Zdaniem Przemysława Guldy: The Best of Trójmiasto 2009
30.12.2009
, aktualizacja: 30.12.2009 17:56
Dość już tradycyjnych zestawień najważniejszych wydarzeń roku. Zamiast tego przygotowałem zupełnie subiektywną listę zjawisk, miejsc i osób, które najdłużej zostaną mi w pamięci
Nienawidzę końcówki roku. Jest oczywiście kilka powodów, a jednym z nich jest konieczność podsumowywania upływających dwunastu miesięcy. Z każdej strony przychodzą kolejne zadania: płyty roku, najciekawsze debiuty, najważniejsze wydarzenia. Już sam wybór propozycji lekko mnie przeraża, a kiedy jeszcze trzeba ułożyć je w jakiejś kolejności, bezsilność zaczyna brać górę nad koniecznością spełnienia dziennikarskich obowiązków. Tym razem postanowiłem więc podsumować kończący się rok w inny sposób. Żadnych zestawień, żadnych list, żadnych rankingów. To czysto subiektywny wybór zdarzeń, miejsc, zjawisk i osób, które zrobiły na mnie w tym roku największe wrażenie. Wybór nieuporządkowany i niezamknięty w tradycyjnych kategoriach, a więc znalazły się w nim zarówno ważne i poważne wydarzenia artystyczne, jak i zjawiska środowiskowe, a nawet kilka wrażeń kulinarnych. Oto, co najbardziej podobało mi się w 2009 roku.
Najładniejsze okno w mieście: żeby wygrać w tej konkurencji, nie trzeba było wcale instalować specjalnych ozdób czy finezyjnie upinać firanek. Wystarczyło wpuścić trochę kultury. Teatr w Oknie (Gdańsk, ul. Długa 50/51) stał się w ciągu kilku zaledwie miesięcy jednym z najbardziej niezwykłych miejsc prezentacji różnych rodzajów sztuki: od kameralnych spektakli przez działania performerskie i koncerty aż do setów DJ-skich.
Najlepsze miejsce, gdzie można spotkać przedstawicieli młodej trójmiejskiej sztuki: Facebook
Nie, wcale nie Sfinks, na pewno nie Spatif. To właśnie portal społecznościowy Facebook jest "miejscem", gdzie najłatwiej spotkać, poznać i porozmawiać z młodymi artystami. Śledząc zaproszenia i zmieniane w miarę regularnie statusy, można się bez trudu zorientować, co się święci, gdzie odbędą się kolejne, nieobwieszczane oficjalnie nigdzie indziej, imprezy, nad czym pracują poszczególni artyści, a nawet - w jakim są nastroju.
Najbardziej intrygujące miejsce wystawiennicze: zwycięża zdecydowanie spichlerz na Wyspie Spichrzów, na którym niemiecka artystka Sigrid Sandman w ramach swojej pracy „Próg”, będącej częścią festiwalu Narracje, wyświetlała przez kilkanaście dni napisy w różnych językach. Przechodzący pobrzeżem gdańszczanie i turyści nie mogli się nie zatrzymać i zastanowić: „o co tu chodzi?”. I o to chodziło. W tej pracy i w tym festiwalu. Mocne drugie miejsce zdobywa kameralna wystawa prac Anny i Adama Witkowskich w prywatnym wrzeszczańskim mieszkaniu w ramach festiwalu Streetwaves.
Najbardziej intrygujące miejsce koncertowe: w tej kategorii wygrywa kilka miejsc zaadaptowanych na warunki koncertowe przez organizatorów festiwalu Streetwaves i muzycznej części Yach Filmu. W ramach tych dwóch imprez młodym zespołom zdarzyło się grać: na trawniku przed chińską restauracją we Wrzeszczu, na dziedzińcu wydziału rzeźby gdańskiej ASP, w zaułku pod wrzeszczańskim lasem, tuż nad wielkimi śmietnikami albo na środku ulicy Długiej.
Najciekawsza próba ożywienia martwego fragmentu miasta: w tej kategorii niestety po raz kolejny nie wygrywa żadna z inicjatyw z Wrzeszcza, bo w tej dzielnicy żywe są już tylko banki i apteki (z wyjątkiem jednego majowego dnia, gdy dzielnicą zawładnął festiwal Streetwaves). Kandydatów do zwycięstwa było kilku, ale wygrywa galeria Pitipa, otwarta na martwej, choć przecież leżącej w samym właściwie centrum miasta, ulicy Ogarnej. Kilka wernisaży, które się tam odbyło, było pierwszą oznaką życia w tym rejonie od czasu podniesienia go z powojennych ruin.
Najbogatszy trójmiejski zespół: Skinny Patrini
Okazuje się, że nie wszystkie konkursy są ustawione. Gdański duet w konkursie łódzkiego festiwalu Vena nie grał roli faworyta. W finałowej dziesiątce znalazło się dużo więcej wykonawców, którzy, według wszelkich spiskowych teorii na temat rodzimego przemysłu muzycznego, powinni zgarnąć główną nagrodę. A jednak to właśnie mroczne, lubieżne granie gdańskich mistrzów electro rzuciło na kolana jurorów. A laur rzucił na kolana samych muzyków: 100 tys. zł piechotą w końcu nie chodzi. - I to jeszcze do podziału na dwie osoby - skwitował gorzko w kuluarach muzyk jednej z łódzkich formacji, w której składzie występuje aż sześciu instrumentalistów.
