kino, teatr, muzyka

Trójmiasto

Salsa, która gra w ciele. Recenzja Roots - part one

Magdalena Hajdysz
17.05.2011 , aktualizacja: 17.05.2011 18:33
A A A Drukuj
"Roots - part one", pierwsza autorska realizacja Przemka Wereszczyńskiego przygotowana na teatralną scenę, jest ognista jak flamenco, zmysłowa jak tango, szalona jak tańce afrykańskie, wolna i różnorodna jak salsa. Daleko jej jednak do miana spektaklu.
Choreografia Przemka Wereszczyńskiego
Sławomir Sowula
Choreografia Przemka Wereszczyńskiego "Roots-part one"
Na niewielkiej scenie sopockiego Teatru na Plaży tańczy aż sześcioro tancerzy - trzy kobiety (Monika Wereszczyńska, Barbara Materka i Paulina Turska) i trzech mężczyzn (Chris Winiarski, Robert Bochniak i Wereszczyński). Wszyscy są żywiołowi i dynamiczni, wszyscy tańczą z pasją, co widać nie tylko w ich ruchach, ale i mimice twarzy (co przypominało trochę turnieje salsy). Choć poszczególne grupowe układy choreograficzne są przemyślane, brakuje im przejrzystości, bo tancerze ledwo mieszczą się na dostępnej przestrzeni - co przecież nie jest zarzutem wobec choreografa.

Od początku jeden z tancerzy (Wereszczyński - współzałożyciel formacji The Salsa Kings) "odstaje" od reszty - wyróżnia go precyzyjne, niemal chłodne opanowanie ruchu. Jego obecność determinuje to, co dzieje się na scenie - do tego stopnia, że pozostali tancerze zdają się być jego alter ego, czy wręcz wytworami jego wyobraźni. "Roots" zbudowane sa na symbolicznie ujętej opowieści o życiu tego mężczyzny, choć opowieść ta nie dominuje w tej realizacji. Równoważona jest niezwykle energetycznymi układami tanecznymi inspirowanymi mało w Polsce znanym stylem afro-latin funk, stworzonym przez Frankie'egoMartineza, założyciela grupy Abakua Afro-Latin Dance Company. Inspiracja stylem tańca i sposobu budowania spektaklu tanecznego Martineza jest tu jednak dość daleka. Wereszczyński zdecydowanie oparł choreografię "Roots" na własnym stylu - wybuchowej mieszance salsy, która nieprzerwanie "gra" w jego ciele, oraz elementów primitiv jazz i latin jazz. Wzmocnił też elementy teatralne - mimo braku scenografii (oprócz ciężkiej czarnej kotary zasłaniającej tył sceny) przestrzeń gry znakomicie budowana jest światłem (Bartosz Cybowski) oraz ruchem tancerzy.

Elementy grupowe, duety i solowe układy taneczne łączy wspomniana historia - tancerza, który usiłuje wyswobodzić się spod wpływów uprawianego od lat stylu - salsy i szuka w ciele innego, organicznego wręcz, pierwotnego ruchu. I czy to dlatego, że w tym "spektaklu" zabrakło odpowiednio poprowadzonej dramaturgii, czy może z powodu zawrotnego tempa, w jakim wszystko się wydarza, nie znalazłam jednoznacznej odpowiedzi, czy ta próba się powiodła. Na uwagę zasługuje jednak fakt, że w celu jej ukazania Wereszczyński użył bardzo różnorodnych środków - od wyrażającej wewnętrzne zmaganie ekspresji ruchowej, poprzez teatralne zakładanie i odrzucanie krępującego kostiumu po udane, wyświetlane na bokach sceny czarno-białe video (autorstwa Cybowskiego) z tańczącymi salsę kobietą po lewej i "wolny styl" mężczyzną po prawej stronie.

Podobno "Roots - part one" (czyli "Korzenie - część pierwsza") mają mieć swoją drugą część, również realizowaną dzięki zawiązanej współpracy z Sopocką Sceną Off de BICZ.

Jeśli tym razem jego twórcy bardziej zaufają magii teatru i może zatrudnią do pomocy bardziej doświadczonego reżysera, efekt może być porażający. Już teraz "Roots" są na trójmiejskiej scenie tanecznej zjawiskiem zupełnie wyjątkowym.

Podziel się

Jesteśmy na Facebooku