kino, teatr, muzyka

Warszawa

Oswalda oswajanie przestrzeni

Łukasz Kamiński
17.02.2012 , aktualizacja: 17.02.2012 19:28
A A A Drukuj
Absolutnie niezwykła postać na współczesnej scenie muzyki elektronicznej, elektro-akustycznej. W piątek w klubie Luzztro wystąpi Moritz von Oswald.
Moritz von Oswald
Moritz von Oswald
"Kliniczna, dramatyczna, hipnotyzująca, intensywna, zawiła, pełna napięć, gwałtowna, retrofleksyjna." Tak muzykę Oswalda opisuje encyklopedia "All music". Określenie można by mnożyć w nieskończoność, bo dyskografia tego niemieckiego kompozytora, eksperymentatora, dźwiękowego podróżnika składa się z płyt z muzyką elektroniczną, improwizowaną, dubem, klasyką, jazzem. Dwa lata temu był jednym z bohaterów krakowskiej edycji niezwykłego festiwalu Unsound, na którym wystąpił z towarzyszeniem Vladislava Delay'a oraz Maxa Loderbauera. W piątek w usłyszymy go w roli didżeja. Na imprezie "Burn Studios pres. Master Series" wystąpią też Pol_ON, Shareef Zawideh, Mo, Artur8.



Łukasz Kamiński: Miałem okazję i przyjemność widzieć Cię na koncercie w Krakowie podczas festiwalu Unsound. Teraz przyjeżdżasz by wystąpić w klubie z setem didżejskim. W którym miejscu sceny muzycznej czujesz się najlepiej?

Moritz von Oswald: Czuję się dobrze w każdym miejscu. W mojej dyskografii znajdziesz zarówno muzykę współczesną, jak i klubową, taneczną. Nieustannie też śledzę najnowsze wydawnictwa jazzowe, klubowe, wznowienia i nowe interpretacje współczesnej muzyki poważnej, Stockhausena, Ligetiego. Słucham też oczywiście reggae.

Na winylu czy w formacie cyfrowym?

Jestem wierny winylowi.

A czy słyszysz kompozytorów młodego pokolenia, którzy dorównywaliby talentem Stockhausenowi czy Ligetiemu?

Nie mam już dziś tak ścisłego kontaktu z tą sceną, tym środowiskiem. Nie do końca też uznaję podział na współczesną muzykę klasyczną a współczesną elektronikę. Te granice się pozacierały, chciałbym wierzyć, że ja tez się do tego trochę przyczyniłem nagrywając z Carlem Craigiem płytę "ReComposed"z "Bolerem" Ravela i "Obrazkami z wystawy" Mussorgskiego. Połączyliśmy rytmikę, estetykę klubową z muzką klasyczną.

Ten album ukazał się nakałdem Deutche Grammophon, prestiżowej i cenionej wytwórni. Myślisz, że dzieki temu, kilka osób przekonało się, że elektronika to coś więcej niż tylko muzyka do tańca?

Sądzę, że taka świadomosć już istnieje. Z propozycja nagrania tej płyty zwrócił się do mnie szef Deutche Grammphon, Christian Kellersmann, który jest też moim bliskim przyjacielem.

Czyli podział na muzykę taneczną, utylitarną i na sztukę jest fałszywy?

Muzyka jest muzyką. To proste i oczywiste. tak jak wspomniałem, nie myślę o muzyce w kategoriach różnych gatunków, podgrup, itd. I muzyka taneczna i klasyczna nadaje się do słuchania, do wewnętrznego rozwoju, pobudzania wrażliwości. To jaki ona odniesie skutek, zależy już od słuchającego. Wyraźna klasyfikacja, narzucanie czasem muzykom, jaki konkretny gatunek mają grać, służy, moim zdaniem, wyłącznie wielkim firmom płytowym. Widzisz, płyta "ReComposed" ukazała się nakładem, Deutche Grammphon, zawiera muzykę elektroniczną, a sposób jej powstawania, nagrywania przypominał jazzowe jam session, spotkanie improwizowaniem, swobodną, nieskrępowaną grą.

Swoją karierę muzyczną zaczynałeś od gry na perkusji. Jak bardzo wpłynęło to na Twoje późniejsze postrzeganie muzyki, kompozycje?

Miało na pewno wpływ na postrzeganie, a raczej na sposób wsłuchiwania się w muzykę. Zawsze myślałem o perkusji na sposób klasyczny. Bębny, instrumenty perkusyjne zawsze miały nadawać kompozycji głębię, przestrzeń.

Piątek, 17 lutego. Luzztro, Aleje Jerozolimskie 6. Początek o godz. 24. Wstęp 25 zł.

Podziel się