Podsumowanie festiwalu Transvizualia
20.10.2009
, aktualizacja: 20.10.2009 11:54
Mamy w Trójmieście ważny, ambitny, dobrze zorganizowany festiwal multimedialny. Teraz czas, żeby o Transvizualiach dowiedzieli się potencjalni uczestnicy z innych miast.
ZOBACZ TAKŻE
- Multimedialny pakiet na festiwalu Transvizualia (12-10-09, 15:59)
- Transvizualia dają pełny pakiet wrażeń (07-10-09, 23:00)
- Wystawy na Transvizualiach (07-10-09, 23:00)
- Część muzyczna festiwalu Transvizualia (07-10-08, 19:44)
- Druga edycja festiwalu Transvizualia (27-08-08, 17:37)
SERWISY
Trzecia edycja Transvizualiów odbywała się w całym Trójmieście przez ostatnie dwa tygodnie. Choć to wciąż przedsięwzięcie na dorobku, to już dziś, przy okazji podsumowania zakończonej właśnie odsłony, warto pokusić się o ocenę jej miejsca na coraz bardziej zatłoczonym rodzimym rynku imprez tego typu.
Po pierwsze: multimedialnie
Po stronie plusów z pewnością zapisać trzeba po trzecim wydaniu Transvizualiów dwie sprawy, o które organizator imprezy - stowarzyszenie A Ku Ku Sztuka - walczy już od samego jej początku, a w tym roku udało się te zamierzenia zrealizować jeszcze pełniej niż podczas wcześniejszych edycji. Chodzi o multimedialność festiwalu i jego rozprzestrzenienie po całym Trójmieście.
Na pierwszą z tych kwestii organizatorzy położyli bardzo duży nacisk przy układaniu programu. Składało się nań kilka bloków, za sprawą których uczestnicy festiwalu mogli otrzymać solidną dawkę wydarzeń z bardzo różnych dziedzin. Nie zabrakło więc bardzo nowoczesnych w formie sztuk plastycznych - można je było oglądać na trzech wystawach, na których dominowały jak najbardziej współczesne techniki, a szczególnie video art. Nie zabrakło ważnego lokalnego akcentu w postaci projektu przygotowanego przez grupę Krecha (składała się nań instalacja, zatytułowana Krecha Room oraz nowy numer pisma "Krecha"), który jak zawsze w przypadku działań tej formacji, porażał celnością refleksji na temat współczesności, podanej jednak w żartobliwie-ironicznej formie. Nie zabrakło wreszcie muzyki, zgodnie z ideą festiwalu połączonej z rozbudowaną stroną wizualną. Organizatorzy dbają, by nie sprowadzała się ona do przypadkowych figur geometrycznych, wirujących na ścianie za wykonawcą. Albo zapraszają artystów, którzy słyną z koncertów, będących połączeniem przekazu muzycznego i wizualnego (najlepszym przykładem tego typu wykonawców były znakomite formacje Hexstatic i Addictive TV, które specjalizują się w jednoczesnym miksowaniu dźwięków i obrazów video - obie zaprezentowały podczas festiwalu znakomite występy, będące połączeniem koncertu, projekcji niezwykle dynamicznego teledysku, wariacji na temat znanych filmów czy programów telewizyjnych, a wreszcie - imprezy tanecznej), albo inicjują powstawanie spontanicznych par, w których muzykowi towarzyszy artysta wizualny, przygotowujący wcześniej specjalny pokaz, zaprezentowany podczas koncertu (tu na plan pierwszy wysunęła się para: The Gaslamp Killer i Maciej Szupica, która na sam koniec festiwalu, zaprezentowała smakowity występ, który okazał się zaskakująco spójny, zważywszy na fakt, że artyści nigdy wcześniej nie współpracowali ze sobą).
Hermetycznie i ambitnie
Tegoroczny program muzyczny festiwalu był nieco inny niż w dwóch poprzednich latach i można go chyba potraktować jako wyznacznik kierunku, w jakim festiwal będzie szedł w przyszłości. Organizatorzy skupili się mianowicie niemal wyłącznie na muzyce elektronicznej, najczęściej o klubowym charakterze. Co zresztą wcale nie zawsze oznaczać musiało, że była to muzyka do tańca. Dobór wykonawców dokonany był według dość jasnego klucza - podczas festiwalu brzmiała przede wszystkim muzyka ambitna, z reguły dość trudna, a wręcz nieco hermetyczna. W zasadzie nie było w tym roku miejsca na muzykę graną za pomocą innych instrumentów niż komputery i inne urządzenia elektroniczne. Jednym z bardzo nielicznych wyjątków był koncert gitarowej formacji California Stories Uncovered z Tczewa. Grupa promuje właśnie swoją debiutancką płytę "Confabulations" - która ukazała się kilka dni przed festiwalem - i zaczarowała wszystkich widzów niedzielnego koncertu swoim znakomitym, porywającym występem. Transvizualia miały być w tym roku - pod względem muzycznym - imprezą ambitną. I to zamierzenie udało się zrealizować znakomicie.
