Wars forever!
20.01.2012
, aktualizacja: 19.01.2012 12:38
Maciej Nowak o kuchni na kołach z prawdziwym jedzeniem
ZOBACZ TAKŻE
- Natara - 'oryginalna kuchnia tajska'? (13-01-12, 06:00)
- Noodle World - makaronowe bogactwo na Woli (06-01-12, 06:00)
- Złota Orda czyli kulinarna klęska w mongolskiej jurcie (30-12-11, 06:00)
Podróżujemy z "Chórem kobiet" z Delhi do Amritsaru na północy Indii tutejszymi kolejami. Pociąg odjeżdża opóźniony ponad trzy godziny, podobno z powodu mgły. W trakcie jazdy zawala kolejne rozkładowe terminy, choć tym razem mgły ani na lekarstwo. Podróż dłuży się w nieskończoność, lepi od brudu i oszałamia od whisky, którą zgodnie z kolonialnym ceremoniałem pijemy, by się odkazić i odróżnić od lokalnych podróżnych. Jedziemy wagonem z miejscami do leżenia, dokładnie takim samym, jakie pokonują niekończące się przestrzenie Rosji: brak w nim przedziałów, trzypoziomowe łóżka oddzielają od siebie jedynie przepierzenia i zasłonki. Dodatkowy ciąg piętrowych leżanek ciągnie się wzdłuż przejścia. Główną atrakcją są obnośni sprzedawcy przekąsek i napojów. Gdy nadchodzi herbaciarz z wielkim czajnikiem pełnym wrzątku, już z daleka słychać: Czaji! Czaji! Czaji! Znudzeni wybieramy się do coraz bardziej odległych wagonów. Budzimy sensację, snując się po wagonie klasy czwartej, gdzie zamiast szyb w oknach są tylko kraty. Nagle odkrywamy, że w składzie znajduje się także wagon restauracyjny. To jest sensacja! - Wars, wars, mamy wars! - donosi ktoś z entuzjazmem, mimo że od poczciwego warsu dzielą nas tysiące kilometrów. I faktycznie. I symbolicznie. To bardziej przepastna kuchnia na kołach, oświetlona wysokimi płomieniami palenisk, z wielkimi, osmolonymi wokami i mrocznymi zakątkami, do których blask ognia nie dociera nigdy.
Trudno sobie wyobrazić większy sukces niż ten, gdy nazwa marki staje się nazwą pospolitą na określenie konkretnego produktu, a wielka litera na początku wyrazu zamienia się w małą. W Polsce poza pepegami (czyli obuwiem sportowym, produkowanym przez Polski Przemysł Gumowy) i warsem chyba nie mieliśmy więcej takich przypadków. Tyle że pepegi odeszły już do lamusa, a wars przeżywa kolejną młodość. I nie ma co się wstydzić nie tylko przed indyjskimi kolegami po fachu, ale również w kontekście europejskim. Catering kolejowy na Starym Kontynencie opiera się dziś na gotowych przekąskach i porcjowanych daniach odgrzewanych w mikrofalówkach. Wszystko to ma więcej wspólnego z apteką niż gastronomią. Tymczasem w polskim warsie ciągle króluje kuchenka gazowa (lub elektryczna), na której przygotowuje się prawdziwe jedzenie.
Żelazną i kultową pozycją w menu warsów jest jajecznica. To od niej zaczynają dzień setki pasażerów wyruszających w trasę w godzinach rannych. Kilkadziesiąt lat praktyki sprawia, że przygotowuje się ją tutaj perfekcyjnie i uznać należy za wzór smażonych jajek: ani zbyt zwarta, ani zbyt glutowata, wzbogacana wedle życzenia szczypiorkiem albo kiełbasą, garnirowana na talerzu pomidorkiem z cebulką. W godzinach obiadowych króluje autentyczny schabowy z ziemniaczkami, a przez cały dzień zaś wzmocnić się można flaczkami (i cóż, że ze słoika? - to dobre ćwiczenie dykcyjne) i żurkiem. Od pewnego czasu Wars ujednolicił ofertę gastronomiczną i we wszystkich wagonach oprócz dań męskich wprowadził również wegetariańskie sałatki i włoskie placki piady wypełniane rozmaitymi dodatkami. Są tacy, którzy to lubią. Ja wolę smażonego camemberta albo bruschetty.
