Mielżyński
26.05.2006
, aktualizacja: 06.08.2009 12:32
Zachwycający barek w składzie win, którego siłą są antipasti
Co się składa na udany wieczór? Miły lokal, smaczne jedzenie, ale przede wszystkim towarzystwo w doskonałym humorze. I dlatego, gdy przed kilkoma dniami pojawiłem się w winiarni Mielżyńskiego przy Burakowskiej 5/7, byłem skazany na totalną porażkę. J. po ciężkim dniu w biurze prezentował swoją najefektowniejszą kolekcję fochów, P. z kolei nie mógł się wyzwolić spod 1242 faktur VAT, które rejestrował w swej nowej pracy od godziny 6 rano. Nie było sytuacji, która nie mogłaby stać się pretekstem do okazania wisielczego nastroju. Dostało się kierowcy taksówki, kelnerka za długo szukała dla nas stolika, a popielniczka pojawiła się po całych, skandalicznie długich dwóch minutach. Naprawdę moi przyjaciele dali popis, przy którym ekscesy Asasello, Korowiowa i Behemota można zakwalifikować jako liryczny występ estradowy zespołu seniorów Pogodna Jesień. Wydawało się, że nie ma dla mnie żadnej nadziei. Jednak czary antrepryzy Mielżyńskiego same zaczęły działać. Najpierw jakieś ruchliwe, młodzieńcze rose pachnące kwaśno-słodkimi jagodami, potem chłodne, delikatne spumante prosecco, a w końcu eleganckie niczym suknia z ciężkiej czerwonej tafty bordeaux Chateau Seigla-Laplagne. I udało się. Złość i frustracja, czepialstwo i znużenie ulotniły się nie wiem gdzie. Ich miejsce zajął zachwyt nad miejscem, w którym się znaleźliśmy. Bo zachwycać się jest naprawdę czym. Szczególnie w gorący majowy wieczór, gdy na stolikach i beczkach ustawionych między drzewami przed lokalem pełgają światełka lampionów, błyszczą liście winnej latorośli oplatającej fasadę budynku, a gdzieś tam wysoko w złocistej poświacie unosi się kopuła kościoła św. Karola Boromeusza.
Robert Mielżyński, Polonus z Kanady, enolog i plantator winnej latorośli, od kilku lat prowadzi swój skład win w postindustrialnej okolicy ronda Babka. Za sąsiadów ma kluby Piekarnia i CDQ, studio fryzjerskie Hupalo/Wolff, biura kilku agencji reklamowych oraz... zakłady kamieniarskie obsługujące pensjonariuszy pobliskich Powązek. Brrr, to nie jest najlepsza lokalizacja dla gastronomii. A jednak oryginalne połączenie hurtowni win z małym bistro stało się miejscem zgoła kultowym. W dużej hali wypełnionej regałami oraz paletami z pudłami pełnymi butelek w kąt wciśnięty jest mały bufet oraz kilka stolików, przy których nadzwyczaj skutecznie leczy się wielkomiejską irytację. Jedzenie jest smaczne, choć o charakterze barowym: każdego dnia inne menu przygotowuje zaprzyjaźniona firma kateringowa, a wypisywane jest ono kredą na tablicy stojącej na szynkwasie. Mnie udało się zmierzyć z pysznym ragout z jagnięciny, zupełnie przyzwoitym boaufem Strogonofem oraz nieco zbyt zapomidorowionymi canelloni ze szpinakiem. Godne uwagi wydały się też zupy kremy: selerowa, kalafiorowa (przydałaby się jej szczypta gałki muszkatołowej) oraz najlepsza z nich wszystkich soczewicowa. Słona ponad jadalną miarę była quiche ze szpinakiem, zaś pierogi z tymże samym zielonym nadzieniem zupełnie niepotrzebnie wypaćkano jakimś podejrzanym różowym sosem. Ale nie w ciepłych daniach tkwi istota tego barku. Jego siłą są antipasti, czyli małe i nieco większe przegryzki do wina. Talerz włoskich serów, półmisek wędlin ze świeżo skrojoną szynką parmeńską, terrina z dzika, pepperoni, plastrami półgęsków i miseczka smalcu z kaczki to oferta klasycznie doskonała. Nie brakuje jej absolutnie niczego. A gdy domówicie jeszcze sałatę z kilkoma gatunkami kozich serów, suszonymi pomidorami oraz piklami i sięgniecie do nieprzebranych winnych bogactw Mielżyńskiego, to może się okazać, że popadacie w okowy najwspanialszego z grzechów. A dzisiaj z powodów wiadomych grzeszyć podobno nie wypada. Dzisiaj w mieście mamy św. Prohibicję. Dlatego na Burakowską 5/7 wybierajcie się dopiero od jutra.
