kino, teatr, muzyka

Trójmiasto

Wystawa w sopockiej PGS - w kręgu historii

Dorota Karaś
24.02.2010 , aktualizacja: 24.02.2010 18:54
A A A Drukuj
Za pomocą prostego fortelu legendarna Dydona zmieniła powierzchnię swojego państwa. W podobny sposób postępują artyści, których prace zobaczymy w PGS - ich sztuka to próba ciągłego przekraczania granic.
Leszek Golec, fotografia z cyklu
Leszek Golec, fotografia z cyklu "Z dwóch energii dziwnie trzecia"
SERWISY
Prace twórców polskiej rzeźby współczesnej w Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie pokazywane są na wystawie zatytułowanej "Państwo Dydony". Dydona - legendarna założycielka Kartaginy - była córką króla Tyra i siostrą Pigmaliona. Przed jego prześladowaniami zbiegła do północnej Afryki. Dostała zgodę na osiedlenie się, ale mogła zająć tyle ziemi, ile obejmie skóra wołu. Dydona pokroiła skórkę na najcieńsze pasma, związała je i w ten sposób wyznaczyła granice swego państwa.

Do tej antycznej bohaterki odwołuje się bezpośrednio rzeźba Krystiana Jarnuszkiewicza z 1975 roku, zatytułowana "Dydona" - ascetyczny obiekt, w którym artysta łączy elementy militarne z błyszczącą blachą ocynkowaną, z której wyłania się zarys kobiecego ciała.

- To nawiązanie nie tylko do losów Dydony i jej umiłowanego, Eneasza, ale i współczesnej historii uczestnika kampanii tunezyjskiej w 1943 i miejscowej kobiety - opowiada Dorota Grubba, kurator wystawy. - Krystian Jarnuszkiewicz dostrzegł w niej fenomen analogii dwóch dramatów ludzkich, które wydarzyły się w tym samym miejscu.

Na wystawie w PGS zobaczymy prace polskich artystów w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat. Najmłodsza praca gdańskiej artystki Katarzyny Józefowicz ukończona została w tym roku - to papierowe zwoje, przypominające archiwum taśm filmowych, powielone i niemożliwe do odczytania.

- Wiele z prac, które znalazły się na tej wystawie, latami leżały w magazynach muzeów lub galerii w całej Polsce - mówi Grubba. - Można tam znaleźć zbiór perełek współczesnej polskiej rzeźby. Niektóre z nich pokazujemy po raz pierwszy od kilku dekad.

Zwiedzając tę wystawę, warto pod ręką mieć katalog, w którym w opisach prac znajdziemy niezbędny kontekst czy historię konkretnych dzieł, np. "Dydony" Jarnuszkiewicza lub "Ludzi z Krakowskiego Przedmieścia" Barbary Falender. Ta ostatnia - praca dyplomowa artystki ASP w Warszawie z 1972 roku - ma swoją własną, symboliczną historię. Odczytywana jako komentarz do sytuacji Polski, zaginęła po wystawie w elbląskiej Galerii El i nigdy nie została odnaleziona. W Sopocie została przywołana przed wejściem na wystawę.

Historia, ale nie tylko starożytna, jest kluczem, według którego można poruszać się po tej wystawie, wiele rzeźb odnosi się do niej w sposób pośredni lub wprost. Do współczesnych wydarzeń nawiązuje m.in. sugestywna kobieca postać, wykonana ze spalonego drewna przez Juliana Boss-Gosławskiego, zatytułowana "Hiroszima" (to też kolejne nawiązanie do tytułowej Dydony, która według jednej z wersji mitu miała dokonać samospalenia). Tragedię 11 września subtelnie przypomina praca Hanny Brzuszkiewicz, "Memento 2001". Wart uwagi jest również "Generał" Krystiana Jarnuszkiewicza z 1979 roku, popiersie o dwóch obliczach, odwołujące się do przedstawień rzymskiego boga wojny Janusa. Zasłonięte klapami oczy, epolety na ramionach i uszczelnienie rzeźby gumą stanowią bardzo czytelne cytaty.

Warto uważnie obejrzeć tę wystawę również po to, by przekonać się, że wiele działań dzisiejszych artystów, uznawanych za nowatorskie, miały już miejsce w sztuce. W PGS zobaczymy m.in. fotograficzną dokumentację z działań w przestrzeni miejskiej Andrzeja Wojciechowskiego. Artysta ten na początku lat 70. zbudował we Wrocławiu, przy udziale mieszkańców, wieżę z kwiatów, która zmieniła plac w centrum miasta w sztuczną łąkę. W podobny sposób działają dziś np. Joanna Rajkowska czy Julita Wójcik.

"Państwo Dydony", wystawa polskiej rzeźby współczesnej, Państwowa Galeria Sztuki, Sopot, ul. Marii Skłodowskiej-Curie 10/12, wystawa czynna do 7 marca od wtorku do niedzieli w godz. 11-18. Bilety 6 i 4 zł.

Podziel się

Jesteśmy na Facebooku