kino, teatr, muzyka

Warszawa

Cafe del Mar

Maciej Nowak
20.01.2006 , aktualizacja: 19.01.2006 01:23
A A A Drukuj
Zaporę nie do przebycia stanowią tu nie zasieki z drutu kolczastego czy surowa bramka, ale ceny
Nigdy bym nie trafił w okolice Cafe del Mar, gdyby nie R. aspiracje do życia lepszego. Mnie wystarczy oldskulowe mieszkanko po dziadkach całe zawalone książkami. I te słodkie chwile, gdy od odwiedzających mnie młodych znajomych słyszę stale to samo, pełne bezbrzeżnego zdziwienia pytanie: - I ty to wszystko przeczytałeś? Spuszczam wtedy skromnie wzrok, uśmiecham się tajemniczo i próbuję stworzyć fałszywe, ale jakże wiarygodne wrażenie, że całą drukowaną mądrość świata udało już mi się skonsumować. Tak, tych ekscytujących momentów nie oddałbym za najbardziej nawet prestiżowe adresy. Dlatego też ani myślę o przeprowadzce. Tym bardziej że zapowietrzone stare żeliwne kaloryfery zapewniają przyjemny niedobór ciepła, który wymusza intensyfikację międzyczłowieczych relacji. Ale z R. to co innego. Nie po to człowiek zostaje celebrity, szlaja się po glancowanych okładkach wysokonakładowych tygodników i niszczy sobie wzrok w jupiterach studyjnych lamp. Takiemu człowiekowi należy się odrobina luksusu i designerskie tło dla fotoreportaży z domowych pieleszy. Taki człowiek przeprowadza się co rychlej, do nowoczesnego apartamentowca z portiernią na dole. Co prawda, naraża się tym samym na pytający wzrok już niezapraszanych gości, ale panów ochroniarzy, lecz takie są już koszty splendid isolation. W pakiecie dostaje też aspirujących sąsiadów (- Człowieku, ty wiesz kto tu mieszka?), miejsce w podziemnym garażu, dobrych kilka miesięcy nieustającego huku wykańczanych wokół mieszkań oraz atrakcje niedostępne dla zwykłej gawiedzi. Pośród nich Cafe del Mar.

Pod tym szyldem na Ibizie działa słynna dyskoteka, u nas zaś na rogu Bukowińskiej i Czerniowieckiej, na parterze dopiero co oddanego do użytku pięknego i zbytkownego budynku mieszkalnego - elegancka knajpka. I choć do lokalu tego wejść można wprost z ulicy, nie waham się uznać go za niedostępny dla zwykłej publiczności. Zaporę nie do przebycia stanowią nie zasieki z drutu kolczastego czy surowa bramka, ale ceny. Najtańsze przystawki kosztują tu 30-40 złotych, dania główne - powyżej 50 złotych, co sprawia, że krąg klientów ograniczy się rzeczywiście do mieszkańców okolicznych rezydencji. Inna sprawa, że menu Cafe del Mar warte jest fortuny, bo naprawdę nie ma ceny za ludzką kreatywność. A tylko artystyczną wrażliwością kucharzy da się wytłumaczyć fenomen kremowej zupy z dyni podprawionej garścią wiórków kokosowych (20 zł). Delikatno-aksamitny walor żółtej bani przebity przerafinowaniem kokosu i doprawiony na ostro rozszerza horyzonty smakowe ludzkości. Podobnie za kreację uznać trzeba zupę cebulową na białym winie (25 zł, Boże, ręka mi drży nad klawiaturą, gdy uświadamiam sobie, że to cena małego talerza zupy), gdzie delikatnie zeszklona cebula, dosmaczona tymiankiem służyła za podściółkę grzanki z serem. Królową sałat okazała się kompozycja z kolorowych świeżych warzyw i mnóstwa mięsistych kawałków grillowanego miecznika (37 zł), zaś z najlepszymi w mieście żeberkami mogą konkurować tutejsze (28 zł). Podzielone na małe kawałki przed wrzuceniem na grilla macerowały się w słodkawej zalewie, w której ja wyczułem miód, skórki cytrusów, korzenne przyprawy Zresztą aromatycznych nut tak tam wiele, że z rozkoszy dosłownie kręci się w głowie. A mięsko kruche, kruchutkie, kruchusieńkie. Z dań mniejszych spróbowałem jeszcze kanapki klubowej, ale głupio mi się robi, że za kilka kromek pieczywa tostowego poprzedzielanych boczkiem, kurczakiem, rostbefem, serem i jajkiem zapłaciłem 35 zł. A już cen roladek cielęcych z szynką parmeńską oraz dorady z grilla w duszonych warzywach po tajsku po prostu nie wyjawię. Z czystej hipokryzji, bo smaczne były zjawiskowo, oderwać się od nich nie dało i na rachunek postanowiłem nie patrzeć. Cielęcina kruszyła się niczym dobra chałwa, ryba miała chrupką skórkę i suche bielutkie wnętrze, a nad towarzyszącymi jej warzywami unosił się uwodzący kawowy posmak.

Ech, pojeść by sobie w Cafe del Mar, pojeść i zbankrutować.

Cafe del Mar, ul. Czerniowiecka 9 (róg Bukowińskiej), tel. 0-22 899 25 62, czynne codziennie od 12, można płacić kartą

Podziel się