Księżniczka world music
26.01.2009
, aktualizacja: 26.01.2009 17:35
Lura swoim świetnym scenicznym show na Ołowiance zaaplikowała trójmiejskiej publiczności spory zastrzyk energii z umiarkowanych tropików.
Niedzielny koncert Lury był jednym z wydarzeń Tygodnia Heweliusza - pilotażowego projektu połączenia inicjatyw poświęconych Janowi Heweliuszowi, realizowanych przez gdańskie instytucje kultury i nauki. Świętowanie rocznicy urodzin gdańskiego astronoma w roku 2009 i 2010 ma stanowić etapy przygotowujące do wielkiego jubileuszu w 2011 r., kiedy przypada 400. rocznica jego urodzin.
Koncert Lury okazał się, wbrew pozorom, odpowiednią propozycją dla uczczenia jubileuszu 398. urodzin gdańskiego astronoma. Heweliusz odkrywał nieprzeniknione przestworza kosmosu, a Lura zaprezentowała muzykę rzadko obecną w trójmiejskim życiu koncertowym. Okrzyknięta następczynią Cesarii Evory, podobnie jak ona sięga do tradycji muzycznych Wysp Zielonego Przylądka. Jej utwory są jednak, zapewne z racji młodości, znacznie bardziej radosne i dynamiczne. Poza melancholijnymi gatunkami kabowerdyjskimi, wokalistka inspiruje się też stylem brazylijskiej samby, a także współczesnymi odmianami jazzu, popu i r'n'b. Podczas koncertu okazało się, że w jej muzyce można odnaleźć znacznie więcej wpływów, w tym rytmikę polskiego mazurka, o czym artystka nie omieszkała uprzedzić publiczności przed wykonaniem jednego z utworów. Zabawiała publiczność zabawnymi dygresjami, tańcem, zagrzewając ją do śpiewu, klaskania i tańca. Przede wszystkim zaprezentowała się jako wybitnie uzdolniona śpiewaczka, z wokalną lekkością przywołująca na scenie brzmienia gatunków stworzonych w jej ojczyźnie. Zademonstrowała dojrzałość, zmysłowość i moc wokalu, których mogłaby jej pozazdrościć Rihanna, nie wspominając o Beyoncé. Wykonywała z jednej strony nostalgiczne ballady, jak słynna ,,Ponciana", która zainicjowała jej międzynarodową sławę, o dziewczynie, która zadurzyła się w biedaku ku irytacji swoich rodziców, chcących wydać ją bogato za mąż. Z drugiej, prezentowała piosenki beztroskie, jak "Vazulina" - o specyfiku do natłuszczania włosów. Artystka wystąpiła z własnym zespołem, który stanowili znakomici portugalscy muzycy: skrzypek, gitarzysta, basista, perkusista i pianista. Atrakcyjności występowi dodawała zharmonizowana gra świateł i wizualizacje. Lura wielokrotnie bisowała, a po koncercie w Filharmonii Bałtyckiej można było słyszeć publiczność oklaskującą gwiazdę na stojąco. Trudno się temu dziwić - artystka przekazała trójmiejskiej widowni dużo radości dozowanej w temperaturze umiarkowanych tropików na kolejne zimowe miesiące.
Koncert Lury okazał się, wbrew pozorom, odpowiednią propozycją dla uczczenia jubileuszu 398. urodzin gdańskiego astronoma. Heweliusz odkrywał nieprzeniknione przestworza kosmosu, a Lura zaprezentowała muzykę rzadko obecną w trójmiejskim życiu koncertowym. Okrzyknięta następczynią Cesarii Evory, podobnie jak ona sięga do tradycji muzycznych Wysp Zielonego Przylądka. Jej utwory są jednak, zapewne z racji młodości, znacznie bardziej radosne i dynamiczne. Poza melancholijnymi gatunkami kabowerdyjskimi, wokalistka inspiruje się też stylem brazylijskiej samby, a także współczesnymi odmianami jazzu, popu i r'n'b. Podczas koncertu okazało się, że w jej muzyce można odnaleźć znacznie więcej wpływów, w tym rytmikę polskiego mazurka, o czym artystka nie omieszkała uprzedzić publiczności przed wykonaniem jednego z utworów. Zabawiała publiczność zabawnymi dygresjami, tańcem, zagrzewając ją do śpiewu, klaskania i tańca. Przede wszystkim zaprezentowała się jako wybitnie uzdolniona śpiewaczka, z wokalną lekkością przywołująca na scenie brzmienia gatunków stworzonych w jej ojczyźnie. Zademonstrowała dojrzałość, zmysłowość i moc wokalu, których mogłaby jej pozazdrościć Rihanna, nie wspominając o Beyoncé. Wykonywała z jednej strony nostalgiczne ballady, jak słynna ,,Ponciana", która zainicjowała jej międzynarodową sławę, o dziewczynie, która zadurzyła się w biedaku ku irytacji swoich rodziców, chcących wydać ją bogato za mąż. Z drugiej, prezentowała piosenki beztroskie, jak "Vazulina" - o specyfiku do natłuszczania włosów. Artystka wystąpiła z własnym zespołem, który stanowili znakomici portugalscy muzycy: skrzypek, gitarzysta, basista, perkusista i pianista. Atrakcyjności występowi dodawała zharmonizowana gra świateł i wizualizacje. Lura wielokrotnie bisowała, a po koncercie w Filharmonii Bałtyckiej można było słyszeć publiczność oklaskującą gwiazdę na stojąco. Trudno się temu dziwić - artystka przekazała trójmiejskiej widowni dużo radości dozowanej w temperaturze umiarkowanych tropików na kolejne zimowe miesiące.





