Dziki ryż
29.09.2006
, aktualizacja: 23.11.2010 16:43
Z ciupeńkiego barku przy Hożej balansującego na granicy bankructwa w ciągu roku przemienił się w obszerną restaurację na Puławskiej 24b
RAPORTY
Za kształt tego lokalu odpowiedzialni jesteśmy wspólnie. Ja i Państwo. I proszę się tego nie wypierać. Gdy rok temu napisałem felieton o Dzikim ryżu, malutkim barku na Hożej serwującym pyszne domowe chińskie jedzenie, czytelnicy "Gazety Co Jest Grane" ruszyli doń hurmem. Przez pierwsze dni pod wejściem ustawialiście się Państwo w długie kolejki, stara nieduża kuchnia z dwoma palnikami zepsuła się już po kilku godzinach, a ci, którzy odkryli lokalik jeszcze przede mną zżymali się głośno, że zniszczyłem ich mały azyl. Ale właściciele Dzikiego ryżu nie są w gastronomii nowicjuszami. To córka i wnuk słynnego pana Ou. Chińczyka, który pojawił się w Polsce w latach 20., by w 1958 roku zostać dyrektorem pierwszej w Warszawie restauracji chińskiej Szanghaj przy Marszałkowskiej. Wyniesione z domu gastronomiczne doświadczenie sprawiło, że w ciągu kilku dni po publikacji tekstu sytuację na Hożej udało im się opanować na tyle, iż Dziki ryż stał się jednym z ulubionych miejsc Warszawy. I z ciupeńkiego barku balansującego na granicy bankructwa w ciągu roku przemienił się w obszerną restaurację na Puławskiej 24b.
Przedstawicielom rodziny Ou udała się rzecz niebywała: przy okazji przenosin udało się zachować szczególny klimat miejsca, mimo że powierzchnia zwiększyła się zasadniczo. Możemy poczuć się tu trochę, jak na planie "Spragnionych miłości" w reż. Wong Kar-Waia. Te same sepie, zżółkłe ściany (w Dzikim ryżu wylepione starymi chińskimi gazetami) oraz układ stolików sprzyjający kameralnym zbliżeniom. I upragniony przez bohaterki filmu garnek na ryż z termostatem, który pan Chan przywiózł żonie z Japonii. Taki sam stoi też na Puławskiej. I tylko brakuje kleiku sezamowego, za którym tęskni pani Chan, a jeśli nie jego to przynajmniej jakiegokolwiek azjatyckiego deseru. Bo placek ze śliwką czy modne tiramisu nie zastąpią zapamiętanych z Hożej kawałków banana smażonych w głębokim tłuszczu, podawanych w cytrusowym kisielu.
A poza tym wszystko gra. W nowym Dzikim ryżu znajdziecie wszystko, co polubiliście w poprzednim lokalu rodziny Ou: pokrojone na pojedyncze kostki marynowane żeberka w ciemnym, słodkim sosie (26 zł), wołowina z sezamem (28 zł), czerwone curry z wołowiną (28 zł) czy dużymi krewetkami (36 zł). Nie jest to kuchnia ortodoksyjna, mieszają się w niej tradycje chińskie, tajskie i japońskie, a wszystko przyrządzone z wyczuciem polskich gustów. Nie lubimy zbyt ostro - ostro nie będzie, choć pani Ou serce się kroi, że Polacy słabo rozumieją dalekowschodnie smaki. Z nowości warto spróbować japońskich makaronów soba. Razem z dużą ilością świeżych ziół, chrupiących warzyw i jajek podają je w towarzystwie kurczaka (26 zł), wołowiny (28 zł), grillowanego łososia (wielka porcja za 29 zł) lub krewetek (32 zł). Ja zaś obiadek w Dzikim ryżu najczęściej pochłaniam w zestawie następującym. Na początek robiona na miejscu zimna zielona herbata (6 zł). Potem przystawka z grillowanego tofu z sosem orzechowym (24 zł), na koniec solidna zupa tajska na mleczku kokosowym z krewetkami (22 zł). Lubię ją jeść na sposób chiński, choć wielkim znawcą kuchni wschodniej nie jestem. Robię to na odpowiedzialność pani Ou, która twierdzi, że jej krewni przyjeżdżający z Chin nawet zupy jedzą pałeczkami. Za ich pomocą wyławiamy krewetki, warzywa, makaron, zaś sam wywar wypijamy z miseczki, podnosząc ją do ust. To naprawdę duża zabawa.
