kino, teatr, muzyka

Warszawa

Buddha Bar

Maciej Nowak
10.02.2006 , aktualizacja: 23.11.2010 17:00
A A A Drukuj
Panuje tu klimat jak w zatłoczonym wiktoriańskim saloniku, do którego zwieziono pamiątki ze słodkich kolonialnych czasów w Indonezji.
Panuje tu klimat jak w zatłoczonym wiktoriańskim saloniku, do którego zwieziono pamiątki ze słodkich kolonialnych czasów w Indonezji. Wielkie smoki, posągi i płaskorzeźby przedstawiające Buddę, dziwne żyrandole, jedwabne tapety, snujące się leniwie smugi wonnego kadzidlanego dymu. Nie jest to może najlepszy gust na świecie, ale jedzenie rozrzeźbionymi sztućcami z pomalowanego na złoto talerza ozdobionego dodatkowo błyszczącymi kamykami to naprawdę frajda nie lada. Zaspokajająca nasze najniższe estetyczne instynkty, pełne uwielbienia dla orientalnego kiczu. Urządzenie knajpy w takim interierze to pokerowe zagranie: albo rozbijamy bank, albo idziemy z torbami. Na niekończące się szyderstwa naraziłby się lokal z tak sugestywną scenerią, w którym karmiono by słabo lub tak sobie. Dzięki dobremu Buddzie w Buddha Barze zjecie wspaniale. Czy w zgodzie z indonezyjskimi tradycjami, nie będę się mądrzył, bo jest to kuchnia, którą znam dość przelotnie. Wiem natomiast na pewno - kolacji tutaj nie pożałujecie. Gałka muszkatołowa, kumin, imbir, kurkuma, kolendra, anyż, orzeźwiające gałązki cytrynowej trawy i selera naciowego, piękne niczym drogocenne klejnoty malutkie papryczki chilli, pasta z tłuczonych orzechów arachidowych, mleczko kokosowe zapewnią tajemniczy pejzaż smaków i zapachów.

Delikatnym preludium jest gado-gado (25 zł), czyli ledwie zaparzone, chrupkie jeszcze kawałki warzyw otaczające miseczkę z dipem ze zmiażdżonych orzeszków ziemnych i słodkiego cukru palmowego. Do tego mięsożernym radzę zamówić dwa malutkie szaszłyczki z kulek z mielonego mięsa (18 zł). To zestaw idealnie wprowadzający w bogactwo kuchni z wysp na antypodach. Rozbuchanym, barokowym jej przejawem są zupy: laksa (25 zł) i soto ayam (25 zł). Obie gęste, kremowe, zbudowane na podstawie mleczka i śmietanki z kokosa oraz ogromnej ilości ziół. Ta pierwsza kryje w sobie również pastę z krewetek, ich szyjki, ta druga również kawałki kurczaka i ziemniaków. A dalej to już można stracić głowę, nie wiadomo, w co wetknąć widelec. Czy w kurczaka moluk, smażonego w woku z orzechami i gałką muszkatołową (39 zł)? W pokrojoną w paseczki polędwicę empal daging (52 zł) marynowaną w paście z kolendry, czosnku, cukru palmowego i tamaryszku? Czy może w schab wieprzowy podsmażany z siekanym ananasem (49 zł), orzechami nerkowca, podawany na pięknej paterze ze świeżego ananasa? O pierwszeństwo biją się też tradycyjne szaszłyki sotay, które nam zasmakowały szczególnie w wersji krewetkowej (90 zł). Znawcy kuchni południowoazjatyckiej nie przejdą też z pewnością obojętnie obok wielu odmian i kolorów curry, czyli potrawek z mięsa duszonego w mleczku kokosowym i warzywach, dosmaczanych pastą z kilkunastu rozgniecionych w moździerzach przypraw. Ja spróbowałem curry z tofu (27 zł) i bardzo je sobie chwalę. Z kulinarnych przygód oferowanych w Buddha Barze na drugi raz ominę właściwie tylko dwie: gumowate krążki z kalmarów oraz twarde, za twarde jak na nasze przyzwyczajenia, żeberka. I wtedy też wdzięczny będę, gdy do niezapomnianych walorów wizualnych i smakowych tego lokalu uda się dołączyć dźwięki z tamtej części świata. Popatrzeć, pojeść i posłuchać. Więcej do szczęścia nam nie trzeba.

Buddha Bar, ul. Jasna 22, tel. 0-501 722 848, można płacić kartą





Podziel się