kino, teatr, muzyka

Warszawa

No pasaran!

Maciej Nowak
31.03.2006 , aktualizacja: 30.03.2006 00:40
A A A Drukuj
Wars, który przez kilkanaście ostatnich lat odbudowywał swoją kulinarną reputację, z dnia na dzień powrócił do standardów gastronomii uspołecznionej
Czy znacie Państwo te ponure poranki, gdy obowiązki wzywają do Gdańska, Krakowa czy Wrocławia? Budzik wyrywa nas ze snu w środku nocy, tak gdzieś między 5 a 6 rano, zaspane domowe sprzęty co chwila wpadają pod nogi i nie można dodzwonić się po taksówkę. W ostatniej chwili zadyszani, spoceni, zirytowani wpadamy na perony Centralnego: drugi, gdy ciągnie nas ku północy, trzeci - gdy interesa wypadły na południu. Nie ma już czasu szukać wagonu, w którym mamy zarezerwowane miejsca, najwygodniej wsiąść od razu do Warsu. Jajeczniczka, kawka-herbatka i tradycyjne piwko... Co? Słucham? Ależ nie, nie bezalkoholowe, normalne, takie jak zwykle, takie jak od wielu lat na tej trasie. Dokładnie takie jak to, które sprzedaje Mariola Wafelek w "Pociągu do Hollywood". Może być nawet ze zdechłą muchą, ale również z tymi kilkoma czułymi procentami. Że co? Jak to nie ma, jakie pismo? Niech pan nie żartuje! To skandal! Wysiadam! Niestety, pociąg już minął rogatki Warszawy i nie ma szans na rezygnację z podróży. Trzeba jechać tą smutną trasą, smutną nadzwyczaj, odkąd w połowie marca dyrekcja Warsu wprowadziła bezwzględny zakaz sprzedaży piwa w swoich wagonach. Ajenci mknących po szynach barów pokazują zrozpaczonym klientom skserowany okólnik z przepisami ustawy o wychowaniu w trzeźwości. Uśmiechają się bezradnie, bo opisane w piśmie restrykcje brzmią groźnie. - Pan rozumie, każdy chce pracować - i nie dają się namówić na żadne odstępstwa. Na bufecie żałośnie brzęczą uderzające o siebie butelki bezalkoholowego Żywca i napoju słodowego Karmi. Nikt na nie nawet nie spojrzy.

Nie pierwszy to w ostatnich miesiącach zamach dyrekcji Warsu na nasze pasażerskie przyzwyczajenia. Jeszcze we wrześniu wprowadzono ujednolicone dla wszystkich wagonów barowych znormalizowane menu. Zlekceważono rozkwitającą kulinarną kreatywność poszczególnych ajentów. A są wśród nich naprawdę doświadczeni gastronomicy, ludzie, którzy od dziesięcioleci znają gusta kolejowej publiczności: jedni specjalizowali się w kremowym żurku z białą kiełbaską, inni serwowali całe dwudaniowe obiady, jeszcze inni czarowali sałatkami i bigosem. Prawdziwym specjałem stały się treściwe kanapki, w niektórych wagonach dania podawano na prawdziwych talerzach, a kawę - w filiżankach. Nie na darmo wagon barowy ekspresu Kaszub znalazł się w finale konkursu Teraz Polska. Niestety, jednym bezmyślnym ruchem zaprzepaszczono tę całą różnorodność. Normatywny jadłospis wprowadził kilkanaście banalnych pozycji o stałych cenach, a poszerzanie asortymentu zostało kategorycznie zabronione. Warsowi pracownicy zupełnie stracili serce do swej pracy, dlatego też miast dopieszczonego domowego bigosu mamy ohydną kapustę ze słoika, zamiast babcinego żurku - gorący kubek z torebki. Do tego smażona kiełbasa z serem, flaki z Pudliszek, napuchnięte sine parówki i kotlet w przesiąkniętej tłuszczem panierce. A wszystko jak za czasów PRL realizowane przez centralny system zaopatrzenia. Wars, który przez kilkanaście ostatnich lat odbudowywał swoją kulinarną reputację, z dnia na dzień powrócił do standardów gastronomii uspołecznionej. Tyle że teraz, w warunkach tzw. wolnego rynku, zwie to się dumnie usieciowieniem i w przedsiębiorstwie zorganizowanym na zasadach spółki akcyjnej jest dowodem biznesowego racjonalizmu. I być może dałbym się nawet do tego przekonać, gdyby nie ostatnie regulacje dotyczące piwa świadczące o tym, że dyrekcja Warsu najwyraźniej straciła resztki zdrowego rozsądku. Podróżującym rodakom można w ostateczności odebrać prawo do smacznych parówek czy flaczków, ale z piwkiem umilającym długie, coraz dłuższe godziny kolejowej eskapady tak łatwo już nie pójdzie. Iluż malowniczych scen literackich i filmowych pozbawiona byłaby polska kultura, gdyby nie browarek w Warsie? Iluż romansów nieprzeżytych, iluż myśli złotych niewypowiedzianych, gdyby nie chmielowy zawrót głowy między Koluszkami a Kutnem. Tej tradycji zaprzepaścić nie wolno. No pasaran!

Wars SA, Dyrekcja Naczelna, 04-028 Warszawa, al. Stanów Zjednoczonych 61 a, e-mail: wars@wars.pl

Podziel się