Nieco słabszą sferą tegorocznego festiwalu była natomiast część filmowa - ograniczyła się w zasadzie do prezentacji zestawu (iście genialnych skądinąd) teledysków światowych mistrzów oraz przekrojowego pokazu najnowszego video artu z całego świata. Wielbiciele oryginalnego i rzadko oglądanego na ekranach kina, które na wcześniejszych edycjach festiwalu było dość mocno reprezentowane, musieli tym razem obejść się smakiem.
Świetnie sprawdził się za to zupełnie nowy pomysł - zorganizowanie w czasie trwania festiwalu zestawu warsztatów, poświęconych tematyce z festiwalem związanej. Na zajęciach, prowadzonych przez specjalistów w poszczególnych dziedzinach, można się było nauczyć m.in. tworzenia filmów za pomocą techniki found footage (uczyła jej Bogna Burska, jedna z najciekawszych polskich artystek taką technikę wykorzystujących) czy podstaw krytyki filmowej (tu z kolei nauczycielem był Andrzej Kołodyński, redaktor naczelny miesięcznika "Kino"). Warsztaty cieszyły się ogromnym zainteresowaniem, a ograniczona ilość miejsc zapełniła się niemal natychmiast.
Trójmiasto huczy
Jak więc ten dobrze pomyślany i świetnie zorganizowany festiwal zaistniał w tym roku w trójmiejskiej przestrzeni? Organizatorom udało się rozmieścić poszczególne punkty programu we wszystkich trzech miastach, podkreślając mimochodem rolę współpracy między nimi w kreowaniu ważnych, przekraczających - dosłownie i w przenośni - granice, imprez kulturalnych. Jednym z najważniejszych festiwalowych miejsc, pozostawał - tak jak w ubiegłym roku - Pomorski Park Naukowo-Technologiczny w Gdyni, miejsce z jednej strony bardzo wygodne i elastyczne (najpierw odbywała się tam konkursowa wystawa, potem - spora ilość koncertów), ale z drugiej nie do końca chyba pasujące do noszącej wyraźne klubowe piętno muzyki. Dla wielu osób dobra zabawa przy tanecznych dźwiękach w pomieszczeniu, które przypominało raczej salę gimnastyczną niż kameralne klubowe wnętrze, okazała się niemożliwa. Ogromnym plusem był natomiast zakaz palenia, który spowodował, że długie festiwalowe noce były o wiele przyjemniejsze.
Zastanawiając się nad ilością publiczności, która odwiedziła w tym roku poszczególne festiwalowe atrakcje, z jednej strony można narzekać, że nie było jej zbyt wiele, z drugiej - zważywszy na nieco hermetyczny program - setki osób, które pojawiały się na koncertach czy odwiedzały wystawy, uznać należy za spory sukces. Zwłaszcza w Trójmieście, które wszak nie od dziś słynie z tego, że jego mieszkańcy uczestniczą w kulturze w stopniu znacznie mniejszym, niż osoby zamieszkujące inne duże polskie miasta.
W tym kontekście ważnym pytaniem jest: na ile festiwal zdołał zaistnieć poza samym miejscem, w którym się odbywa, na ile zdołał przyciągnąć uczestników z innych miast, z innych regionów kraju. Bardzo niefortunna okazała się data festiwalu - odbywał się on dokładnie w tym samym terminie, kiedy zaplanowane zostały dwa inne, adresowane w zasadzie do dokładnie tej samej publiczności, festiwale: krakowski Unsound i Free Form Festival w Warszawie. To z pewnością odebrało sporo potencjalnych widzów, którzy jeśli nawet nie ze względu na program, to ze względu na proste przesłanki geograficzne, wybierali wycieczkę do któregoś z miast leżących w bardziej centralnym i łatwiejszym do osiągnięcia punkcie niż leżące na kompletnym geograficznym i komunikacyjnym marginesie Polski Trójmiasto.
Mimo wszystko jednak, według zapewnień organizatorów, odzew widzów z innych miast okazał się spory - kupowali bilety, przyjeżdżali na festiwalowe imprezy, uczestniczyli w warsztatach, albo przynajmniej wypowiadali się na forach internetowych na temat Transvizualiów. Wygląda więc na to, że organizatorzy są coraz bliżsi jednego z ważnych, postawionych sobie celów - ugruntowania pozycji Transvizualiów w świadomości osób, interesujących się tego typu sztuką i jasnego nakreślenia w pełni multimedialnego profilu festiwalu, który w gruncie rzeczy bardzo mocno odróżnia się od konkurencyjnych imprez, koncentrujących się głównie na warstwie muzycznej. I nawet jeśli w tym roku nie udało się to jeszcze w pełni, nawet jeśli w tym roku festiwal nie przyciągnął ogromnych tłumów i nie oferował występów wielkich gwiazd, bez wahania można uznać tą edycję festiwalu za bardzo udaną, kontynuującą rozpoczętą trzy lata temu pracę, która już niedługo powinna umieścić Transvizualia w ścisłej czołówce krajowych festiwali tego typu.
