występowały punktualnie co do minuty, na widzów czekały punkty gastronomiczne, sanitariaty i parking. I tylko jedna sprawa zawiodła - frekwencja. Okazała się ona znacznie poniżej oczekiwań. Mimo dobrze przeprowadzonej internetowo-plakatowej akcji promocyjnej, nie udało się zatrzymać nad morzem fanów tego typu grania, którzy przyjechali z całego kraju i zagranicy na odbywający się kilka dni wcześniej festiwal Open'er; nie udało się przyciągnąć zbyt wielu osób z Polski, nawet z Trójmiasta nie przyjechały tłumy widzów. Impreza - mimo składu zespołów, organizacji i rozmachu, który predestynował ją do rangi ogólnopolskiej - okazała się wydarzeniem w skali tylko i wyłącznie lokalnej. Z pewnością nie było to w żaden sposób adekwatne do wysiłku włożonego przez organizatorów w jej przygotowanie.




