kino, teatr, muzyka

Warszawa

Jazz Hotl

Maciej Nowak
18.03.2006 , aktualizacja: 23.11.2010 16:58
A A A Drukuj
Tak jak trudno zrozumieć, dlaczego Warszawa zamienia się w miasto umierających hoteli tak trudno też do końca zrozumieć koncept na Jazz Hotl
Czy zauważyliście Państwo, że Warszawa jest dziś miastem umierających hoteli? Niby turystyczny run, niby setki tanich połączeń lotniczych, niby brak miejsc noclegowych dla przybyszy spragnionych nadwiślańskich atrakcji, a tu na naszych oczach, umierają aż cztery wielkie hotele. Najgorzej ma Solec, bo po prostu jest rozebrany, ale też i w tym wypadku żal może najmniejszy: nie będziemy przecież płakać po konstrukcji z prefabrykatów i azbestu wzniesionej na początku lat 70. Dużo smutniej się robi, gdy przychodzi spojrzeć na rozpadającą się zabytkową fasadę Hotelu Saskiego na placu Bankowym i ociemniałe okna hotelu Warszawa, kolosa z placu Powstańców Warszawy. Kilka miesięcy temu do tego smętnego grona dołączył hotel Europejski. Jeszcze słychać odgłosy zabawy z legendarnych Kamieniołomów (,,ten krzyk, ten gwałt, ten cud, ja sobie wyobrażam ''), jeszcze czuć na języku smak wyśmienitej kuchni, jeszcze nie ostygła pamięć zażartych dyskusji toczonych w barku na parterze, a wielki niczym zamek budynek w najbardziej reprezentacyjnej części stolicy zapada w długi sen. Zgodnie z decyzją sądu przywracającą prawa własności przedwojennym posesjonatom przez najbliższe cztery lata w tym miejscu nie można prowadzić działalności hotelowej. Nie ma najmniejszych podstaw powątpiewać w prawną słuszność tego wyroku, jednak dla życia miasta ugorowanie atrakcyjnej nieruchomości położonej w newralgicznym miejscu jest naprawdę bolesne. Wokół efektownie wyeksponowane pałace rządowe, iluminowany hotel Bristol, wspaniały biurowiec sir Fostera, a w środku - czarna dziura, psujący się ząb, hotel-widmo. Upadłego olbrzyma próbują reanimować artyści: tutaj prezentowany jest spektakl Helena S. zrealizowany w ramach projektu TR/PL, tutaj na szalone przyjęcia zapraszają ekstrawaganckie, artystowskie firmy. I wtedy jest być może jeszcze bardziej smutno, bo trudno zrozumieć, dlaczego oszałamiające wielkością i urodą sale bankietowe nie żyją przypisanym im zwykłym wielkomiejskim rytmem.

Wraz z artystami na truchło Europejskiego rzucają się też inni wietrzący dobry interes. Od strony placu Piłsudskiego w połączonych pomieszczeniach hotelowej kawiarni oraz restauracji Przy Ossolińskich (przed laty pisałem o podawanym tu zjawiskowym rosole z knedlami wątróbkowymi) powstała knajpa o intrygującej nazwie Jazz Hotl. Nie, koleżanki korektorki, proszę nie poprawiać literówki - e zagubiono specjalnie, by poddać się wspomnianej już tu decyzji sądu. Przy Krakowskim Przedmieściu 13 przez najbliższe lata nic nie powinno się kojarzyć z hotelarstwem. Ale tradycji nie da się tak łatwo przerwać i czuć to wyraźnie w Jazz Hotl. Mimo że wnętrze zaaranżowano na nowoczesny klub restauracyjny to pistacjowa kolorystyka jest kontynuacją poprzedniego wystroju. Również kuchni nie udaje się przeskoczyć hotelowego standardu. Nie mam o niej przesadnie złego zdania, jednak pod pozorami modnego klubowego menu kryje się oferta zaskakująco tradycyjna i typowa. Zjecie tu kremowy mus z podrobów w sosie malinowym (21 zł), oryginalną roladę z tuńczyka zawijaną w marchewkowe plastry (21 zł) czy siekanego matiasa (18 zł). Wszystko smaczne. Ale czy olśniewające? Nie, hotelowe - czyli poprawne. Podobne wrażenia pozostawił po sobie zapiekany ser kozi w panierce z orzechów (26 zł) oraz plastry bakłażana zapieczone z greckim serem halumi (21 zł). Poniżej poprawności usadowiły się natomiast zupa niby-rybna (15 zł) oraz krem z pora i ziemniaków (12 zł) z niezrozumiałych powodów przypominający żurek. Dalej znów było na hotelowym poziomie: suchawy, choć smaczny sandacz z rusztu (38 zł), niepozostawiający żadnych wspomnień pstrąg z patelni (36 zł), mdławe rigatoni z wędzonym kurczakiem i borowikami (26 zł), przeciętna golonka (32 zł) oraz smutny kotlet schabowy (32 zł). Mocniejsze i pozytywne wrażenie wywarła tylko grillowana pierś kurczaka przekładana cząstkami czerwonego grapefruita (36 zł). To zestawienie dobrze świadczy o kulinarnych talentach szefa kuchni.

Tak jak trudno zrozumieć, dlaczego Warszawa zamienia się w miasto umierających hoteli, tak trudno też do końca zrozumieć koncept na Jazz Hotl. W jednym i drugim wypadku chodzi chyba nie o to, o co chodzi. Czyli - nie wiadomo (choć wiadomo). Na talerzu owo nie wiadomo czuje się wszak szczególnie wyraźnie.

Jazz Hotl, ul. Krakowskie Przedmieście 13 (wejście od placu Piłsudskiego), www.jazzhotl.pl, tel. 0 22 826 74 66, można płacić kartami



Podziel się