I na koniec rzecz w orientalnej restauracji nie do zlekceważenia: w Dzikim ryżu w ogóle nie pachnie kuchennymi wyziewami.
Dziki ryż, ul. Puławska 24b (między Narbutta a Madalińskiego), tel. 0 22 848 00 60, czynne od 11 do 22, można płacić kartą

Przedstawicielom rodziny Ou udała się rzecz niebywała: przy okazji przenosin udało się zachować szczególny klimat miejsca, mimo że powierzchnia zwiększyła się zasadniczo. Możemy poczuć się tu trochę, jak na planie "Spragnionych miłości" w reż. Wong Kar-Waia. Te same sepie, zżółkłe ściany (w Dzikim ryżu wylepione starymi chińskimi gazetami) oraz układ stolików sprzyjający kameralnym zbliżeniom. I upragniony przez bohaterki filmu garnek na ryż z termostatem, który pan Chan przywiózł żonie z Japonii. Taki sam stoi też na Puławskiej. I tylko brakuje kleiku sezamowego, za którym tęskni pani Chan, a jeśli nie jego to przynajmniej jakiegokolwiek azjatyckiego deseru. Bo placek ze śliwką czy modne tiramisu nie zastąpią zapamiętanych z Hożej kawałków banana smażonych w głębokim tłuszczu, podawanych w cytrusowym kisielu.
A poza tym wszystko gra. W nowym Dzikim ryżu znajdziecie wszystko, co polubiliście w poprzednim lokalu rodziny Ou: pokrojone na pojedyncze kostki marynowane żeberka w ciemnym, słodkim sosie (26 zł), wołowina z sezamem (28 zł), czerwone curry z wołowiną (28 zł) czy dużymi krewetkami (36 zł). Nie jest to kuchnia ortodoksyjna, mieszają się w niej tradycje chińskie, tajskie i japońskie, a wszystko przyrządzone z wyczuciem polskich gustów. Nie lubimy zbyt ostro - ostro nie będzie, choć pani Ou serce się kroi, że Polacy słabo rozumieją dalekowschodnie smaki. Z nowości warto spróbować japońskich makaronów soba. Razem z dużą ilością świeżych ziół, chrupiących warzyw i jajek podają je w towarzystwie kurczaka (26 zł), wołowiny (28 zł), grillowanego łososia (wielka porcja za 29 zł) lub krewetek (32 zł). Ja zaś obiadek w Dzikim ryżu najczęściej pochłaniam w zestawie następującym. Na początek robiona na miejscu zimna zielona herbata (6 zł). Potem przystawka z grillowanego tofu z sosem orzechowym (24 zł), na koniec solidna zupa tajska na mleczku kokosowym z krewetkami (22 zł). Lubię ją jeść na sposób chiński, choć wielkim znawcą kuchni wschodniej nie jestem. Robię to na odpowiedzialność pani Ou, która twierdzi, że jej krewni przyjeżdżający z Chin nawet zupy jedzą pałeczkami. Za ich pomocą wyławiamy krewetki, warzywa, makaron, zaś sam wywar wypijamy z miseczki, podnosząc ją do ust. To naprawdę duża zabawa.
I na koniec rzecz w orientalnej restauracji nie do zlekceważenia: w Dzikim ryżu w ogóle nie pachnie kuchennymi wyziewami.
Dziki ryż, ul. Puławska 24b (między Narbutta a Madalińskiego), tel. 0 22 848 00 60, czynne od 11 do 22, można płacić kartą

-
Re: Dziki ryż
mama.toli
25.08.07, 20:01
Niestety: fatalnie, fatalnie, fatalnie. Jedzenie okropne, obsługa dramatyczna ido tego długo czekaliśmy. Zrobiliśmy 3 podejścia, żeby dać sznasę. Natępnej jużnie damy. Jest za dużo fajnych »
-
Re: Dziki ryż
ardzuna
13.10.07, 23:32
Byłam tam raz i wyszłam głęboko zawiedziona. Przede wszystkim jest to lokal całkowicie nieprzyjazny dla wegetarian - wybór dań wege prawie żaden, a w dodatku z nich zawierała trawe cytrynową»


