kino, teatr, muzyka

Trójmiasto

W piekle nie ma snów. Recenzja spektaklu Teatru BOTO

Mirosław Baran
18.12.2011 , aktualizacja: 18.12.2011 18:26
A A A Drukuj
Spektakl Fot. Dominik Werner / Agencja Gazeta Spektakl "Sny" Teatru BOTO, reżyseria Cezary Iber.
Ciekawy tekst i niezłe aktorstwo nie wystarczyły, by "Sny" Teatru BOTO uznać za udane przedstawienie. Reżyser Cezary Iber stworzył spektakl chaotyczny i przekrzyczany.
Spektakl
Fot. Dominik Werner / Agencja Gazeta
Spektakl "Sny" Teatru BOTO, reżyseria Cezary Iber.
SERWISY
Niezależny Teatr BOTO, założony kilkanaście miesięcy temu przez trójmiejskich twórców teatralnych, przygotował właśnie swoją drugą sceniczną premierę. Po "Zielonym człowieku" Jakuba Roszkowskiego w reżyserii Adama Nalepy członkowie grupy sięgnęli po tekst rosyjski - "Sny" Iwana Wyrypajewa, jednego z najważniejszych współczesnych dramatopisarzy europejskich. Jego teksty stanowią spory problem dla inscenizatorów. Trudno doszukać się w nich tradycyjnej fabuły, a bohaterowie Wyrypajewa nie rozmawiają ze sobą tylko monologują.

Podobnie jest w "Snach". Bohaterowie dramatu - piątka narkomanów - opowiadają o sobie, Bogu, pięknie czy odlocie. Jednak nie ma tu typowych reportażowych sytuacji, całość napisania jest metaforycznym, poetyckim językiem, mającym oddać ogląd świata po zażyciu narkotyków (na przykład o zajściu w ciążę i poronieniu bohaterka mówi, że "zalęgły jej się w brzuchy ptaki, które wyfrunęły").

"Sny" przygotował Cezary Iber, aktor, który parę tygodni temu zadebiutował jako reżyser (jeśli wierzyć recenzentom - udanie) spektaklem "Blanche i Marie" Pera Olova Enquista w Teatrze Polskim we Wrocławiu. Niestety, z tekstem Wyrypajewa Iber sobie nie poradził. "Sny" to spektakl chaotyczny i przekrzyczany, szczególnie w początkowych scenach. Reżyser zrezygnował z jednej z bohaterek dramatu. Przedstawienie rozpoczyna od nieprzekonywującego chwytu - przywodzącego na myśl chociażby "Piaskownicę" Michała Walczaka - bohaterowie odgrywają dzieci rozmawiające o poważnych, "dorosłych" sprawach. Spektakl zaopatrzony został w prawie wszystkie niezbędne elementy nowoczesnego teatru - a przynajmniej jego odłamu zapatrzonego w realizacje scen niemieckich. Mamy więc w "Snach" projekcje wideo i wizualizacje, piosenki śpiewane przez aktorów do mikrofonu czy próby obalania fikcji scenicznej poprzez prezentację nagrań z "prywatnymi" opowieściami aktorów. W drugiej części przedstawienie nabiera bardziej spójnej i przejrzystej formy i zyskuje wyraźniejszy rytm - jednak to przede wszystkim zasługa tekstu, a nie zabiegów reżyserskich.

Członkowie Teatru BOTO swoją drugą produkcję - podobnie zresztą, jak i "Zielonego człowieka" - postanowili grać w przestrzeni nieteatralnej. Premierowe pokazy "Snów" odbyły się w gdańskiej świetlicy Krytyki Politycznej oraz w sopockiej Państwowej Galerii Sztuki. Szczególnie ta druga lokalizacja dała ciekawe możliwości budowania przestrzeni: aktorzy grali w dużej sali wystawowej, a widzowie oglądali przedstawienie z antresoli.

Na pewno plusem "Snów" jest gra aktorska. Precyzyjnie i dojrzale wypada duet aktorów z Teatru Wybrzeże - Magdalena Boć i Robert Ninkiewicz. Szczególnie Boć stworzyła jedną ze swoich najciekawszych w ostatnim czasie ról. Duże możliwości - i tak nie do końca wykorzystane przez reżysera - zaprezentowała debiutująca na trójmiejskiej scenie Małgorzata Szczerbowska - na pewno warto czekać na jej kolejne role. Trochę w tle tej trójki przestrzeni dla siebie szukał przez cały spektakl Grzegorz Sierzputowski.

Mając w pamięci świetny "Tlen" Wyrypajewa w inscenizacji Agnieszki Olsten w Teatrze Wybrzeże z 2003 roku muszę przyznać, że spodziewałem się po nowej produkcji BOTO dużo więcej. "Sny" Cezarego Ibera pokazują, że dobry tekst, sprawni aktorzy i parę efektownych, chaotycznie użytych chwytów scenicznych, to ciągle za mało na naprawdę dobre przedstawienie.

Podziel się

Jesteśmy na Facebooku