Mielżyński, Burakowska 5/7, www.mielzynski.pl, tel. 0 22 636 87 09, 887 38 05, można płacić kartą.
Robert Mielżyński, Polonus z Kanady, enolog i plantator winnej latorośli, od kilku lat prowadzi swój skład win w postindustrialnej okolicy ronda Babka. Za sąsiadów ma kluby Piekarnia i CDQ, studio fryzjerskie Hupalo/Wolff, biura kilku agencji reklamowych oraz... zakłady kamieniarskie obsługujące pensjonariuszy pobliskich Powązek. Brrr, to nie jest najlepsza lokalizacja dla gastronomii. A jednak oryginalne połączenie hurtowni win z małym bistro stało się miejscem zgoła kultowym. W dużej hali wypełnionej regałami oraz paletami z pudłami pełnymi butelek w kąt wciśnięty jest mały bufet oraz kilka stolików, przy których nadzwyczaj skutecznie leczy się wielkomiejską irytację. Jedzenie jest smaczne, choć o charakterze barowym: każdego dnia inne menu przygotowuje zaprzyjaźniona firma kateringowa, a wypisywane jest ono kredą na tablicy stojącej na szynkwasie. Mnie udało się zmierzyć z pysznym ragout z jagnięciny, zupełnie przyzwoitym boaufem Strogonofem oraz nieco zbyt zapomidorowionymi canelloni ze szpinakiem. Godne uwagi wydały się też zupy kremy: selerowa, kalafiorowa (przydałaby się jej szczypta gałki muszkatołowej) oraz najlepsza z nich wszystkich soczewicowa. Słona ponad jadalną miarę była quiche ze szpinakiem, zaś pierogi z tymże samym zielonym nadzieniem zupełnie niepotrzebnie wypaćkano jakimś podejrzanym różowym sosem. Ale nie w ciepłych daniach tkwi istota tego barku. Jego siłą są antipasti, czyli małe i nieco większe przegryzki do wina. Talerz włoskich serów, półmisek wędlin ze świeżo skrojoną szynką parmeńską, terrina z dzika, pepperoni, plastrami półgęsków i miseczka smalcu z kaczki to oferta klasycznie doskonała. Nie brakuje jej absolutnie niczego. A gdy domówicie jeszcze sałatę z kilkoma gatunkami kozich serów, suszonymi pomidorami oraz piklami i sięgniecie do nieprzebranych winnych bogactw Mielżyńskiego, to może się okazać, że popadacie w okowy najwspanialszego z grzechów. A dzisiaj z powodów wiadomych grzeszyć podobno nie wypada. Dzisiaj w mieście mamy św. Prohibicję. Dlatego na Burakowską 5/7 wybierajcie się dopiero od jutra.
Mielżyński, Burakowska 5/7, www.mielzynski.pl, tel. 0 22 636 87 09, 887 38 05, można płacić kartą.
-
Ile razy planujesz Pan reklamować ten geszeft?
ubogacony_w_walce_o_wolnosc
26.05.06, 18:41
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=287&w=17629801&a=17629801»
-
Re: Mielżyński
goch1
15.09.06, 14:36
Faktycznie, małe procje i czasami zimno, ale ogólnie bardzo miły klimat. Zupełnie jak nie w Polsce. Oraz guzik mnie obchodzi czy Mielzynski ma dyplom czy go nie ma! »
-
Mielżyński a sprawa polska
joedow
17.01.08, 21:37
Szanowni Państwo, otóż mamy wolny rynek. Jeśli komuś u Mielżyńskiego zbyt drogoalbo dania nie na jego podniebienie - no cóż można jadać gdzie indziej. Zresztąu Mielżyńskiego się nie jada - »