Po pierwsze: multimedialnie
Po stronie plusów z pewnością zapisać trzeba po trzecim wydaniu Transvizualiów dwie sprawy, o które organizator imprezy - stowarzyszenie A Ku Ku Sztuka - walczy już od samego jej początku, a w tym roku udało się te zamierzenia zrealizować jeszcze pełniej niż podczas wcześniejszych edycji. Chodzi o multimedialność festiwalu i jego rozprzestrzenienie po całym Trójmieście.
Na pierwszą z tych kwestii organizatorzy położyli bardzo duży nacisk przy układaniu programu. Składało się nań kilka bloków, za sprawą których uczestnicy festiwalu mogli otrzymać solidną dawkę wydarzeń z bardzo różnych dziedzin. Nie zabrakło więc bardzo nowoczesnych w formie sztuk plastycznych - można je było oglądać na trzech wystawach, na których dominowały jak najbardziej współczesne techniki, a szczególnie video art. Nie zabrakło ważnego lokalnego akcentu w postaci projektu przygotowanego przez grupę Krecha (składała się nań instalacja, zatytułowana Krecha Room oraz nowy numer pisma "Krecha"), który jak zawsze w przypadku działań tej formacji, porażał celnością refleksji na temat współczesności, podanej jednak w żartobliwie-ironicznej formie. Nie zabrakło wreszcie muzyki, zgodnie z ideą festiwalu połączonej z rozbudowaną stroną wizualną. Organizatorzy dbają, by nie sprowadzała się ona do przypadkowych figur geometrycznych, wirujących na ścianie za wykonawcą. Albo zapraszają artystów, którzy słyną z koncertów, będących połączeniem przekazu muzycznego i wizualnego (najlepszym przykładem tego typu wykonawców były znakomite formacje Hexstatic i Addictive TV, które specjalizują się w jednoczesnym miksowaniu dźwięków i obrazów video - obie zaprezentowały podczas festiwalu znakomite występy, będące połączeniem koncertu, projekcji niezwykle dynamicznego teledysku, wariacji na temat znanych filmów czy programów telewizyjnych, a wreszcie - imprezy tanecznej), albo inicjują powstawanie spontanicznych par, w których muzykowi towarzyszy artysta wizualny, przygotowujący wcześniej specjalny pokaz, zaprezentowany podczas koncertu (tu na plan pierwszy wysunęła się para: The Gaslamp Killer i Maciej Szupica, która na sam koniec festiwalu, zaprezentowała smakowity występ, który okazał się zaskakująco spójny, zważywszy na fakt, że artyści nigdy wcześniej nie współpracowali ze sobą).
Hermetycznie i ambitnie
Tegoroczny program muzyczny festiwalu był nieco inny niż w dwóch poprzednich latach i można go chyba potraktować jako wyznacznik kierunku, w jakim festiwal będzie szedł w przyszłości. Organizatorzy skupili się mianowicie niemal wyłącznie na muzyce elektronicznej, najczęściej o klubowym charakterze. Co zresztą wcale nie zawsze oznaczać musiało, że była to muzyka do tańca. Dobór wykonawców dokonany był według dość jasnego klucza - podczas festiwalu brzmiała przede wszystkim muzyka ambitna, z reguły dość trudna, a wręcz nieco hermetyczna. W zasadzie nie było w tym roku miejsca na muzykę graną za pomocą innych instrumentów niż komputery i inne urządzenia elektroniczne. Jednym z bardzo nielicznych wyjątków był koncert gitarowej formacji California Stories Uncovered z Tczewa. Grupa promuje właśnie swoją debiutancką płytę "Confabulations" - która ukazała się kilka dni przed festiwalem - i zaczarowała wszystkich widzów niedzielnego koncertu swoim znakomitym, porywającym występem. Transvizualia miały być w tym roku - pod względem muzycznym - imprezą ambitną. I to zamierzenie udało się zrealizować znakomicie.
Nieco słabszą sferą tegorocznego festiwalu była natomiast część filmowa - ograniczyła się w zasadzie do prezentacji zestawu (iście genialnych skądinąd) teledysków światowych mistrzów oraz przekrojowego pokazu najnowszego video artu z całego świata. Wielbiciele oryginalnego i rzadko oglądanego na ekranach kina, które na wcześniejszych edycjach festiwalu było dość mocno reprezentowane, musieli tym razem obejść się smakiem.
