kino, teatr, muzyka

Warszawa

Wook

Maciej Nowak
19.05.2006 , aktualizacja: 23.11.2010 16:54
A A A Drukuj
Narzędzie zbrodni nie może leżeć na stole - tę konfucjańską zasadę Chińczycy wyznają od stuleci
Noże trzymają zatem z dala od biesiadników, a ich potrawy przyrządzane są z drobno pokrojonych produktów, które do ust wkłada się wyłącznie za pomocą zwinnych pałeczek. Mądrość Konfucjusza po stokroć zrozumiałem kilka dni temu w nowo otwartym Wooku w podziemiach hotelu Marriott. Gdyby bowiem jakieś ostre narzędzie znalazło się w moim bezpośrednim sąsiedztwie, mogłoby się zdarzyć, że felieton ten pisałbym już nie na komputerze, lecz odręcznie w jakimś ustronnym, a mało komfortowym odosobnieniu. Jadłbym zaś tam, kto wie, czy nie smaczniej. Wielkie bowiem rozczarowanie budzi knajpa, w której świetne pierwsze, drugie i trzecie wrażenia starczyć muszą za wszystkie pozostałe aż do końca posiłku.

Początek jest rzeczywiście wyśmienity: w dawnej restauracji Patio urządzono lokal przykuwający wzrok czarno-czerwoną kolorystyką mebli i ścian, rozświetlony blaskiem padającym z akwariów, w których pluszczą się złociste welony. Gdzieś w głębi ogromny ciąg kuchenny z buchającymi wysoko płomieniami pieszczącymi głębokie chińskie patelnie zwane wokami. Również następna myśl o tym miejscu rodzi się miła, a wywołuje ją spojrzenie w menu. Mimo ekskluzywnej lokalizacji i eleganckiego wystroju ceny są po prostu szokujące: wszystkie dania kosztują między 4 a 6 zł, a kieliszek szybkiej czyściochy wchłonąć można za jednego jedynego piątaka. Trzecie ciepłe skojarzenie budzi możliwość wypożyczania przez gości Wooku notebooków za 6 gr za minutę i korzystania za darmo z bezprzewodowego dostępu do sieci. Żyć nie umierać, chciałoby się zakrzyknąć, gdyby nie to, że po etapie olśniewających marketingowych pomysłów nadchodzi moment konfrontacji z samymi potrawami.

Porcje są malutkie, ale nie w tym problem, bo przecież urok chińskiej kuchni polega właśnie na możliwości raczenia się wieloma specjałami jednocześnie. Zamawiamy zatem ich całą paletę, grzebiemy w kolejnych miseczkach i ogarnia nas coraz czarniejsza rozpacz. Kaczka chrupiąca niczym właściwie nie różni się od chrupiącego ozorka, a nawet od chrupiącej ryby. W dodatku każde z nich ułożone jest na grubej podściółce z kapuścianej surówki, dzięki czemu na stół wjeżdżają już praktycznie zimne. Nie istnieje też metoda, by odnaleźć cechy szczególne cynaderek smażonych z grzybami mun i kiełkami, wątróbek duszonych z warzywami, wieprzowiny w sosie ostrygowym czy wołowiny po seczuańsku. Prawdę powiedziawszy, również próba odróżnienia ich od zwykłych warzyw smażonych skazana jest na klęskę, bo za każdym razem potrawami tymi rządzi niepodzielnie glutaminian sodu. Słyszycie, jak to brzmi? Glutaminian sodu! I jeszcze trzeba to wkładać do buzi!

Nie liczcie też na sakiewki z farszem, pod którą to nazwą kryją się gotowane na parze pierożki dim dum. W oryginale obróbka gorącą rosą sprawia, że kluseczki są sprężyste i pełne powietrza. W Wooku cała para poszła chyba w gwizdek, bo kluseczki przypominają ołowiane kule do muszkietów. Pierożki z owocami morza z kolei sprawdziłyby się znakomicie jako amunicja do moździerzy: są twarde i bez smaku. Do ostrzału osłaniającego proponuję też używać kalmarów i krewetek w cieście. Usmażono je odpowiednio dawno, by swoją konsystencją wyrządzić poważne straty w szeregach wrogiej armii.

Militarny nastrój nieco mi przechodzi, gdy pomyślę o tutejszych żeberkach: pokrojone na malutkie kawałki dosłownie same rozpadają się na drobne cząstki i smakują wybornie. Jakby przyrządzano je w zupełnie innej kuchni, na przykład, nie przymierzając, u legendarnej pani Ou na Hożej. Jeżeli nie będziecie się mogli oprzeć pokusie wódeczki za 5 zł i zgubny nałóg przywiedzie was mimo wszystko do Wooku, bezpiecznym zamówieniem wydają mi się również zupy: wan tan z pierożkami o nieodgadnionym farszu oraz pikantno-słodkawa kokosowa z kawałkami kurczaka. Mnie tam już nie zobaczycie, gdyż po tym tekście wolałbym jednak nie weryfikować na sobie samym, czy przybysze z Państwa Środka zawsze są wierni mądrościom Konfucjusza i narzędzia zbrodni rzeczywiście trzymają z dala od stołu.

Wook, Hotel Marriott, Al. Jerozolimskie 65/79, poziom -1, tel. 0 22 630 74 74, nie można płacić kartą, www.wook.pl



Podziel się

  • Re: Wook super_benek 01.09.06, 13:43

    Po kilku wizytach w Wooku wyrobiłam już sobie osąd: dania "główne" (a raczej ich mini wersje) w przeważającej większości baardzo dobre, są świeże i wbrew opinii naszego Nowaka na pewno nie »

  • Artis w Zachęcie pl.Malachowskiego w W-wie gniewna2 01.09.06, 17:26

    Przestrzegam wszystkich przed nieuczciwością w tym lokalu.Urządzałam tam ślubćórki.Porcje ustalone są okropnie okrojone.Nawet dodatkowo doniesiona żywnoścprzeze mnie ,została wyniesiona »