kino, teatr, muzyka

Warszawa

Sierpień w hrabstwie Osage *****

Paweł T. Felis pawel.felis@agora.pl Paweł T. Felis
24.01.2014 , aktualizacja: 23.01.2014 16:18
A A A Drukuj
Meryl Streep nominowana za rolę w filmie 'Sierpień w hrabstwie Osage'

Meryl Streep nominowana za rolę w filmie 'Sierpień w hrabstwie Osage' (Fot. CLAIRE FOLGER)

USA 2013 (August: Osage County). Reż. John Wells. Aktorzy: Meryl Streep, Julia Roberts, Julianne Nicholson, Juliette Lewis, Sam Shepard, Ewan McGregor, Margo Martindale, Abigail Breslin
Znakomita, przewrotna tragikomedia o rodzinie, z której nie sposób się uwolnić. Na ekranie plejada gwiazd z brawurową Meryl Streep i przejmującą Julią Roberts na czele.

Kiedy na początku filmu Beverly Weston - w tej roli 70-letni Sam Shepard, wybitny dramaturg, scenarzysta, poeta i aktor - cytuje T.S. Eliota ("Życie jest bardzo długie"), nie wiemy jeszcze, jak bardzo znaczące okażą się te słowa. Na razie zatrudnia do pomocy Czejenkę, która ma zająć się domem. Na razie z podziwu godną wyrozumiałością znosi zataczającą się żonę-lekomankę, czyli Violet. A więc rewelacyjną Meryl Streep (nominowaną do Oscara, a wcześniej Złotego Globu), która zjawiskowo przed kamerą szarżuje, nakłada i zrzuca maski, jest karykaturalna i tragiczna zarazem.



Ale za chwilę Beverly znika - bez słowa, bez pożegnania. Czym mimowolnie skłania swoje dorosłe córki, by wróciły raz jeszcze do rodzinnego domu. I wzięły udział w przedziwnym, tragikomicznym spektaklu zdejmowania masek i wyrzucania żali.

W dusznym od wiecznych upałów hrabstwie Osage życie Westonów okazuje się odpychające i depresyjne, to znów groteskowo zabawne. Nic dziwnego, że ten smutny skądinąd film zapowiadany jest jako komedia: ratunkiem na zgorzknienie i absurd staje się bowiem śmiech. Ale "Sierpień..." to komedia bardzo nietuzinkowa: inteligentna, prowokująca czarnym humorem, brutalnie przenikliwa, zachęcająca widzów do histerycznego śmiechu, który co chwilę więźnie w gardle.

"Nie powinnaś palić" - mówi do chorej Violet jedna z jej córek. "A czy ktoś w ogóle powinien palić?" - reaguje matka, która okazuje się mistrzynią łamania konwenansów: zawsze mówi to, czego nie wypada, w najbardziej zdumiewających momentach śmieje się albo krzyczy. Uzależnienie od leków daje jej znakomite alibi - pozwala co chwilę zmieniać ton, grać rolę niesfornego dziecka, którego zachowań nie da się przewidzieć i kontrolować. Tyle że do końca nie wiadomo, co jest w przypadku Violet większą dolegliwością: lekomania, narcyzm czy może nałóg wbijania ludziom szpili tam, gdzie boli najbardziej?

Rodzinne spotkanie uświadamia, że w tej familii wszyscy duszą się w rolach, w które od lat zostali wrzuceni. Ivy (urokliwie zgaszona Julianne Nicholson) próbuje wyzwolić się z łatki samotnego, życiowego nieudacznika. Karen (Lewis) swoim infantylnym zachowaniem i gonitwą za złudzeniem sama utwierdza innych w przekonaniu, że nie należy jej traktować serio. Ale jest jeszcze Barbara (ujmująca Julia Roberts), ukochana i najbardziej utalentowana córka, która zainicjuje spóźniony o wiele lat bunt. "Teraz ja tutaj rządzę!" - wywrzeszczy w końcu z furią. Ale tylko po to, żeby zrozumieć, że nikim nie rządzi, nad niczym nie ma kontroli - ani nad matką, ani niewiernym mężem (McGregor), ani dorastającą córką (Breslin).

Prawdziwą eksplozją staje się w filmie genialna, brawurowo rozpisana i wyreżyserowana scena stypy: hamulce i etykiety wreszcie idą w odstawkę, rodzinne pęknięcia i szwy, pozory i fałsze widać jak na dłoni. Ale nawet jeśli czara goryczy się przeleje, a niekontrolowane emocje wezmą górę, o katharsis nie ma mowy. Na tym właśnie polega błyskotliwość Wellsa i nagrodzonego Pulitzerem, oryginalnego dramatu Tracy Lettsa (w tym wypadku również scenarzysty): na przepracowywanie nawyków, zadr i traum jest już za późno.

"Sierpień w hrabstwie Osage" to kapitalny portret rodziny, która staje się lekiem na samotność, tyle że niedoskonałym i okupionym całą listą skutków ubocznych. "Czuję potworny ból" - mówi Meryl Streep, ale przecież nie chodzi tylko o rzekome pieczenie w ustach. Gdy zaczyna naiwnie biec przez pustkowia, łapie ją córka Barbara: "Nie ma dokąd uciec".

Ale to właśnie Barbara podejmie najważniejszą decyzję, żeby ratować siebie. Nie powie o niej ani słowa, bo nie musi. Wszystko rozegra się na hipnotycznej twarzy Julii Roberts (jedna z najbardziej przejmujących ról w jej karierze) - zawód, rezygnacja i strach zmienią się w ostatnich scenach w specyficzną zadziorność pod hasłem "nie zamierzam się poddać". I to jej spojrzenie na długo po wyjściu z kina nie daje spokoju.