kino, teatr, muzyka

Warszawa

Mandala

Maciej Nowak
08.12.2006 , aktualizacja: 23.11.2010 16:37
A A A Drukuj
Kocham tę Warszawę, a Mandala to ważna stacja w procesie jej ponownej kolonizacji
Sympatyczni Brzuchomówcy, recenzenci kulinarni "Aktivista", donoszą w swym ostatnim tekście, że podczas pewnego warszawkowego bankieciku próbowali się umówić ze mną na wspólną wyprawę gastronomiczną. W rzeczy samej, powstał taki koncept, który nawet z uwagi na naprawdę niepodważalną sympatyczność młodych dziennikarzy odebrałem jako rodzaj, hm... wyróżnienia. Tyle tylko że najprawdopodobniej wszyscy przedobrzyliśmy we wznoszeniu kolejnych toastów za naszych gospodarzy. Ja zrozumiałem, że wybieramy się do Kucharzy do Europejskiego, oni tymczasem, jak wynika z tekstu, pomknęli do Mandali na Emilii Plater. Pomyłki owej nie żałuję, bo Kucharze to jedna z najradośniejszych przygód restauracyjnych mego życia. Jeżeli w ogóle nad czymś trochę boleję, to raczej nad faktem, że w Mandali zjawiłem się w towarzystwie starych druhów L. i W., a nie urodziwych i wystylizowanych Brzuchomówców. Moi kompanioni mają swoje niepodważalne zasługi na polu konsumpcji i niemałe możliwości, jednak Mandala to miejsce zdecydowanie dla ludzi młodszych i mniej wujowatych. W rozpadającym się fabrycznym budyneczku w głębi parceli przy ulicy Emilii Plater 9/11 najlepiej poczuje się publiczność z kręgów alternatywnych, młodzi artyści i aspirujący do tego miana. To do nich adresowane jest menu z tonami indyjsko-nepalskimi, to o nich myśli autor tutejszej play listy i animator aktywności klubowej, to oni docenią kunszt tatuaży i piercingu na ciele czerwonowłosej menedżerki.

Samo jedzenie przygotowywane przez kucharza z Nepalu jest smaczne i stylowe. Pyszna jest chrupka wegetariańska samoa (10 zł), zabielana indyjska zupa z kurczakiem (10 zł), kurczaki, kaczki i ryby w różnokolorowych curries (19-22 zł) czy tofu z orzechami nerkowca (22 zł). Jadłem to z przyjemnością, jednak żołądek załopotał mi z przejęcia właściwie tylko raz, przy okazji lassi (10 zł), napoju z domowego jogurtu i przetartego mango. Miało to konsystencję puchatego kogla-mogla, zapach sklepu korzennego zagubionego w jakiejś starożytnej medynie i orzeźwiający, kwaskowaty smak. Ale nie o gastronomiczne olśnienia chodzi na Emilii Plater 9/11.

Dzięki Mandali wynurza się nam z czeluści kolejny kawałek Warszawy zapomnianej. To prawdziwy paradoks, że przed kilkoma laty udało się nam odzyskać daleką Starą Pragę, a analogiczne klimaty Śródmieścia ciągle pozostają niedocenione. Naprawdę za łatwo wmówiliśmy sobie, że Warszawa jest miastem nieatrakcyjnym. Dziewiętnastowieczne zrujnowane kamienice i fabryczki, długie ciągi podwórek studni, wytapialnia serów, zakład szczotkarski, pracownia haftowania pościeli i kolorowy gipsowy Pan Jezus błogosławiący temu światu - wszystko to mamy w odległości 200-300 metrów od hotelu Marriott i ścisłego centrum stolicy. Do tego jeszcze uroki wielkomiejskiego życia: almodovarki o smutnych oczach i w kusych futerkach zaczepiające przejeżdżające samochody, panowie zaciągający się trzymanym w dwóch palcach papierosem, pobierający drobny procent od frajerów, którym przyszło do głowy korzystać w środku nocy z miejscowego bankomatu. Kocham tę Warszawę, a Mandala to ważna stacja w procesie jej ponownej kolonizacji.

Mandala, ul. Emilii Plater 9/11, tel. 0 503 639 877, www.mandalaklub.com



Podziel się

  • Re: Mandala super_benek 03.08.07, 15:30

    Hmm, byłam przygotowana na ascetyczne wystrój, ale rzeczywistość mimo wszystko mnie dobiła - puste i duszne wnętrze spowodowało, że wylądowaliśmy przy średnio wygodnym stoliku na podwórzu. »