Najgłośniejsze odejście: Wet Dick Junior odchodzi z Dick4Dick
Gdańska grupa znów traci członka. I to wyjątkowego - jedynego, który zajmował się oprawą wizualną wszelkich działań zespołu. Przygotowywał wizualizacje, wyświetlane podczas koncertów, przygotowywał teledyski, namawiał projektantów ubrań do przygotowywania specjalnych kostiumów dla muzyków. A podczas koncertów był tym, który zwracał największą uwagę widzów - to właśnie w zakresie jego obowiązków leżały takie zadania jak np. zianie ogniem czy widowiskowe rozbijanie sprzętu na scenie. Tak jak z hukiem pojawiał się na scenie, tak z hukiem z niej zszedł.
Gwiazda, która zgromadziła relatywnie największą publiczność (i nie jest Kazikiem Staszewskim): Slavoj Žižek
Najładniejsze okno w mieście: żeby wygrać w tej konkurencji, nie trzeba było wcale instalować specjalnych ozdób czy finezyjnie upinać firanek. Wystarczyło wpuścić trochę kultury. Teatr w Oknie (Gdańsk, ul. Długa 50/51) stał się w ciągu kilku zaledwie miesięcy jednym z najbardziej niezwykłych miejsc prezentacji różnych rodzajów sztuki: od kameralnych spektakli przez działania performerskie i koncerty aż do setów DJ-skich.
Najlepsze miejsce, gdzie można spotkać przedstawicieli młodej trójmiejskiej sztuki: Facebook
Nie, wcale nie Sfinks, na pewno nie Spatif. To właśnie portal społecznościowy Facebook jest "miejscem", gdzie najłatwiej spotkać, poznać i porozmawiać z młodymi artystami. Śledząc zaproszenia i zmieniane w miarę regularnie statusy, można się bez trudu zorientować, co się święci, gdzie odbędą się kolejne, nieobwieszczane oficjalnie nigdzie indziej, imprezy, nad czym pracują poszczególni artyści, a nawet - w jakim są nastroju.
Najbardziej intrygujące miejsce wystawiennicze: zwycięża zdecydowanie spichlerz na Wyspie Spichrzów, na którym niemiecka artystka Sigrid Sandman w ramach swojej pracy „Próg”, będącej częścią festiwalu Narracje, wyświetlała przez kilkanaście dni napisy w różnych językach. Przechodzący pobrzeżem gdańszczanie i turyści nie mogli się nie zatrzymać i zastanowić: „o co tu chodzi?”. I o to chodziło. W tej pracy i w tym festiwalu. Mocne drugie miejsce zdobywa kameralna wystawa prac Anny i Adama Witkowskich w prywatnym wrzeszczańskim mieszkaniu w ramach festiwalu Streetwaves.
Najbardziej intrygujące miejsce koncertowe: w tej kategorii wygrywa kilka miejsc zaadaptowanych na warunki koncertowe przez organizatorów festiwalu Streetwaves i muzycznej części Yach Filmu. W ramach tych dwóch imprez młodym zespołom zdarzyło się grać: na trawniku przed chińską restauracją we Wrzeszczu, na dziedzińcu wydziału rzeźby gdańskiej ASP, w zaułku pod wrzeszczańskim lasem, tuż nad wielkimi śmietnikami albo na środku ulicy Długiej.
Najciekawsza próba ożywienia martwego fragmentu miasta: w tej kategorii niestety po raz kolejny nie wygrywa żadna z inicjatyw z Wrzeszcza, bo w tej dzielnicy żywe są już tylko banki i apteki (z wyjątkiem jednego majowego dnia, gdy dzielnicą zawładnął festiwal Streetwaves). Kandydatów do zwycięstwa było kilku, ale wygrywa galeria Pitipa, otwarta na martwej, choć przecież leżącej w samym właściwie centrum miasta, ulicy Ogarnej. Kilka wernisaży, które się tam odbyło, było pierwszą oznaką życia w tym rejonie od czasu podniesienia go z powojennych ruin.
Najbogatszy trójmiejski zespół: Skinny Patrini
Okazuje się, że nie wszystkie konkursy są ustawione. Gdański duet w konkursie łódzkiego festiwalu Vena nie grał roli faworyta. W finałowej dziesiątce znalazło się dużo więcej wykonawców, którzy, według wszelkich spiskowych teorii na temat rodzimego przemysłu muzycznego, powinni zgarnąć główną nagrodę. A jednak to właśnie mroczne, lubieżne granie gdańskich mistrzów electro rzuciło na kolana jurorów. A laur rzucił na kolana samych muzyków: 100 tys. zł piechotą w końcu nie chodzi. - I to jeszcze do podziału na dwie osoby - skwitował gorzko w kuluarach muzyk jednej z łódzkich formacji, w której składzie występuje aż sześciu instrumentalistów.
Najgłośniejsze odejście: Wet Dick Junior odchodzi z Dick4Dick
Gdańska grupa znów traci członka. I to wyjątkowego - jedynego, który zajmował się oprawą wizualną wszelkich działań zespołu. Przygotowywał wizualizacje, wyświetlane podczas koncertów, przygotowywał teledyski, namawiał projektantów ubrań do przygotowywania specjalnych kostiumów dla muzyków. A podczas koncertów był tym, który zwracał największą uwagę widzów - to właśnie w zakresie jego obowiązków leżały takie zadania jak np. zianie ogniem czy widowiskowe rozbijanie sprzętu na scenie. Tak jak z hukiem pojawiał się na scenie, tak z hukiem z niej zszedł.
Gwiazda, która zgromadziła relatywnie największą publiczność (i nie jest Kazikiem Staszewskim): Slavoj Žižek
1
2
następne »




