kino, teatr, muzyka

Trójmiasto

Recenzja płyty zespołu eM Emocje

Przemysław Gulda
04.01.2011 , aktualizacja: 04.01.2011 20:29
A A A Drukuj
Kariera tego zespołu jest żywym dowodem na to, jak bardzo dobrze sytuację w popkulturze oddaje powiedzenie, że łaska pańska (w tym przypadku - łaska publiczności, ale i decydentów) na pstrym koniu jeździ.
Grupa eM kilka lat temu miała swoje piętnaście minut sławy: jej nagrania można było usłyszeć o każdej porze dnia i nocy w radiu, jej debiutancka płyta sprzedawała się znakomicie, a zespół koncertował na największych scenach w kraju przed - nie rzadko - tysiącami widzów. Dziś jest zupełnie inaczej. Muzycy przez kilka miesięcy szukali wydawcy swojego najnowszego - trzeciego w oficjalnej dyskografii - materiału, a jeśli w ogóle koncertują, to tylko w najmniejszych trójmiejskich klubach przed garstką znajomych. Co się stało? I tu jest właśnie pogrzebany niewierny pies popkultury. Bo nie stało się właściwie nic - w sensie: zespół nie stracił nic z tego, czym dysponował w momencie swojego największego sukcesu. Owszem, muzycy zmodyfikowali nieco swą nazwę, ale nadal grają bardzo przebojowy, popowy rock - w kwestii pisania chwytliwych, nie chcących wyjść z głowy piosenek, Mariusz Dalecki, jedyny stały członek nieustannie zmieniającego się składu grupy i twórca bądź współtwórca całego materiału, coraz wyraźniej wyrasta na jednego z większych specjalistów w Polsce. Nadal tworzą muzykę, która znakomicie sprawdzałaby się w nie bojących się gitarowych brzmień rozgłośniach radiowych, nadal śpiewają proste teksty, idealnie trafiające do nastoletniej publiczności. Ta płyta przynosi mnóstwo dowodów na to, że gdańscy muzycy wiedzą, jak się robi dobry, pop-rock: spośród dziesięciu utworów, które się na niej znalazły co najmniej kilka w kwestii przebojowości niewiele, albo wręcz wcale, nie ustępuje słynnej piosence o tym, że "tu wszystko się kończy i zaczyna, Gdańsk, Sopot, Gdynia", która wyniosła zespół na szczyty popularności. To płyta, która gdyby tylko popkulturowym decydentom na tym zależało, spokojnie mogłaby sprzedać się w ilości gwarantującej srebrne, złote czy platynowe wyróżnienia. Ale wszystko wskazuje na to, że nikomu na tym nie zależy. Doprawdy trudno to zrozumieć. Pozostaje więc tylko posłuchać tej płyty - w swojej kategorii płyty zaskakująco wręcz dobrej.

eM Emocje, NegNug Records

Podziel się

Jesteśmy na Facebooku