Kilka miesięcy temu przeforsowano też przepisy, które zniosły zakaz sprzedaży w pociągach piwa. Zerwano w ten sposób z wieloletnią hipokryzją, która pozwalała na alkohol w połączeniach międzynarodowych, a odmawiała tej radości pasażerom krajowym. Szefowie Warsu zagospodarowali nową przestrzeń wolności w sposób stylowy: na pokładach warsów można dziś dostać doskonałe, świeże piwo niepasteryzowane. Oto Polska pełną gębą na szynach! Za którą bardzo tęsknię znad brei rozgotowanych warzyw podsypanych masalą.
Trudno sobie wyobrazić większy sukces niż ten, gdy nazwa marki staje się nazwą pospolitą na określenie konkretnego produktu, a wielka litera na początku wyrazu zamienia się w małą. W Polsce poza pepegami (czyli obuwiem sportowym, produkowanym przez Polski Przemysł Gumowy) i warsem chyba nie mieliśmy więcej takich przypadków. Tyle że pepegi odeszły już do lamusa, a wars przeżywa kolejną młodość. I nie ma co się wstydzić nie tylko przed indyjskimi kolegami po fachu, ale również w kontekście europejskim. Catering kolejowy na Starym Kontynencie opiera się dziś na gotowych przekąskach i porcjowanych daniach odgrzewanych w mikrofalówkach. Wszystko to ma więcej wspólnego z apteką niż gastronomią. Tymczasem w polskim warsie ciągle króluje kuchenka gazowa (lub elektryczna), na której przygotowuje się prawdziwe jedzenie.
Żelazną i kultową pozycją w menu warsów jest jajecznica. To od niej zaczynają dzień setki pasażerów wyruszających w trasę w godzinach rannych. Kilkadziesiąt lat praktyki sprawia, że przygotowuje się ją tutaj perfekcyjnie i uznać należy za wzór smażonych jajek: ani zbyt zwarta, ani zbyt glutowata, wzbogacana wedle życzenia szczypiorkiem albo kiełbasą, garnirowana na talerzu pomidorkiem z cebulką. W godzinach obiadowych króluje autentyczny schabowy z ziemniaczkami, a przez cały dzień zaś wzmocnić się można flaczkami (i cóż, że ze słoika? - to dobre ćwiczenie dykcyjne) i żurkiem. Od pewnego czasu Wars ujednolicił ofertę gastronomiczną i we wszystkich wagonach oprócz dań męskich wprowadził również wegetariańskie sałatki i włoskie placki piady wypełniane rozmaitymi dodatkami. Są tacy, którzy to lubią. Ja wolę smażonego camemberta albo bruschetty.
Kilka miesięcy temu przeforsowano też przepisy, które zniosły zakaz sprzedaży w pociągach piwa. Zerwano w ten sposób z wieloletnią hipokryzją, która pozwalała na alkohol w połączeniach międzynarodowych, a odmawiała tej radości pasażerom krajowym. Szefowie Warsu zagospodarowali nową przestrzeń wolności w sposób stylowy: na pokładach warsów można dziś dostać doskonałe, świeże piwo niepasteryzowane. Oto Polska pełną gębą na szynach! Za którą bardzo tęsknię znad brei rozgotowanych warzyw podsypanych masalą.
-
Wars forever!
sdfsfdsf
20.01.12, 13:20
flaczki, ziemniaczki i pomidorek z cebulka?rozumiem ze to bardzo male porcyjki sai uzywaja talerzykow i widelczykow?w wagoniku Wars?»
-
Wars forever!
froasia
22.01.12, 14:31
To może warto ich nominować do Knajpy Roku? O ile się nie mylę, prawdziwego espresso w dalszym ciągu wypić w Warsie nie można. »