Świetnie sprawdził się za to zupełnie nowy pomysł - zorganizowanie w czasie trwania festiwalu zestawu warsztatów, poświęconych tematyce z festiwalem związanej. Na zajęciach, prowadzonych przez specjalistów w poszczególnych dziedzinach, można się było nauczyć m.in. tworzenia filmów za pomocą techniki found footage (uczyła jej Bogna Burska, jedna z najciekawszych polskich artystek taką technikę wykorzystujących) czy podstaw krytyki filmowej (tu z kolei nauczycielem był Andrzej Kołodyński, redaktor naczelny miesięcznika "Kino"). Warsztaty cieszyły się ogromnym zainteresowaniem, a ograniczona ilość miejsc zapełniła się niemal natychmiast.
Trójmiasto huczy
Jak więc ten dobrze pomyślany i świetnie zorganizowany festiwal zaistniał w tym roku w trójmiejskiej przestrzeni? Organizatorom udało się rozmieścić poszczególne punkty programu we wszystkich trzech miastach, podkreślając mimochodem rolę współpracy między nimi w kreowaniu ważnych, przekraczających - dosłownie i w przenośni - granice, imprez kulturalnych. Jednym z najważniejszych festiwalowych miejsc, pozostawał - tak jak w ubiegłym roku - Pomorski Park Naukowo-Technologiczny w Gdyni, miejsce z jednej strony bardzo wygodne i elastyczne (najpierw odbywała się tam konkursowa wystawa, potem - spora ilość koncertów), ale z drugiej nie do końca chyba pasujące do noszącej wyraźne klubowe piętno muzyki. Dla wielu osób dobra zabawa przy tanecznych dźwiękach w pomieszczeniu, które przypominało raczej salę gimnastyczną niż kameralne klubowe wnętrze, okazała się niemożliwa. Ogromnym plusem był natomiast zakaz palenia, który spowodował, że długie festiwalowe noce były o wiele przyjemniejsze.
Zastanawiając się nad ilością publiczności, która odwiedziła w tym roku poszczególne festiwalowe atrakcje, z jednej strony można narzekać, że nie było jej zbyt wiele, z drugiej - zważywszy na nieco hermetyczny program - setki osób, które pojawiały się na koncertach czy odwiedzały wystawy, uznać należy za spory sukces. Zwłaszcza w Trójmieście, które wszak nie od dziś słynie z tego, że jego mieszkańcy uczestniczą w kulturze w stopniu znacznie mniejszym, niż osoby zamieszkujące inne duże polskie miasta.
W tym kontekście ważnym pytaniem jest: na ile festiwal zdołał zaistnieć poza samym miejscem, w którym się odbywa, na ile zdołał przyciągnąć uczestników z innych miast, z innych regionów kraju. Bardzo niefortunna okazała się data festiwalu - odbywał się on dokładnie w tym samym terminie, kiedy zaplanowane zostały dwa inne, adresowane w zasadzie do dokładnie tej samej publiczności, festiwale: krakowski Unsound i Free Form Festival w Warszawie. To z pewnością odebrało sporo potencjalnych widzów, którzy jeśli nawet nie ze względu na program, to ze względu na proste przesłanki geograficzne, wybierali wycieczkę do któregoś z miast leżących w bardziej centralnym i łatwiejszym do osiągnięcia punkcie niż leżące na kompletnym geograficznym i komunikacyjnym marginesie Polski Trójmiasto.
Mimo wszystko jednak, według zapewnień organizatorów, odzew widzów z innych miast okazał się spory - kupowali bilety, przyjeżdżali na festiwalowe imprezy, uczestniczyli w warsztatach, albo przynajmniej wypowiadali się na forach internetowych na temat Transvizualiów. Wygląda więc na to, że organizatorzy są coraz bliżsi jednego z ważnych, postawionych sobie celów - ugruntowania pozycji Transvizualiów w świadomości osób, interesujących się tego typu sztuką i jasnego nakreślenia w pełni multimedialnego profilu festiwalu, który w gruncie rzeczy bardzo mocno odróżnia się od konkurencyjnych imprez, koncentrujących się głównie na warstwie muzycznej. I nawet jeśli w tym roku nie udało się to jeszcze w pełni, nawet jeśli w tym roku festiwal nie przyciągnął ogromnych tłumów i nie oferował występów wielkich gwiazd, bez wahania można uznać tą edycję festiwalu za bardzo udaną, kontynuującą rozpoczętą trzy lata temu pracę, która już niedługo powinna umieścić Transvizualia w ścisłej czołówce krajowych festiwali tego typu.





