Recenzja tomiku Uchoko
08.09.2010
, aktualizacja: 08.09.2010 18:04
Do listy godnych odnotowania trójmiejskich debiutantów poetyckich czas dopisać kolejne nazwisko. To Patryk Zimny, dwudziestokilkuletni twórca, który właśnie wydał swój pierwszy tom poetycki, zatytułowany "Uchoko". Zestaw kilkunastu wierszy bardzo mocnych, jeśli chodzi o tematykę, narracyjnych i surowych pod względem stylistycznym.
ZOBACZ TAKŻE
- Rewolucjoniści, frustraci i katole czyli nudna Polska (13-03-12, 07:00)
Do listy godnych odnotowania trójmiejskich debiutantów poetyckich czas dopisać kolejne nazwisko. To Patryk Zimny, dwudziestokilkuletni twórca, który właśnie wydał swój pierwszy tom poetycki, zatytułowany "Uchoko". Zestaw kilkunastu wierszy bardzo mocnych, jeśli chodzi o tematykę, narracyjnych i surowych pod względem stylistycznym.
Młody poeta porusza się w kręgu ważkich tematów, nie do końca zanurzonych we współczesności i niezbyt bliskich temu, co zwykle wypełnia głowę w takim wieku. Nie ma tu więc prawie ani słowa o miłości, ani tej dziejącej się na nierzeczywistej płaszczyźnie emocji, ani tej, która rozgrywa się w bliskiej bruku codzienności sferze erotycznej. Nie ma tu - jakże ostatnio często w młodej poezji obecnych - motywów wspomnień z dzieciństwa, dziejącego się w już niekomunistycznym, ale jeszcze nie do końca wolnym kraju. Zimny zamiast tego boryka się raczej z tak uniwersalnymi problemami jak nieuchronność śmierci, pamięć historyczna i ta zwykła, zawierająca często wspomnienia, które chciałoby się jak najszybciej wyrzucić z głowy. Szuka też tematów w zmieniającej się wokół niego rzeczywistości, co czasem przynosi efekty dość ciekawe, np. portret złamanego przez życie człowieka, który staje się bohaterem internetowego filmu ("menello tricitius"), ale niekiedy - spostrzeżenia bardzo banalne (jak choćby w ludystycznym wierszu "Passe", o wyższości prawdziwego życia nad życiem wirtualnym).
Wiersze Zimnego są narracyjne, poeta raczej skupia się na opowiedzeniu historii niż na - jakże często obecnym w poezji - roztrząsaniu detali wziętych wprost z rzeczywistości. Taki sposób pisania zdaje się trochę mocniej pobudzać wyobraźnię i sprawiać wrażenie, że każdy z kolejnych wierszy w tym tomiku stwarza kolejny element poetyckiego świata Zimnego. Świata, w którym mocnymi barwami zarysowane są posępne gmachy szpitali, w których się umiera, czy plaże, na których się kocha.
Obrazowość tej poezji wynika, może nieco paradoksalnie, z tego, że Zimny woli malować grubą kreską niż tracić wersy na szczegóły i niuanse. W jego wierszach nie ma nadmiaru słów, przesytu epitetów i metafor. Są proste słowa, za sprawą których proste obrazy, wyjęte z codziennego życia, nabierają mocy, nie popadając jednocześnie w banał, który łatwo mógłby się wedrzeć do tego typu poezji.
A jednak trochę brakuje mi w tych wierszach autentyczności, własnego, oryginalnego głosu. Na tle innych ważnych debiutów ostatnich miesięcy, m.in. Kwiatkowskiego czy Mansztajna, Zimny wypada jako rzetelny stylista, sprawny twórca, w którego wierszach zdaje się być jednak trochę za mało jego samego.
Bez gorączki, Patryk Zimny, "Uchoko", Wydawnictwo Mamiko, Nowa Ruda 2010
Młody poeta porusza się w kręgu ważkich tematów, nie do końca zanurzonych we współczesności i niezbyt bliskich temu, co zwykle wypełnia głowę w takim wieku. Nie ma tu więc prawie ani słowa o miłości, ani tej dziejącej się na nierzeczywistej płaszczyźnie emocji, ani tej, która rozgrywa się w bliskiej bruku codzienności sferze erotycznej. Nie ma tu - jakże ostatnio często w młodej poezji obecnych - motywów wspomnień z dzieciństwa, dziejącego się w już niekomunistycznym, ale jeszcze nie do końca wolnym kraju. Zimny zamiast tego boryka się raczej z tak uniwersalnymi problemami jak nieuchronność śmierci, pamięć historyczna i ta zwykła, zawierająca często wspomnienia, które chciałoby się jak najszybciej wyrzucić z głowy. Szuka też tematów w zmieniającej się wokół niego rzeczywistości, co czasem przynosi efekty dość ciekawe, np. portret złamanego przez życie człowieka, który staje się bohaterem internetowego filmu ("menello tricitius"), ale niekiedy - spostrzeżenia bardzo banalne (jak choćby w ludystycznym wierszu "Passe", o wyższości prawdziwego życia nad życiem wirtualnym).
Wiersze Zimnego są narracyjne, poeta raczej skupia się na opowiedzeniu historii niż na - jakże często obecnym w poezji - roztrząsaniu detali wziętych wprost z rzeczywistości. Taki sposób pisania zdaje się trochę mocniej pobudzać wyobraźnię i sprawiać wrażenie, że każdy z kolejnych wierszy w tym tomiku stwarza kolejny element poetyckiego świata Zimnego. Świata, w którym mocnymi barwami zarysowane są posępne gmachy szpitali, w których się umiera, czy plaże, na których się kocha.
Obrazowość tej poezji wynika, może nieco paradoksalnie, z tego, że Zimny woli malować grubą kreską niż tracić wersy na szczegóły i niuanse. W jego wierszach nie ma nadmiaru słów, przesytu epitetów i metafor. Są proste słowa, za sprawą których proste obrazy, wyjęte z codziennego życia, nabierają mocy, nie popadając jednocześnie w banał, który łatwo mógłby się wedrzeć do tego typu poezji.
A jednak trochę brakuje mi w tych wierszach autentyczności, własnego, oryginalnego głosu. Na tle innych ważnych debiutów ostatnich miesięcy, m.in. Kwiatkowskiego czy Mansztajna, Zimny wypada jako rzetelny stylista, sprawny twórca, w którego wierszach zdaje się być jednak trochę za mało jego samego.
Bez gorączki, Patryk Zimny, "Uchoko", Wydawnictwo Mamiko, Nowa Ruda 2010





