Dekanta
26.01.2007
, aktualizacja: 23.11.2010 16:33
To lokal przede wszystkim dla publiczności męskiej
Uprzejmie donoszę, że dałem się zwariować. To znaczy, przepraszam, zlustrować. Wobec pojawiających się tu i ówdzie podejrzeń, że dostaję w restauracjach podwójne porcje, smaczniejsze kotlety i mniej słone zupy, zmuszony byłem przystać na propozycję lustracji. Wyszła ona ze strony doświadczonych w tych kwestiach dziennikarzy TVN, którzy z czterema ukrytymi kamerami i podobną ilością mikrofonów podglądali mój obiadek w nowo otwartej bawarskiej restauracji Dekanta. Łatwo się mówi - podglądali, trudniej natomiast wziąć udział w tym całym przedsięwzięciu. Dość powiedzieć, że zanim weszliśmy do knajpy, przez ponad godzinę na dotkliwym chłodzie, w bramie jednej z kamienic przy Wilczej, montowaliśmy na sobie metry kabli, podpinaliśmy kamery i sprawdzaliśmy łączność. Redaktor prowadzący zażądał ode mnie przysięgi, że nie zdradzę tajemnic systemu operacyjnego, co uczyniłem ze zrozumieniem. Mam pełną świadomość, że od tego zależy trwałość jeszcze niejednej koalicji rządzącej Polską. A przecież kocham mój kraj, kocham rządzące nim koalicje i uwielbiam, jak wszyscy dzisiaj, bawić się w agentów i demaskatorów.
Gdy ostatecznie podłączeni do systemu operacyjnego wkraczaliśmy do restauracji, przypomniałem sobie opowieści mej wiekowej przyjaciółki J., która do śmierci nie mogła zrozumieć, jak to się stało, że hitlerowcy podczas okupacji nie wyłapali ze stołecznych ulic wszystkich żołnierzy AK. Do dobrego sznytu wśród młodych konspiratorów należało prowadzanie się po Warszawie w oficerkach i skórzanych kurtkach, co jednoznacznie zdradzało przynależność bojową. Również i my naszpikowani elektroniką, jak najnowsze modele canonów, nie mogliśmy nie zwracać na siebie uwagi, tym bardziej, że co chwilę kolejny sprzęt odmawiał współpracy, a to wymagało interwencji technika czuwającego na zewnątrz. Cały ten cyrk obsługa lokalu zniosła ze stoickim spokojem i z wielką klasą udawała, że nie dostrzega prowokacji. Ale cóż, w obecnych czasach być może tego typu umiejętności należą do podstaw kelnerskiego majstersztyku? Nic nie widzieć, niczemu się nie dziwić i z uspokajającym uśmiechem obsługiwać kolejnych wariatów?
Siedząca ze mną koleżanka redaktorka miała ukrytą kamerę (nie mogę ujawnić gdzie), również dwie następne koleżanki zainstalowane przy sąsiednim stoliku posiadały urządzenia rejestrujące (do utajnienia ich lokalizacji zobowiązuje mnie wspomniana wyżej przysięga). Nadeszła godzina ,,0'', koleżanki redaktorki wstrzymały oddech, a ja zacząłem zamawiać potrawy Tatar wołowy (20 zł), smaczny, choć ze zbyt drobno zmielonego mięsa i w podejrzanym towarzystwie posiekanych buraczków. Carpaccio z łososia norweskiego (18 zł), nienaturalnie pomarańczowe i pachnące zbyt intensywnie rybą, za to ze świetnym sosikiem musztardowo-koperkowym. Poprawne carpaccio z wołowiny (24 zł) udekorowane oryginalnie ciepłymi, smażonymi borowikami. Boeuf Stroganov (16 zł) z kruchutkiej wołowiny, natomiast w sosie dość odległym od pierwowzoru: obecność przecieru pomidorowego i pokrojonych ogórków mnie do gustu nie przypadła, ale niektórzy mogą uznać to za walor. Pachnący leśnymi grzybami bigos z dużą ilością mięsa (15 zł) akuratnie półkwaśny. Białe, delikatne kiełbaski monachijskie (18 zł) podawane w gorącej wodzie i ze słodką miodową musztardą. Sałata ze świeżego szpinaku w czosnkowym majonezie, w towarzystwie chrupkiego boczku i grzanek (16 zł). Niewyraźna zupa maślakowa (12 zł) i mętnawy rosół z ponoć domowym makaronem (8 zł)
Po zupach czas na ryby: świetnego, świeżego, rozchodzącego się na pojedyncze włókna sandacza w jeszcze lepszym sosie z białych części pora (29 zł) oraz zupełnie przeciętny bukiet z kilku rodzajów ryb smażonych (26 zł). Niestety, wstydliwą propozycją okazała się golonka (29 zł), która w lokalu wystylizowanym na bawarską bierstube powinna być potrawą flagową. Na talerzu znalazłem tymczasem twardą świńską nogę, która co prawda ładnie pachniała piwem, ale już zupełnie nieprzyzwoicie opierała się sztućcom. Niestety, nie lepiej było z żeberkami (34 zł), o których pamięć wszelaka niech zaniknie. A kysz, a kysz, a kysz! Rehabilitację kucharzowi zapewnił dopiero bardzo obszerny i bardzo smakowity wienerschnitzel z sałatką ziemniaczaną (25 zł). Tak, z takim kawałkiem panierowanego, smażonego mięsa można już zawalczyć o sympatię krawatowej klienteli. Bo Dekanta to lokal przede wszystkim dla publiczności męskiej, lubiącej spędzać czas przy kuflach weissbier i ciężkiej, kalorycznej kuchni.
Tym razem ogromna sala była jednak dość pusta, a ja w spokojnym, profesjonalnym rytmie testowałem kolejne potrawy. Odrobinka tatara, kąsek delikatnej kiełbaski, widelczyk bigosu, dwa listki szpinaku, po łyżce każdej z zup, kawałeczek sznycla Płynęły kolejne kwadranse, zegar odmierzał pierwszą, drugą, trzecią godzinę. Gastronomiczna lustracja to nuda. Obiektyw kamery mojej towarzyszki zza stołu pokrył się zimną parą (naprawdę nie mogę ujawnić, gdzie był ukryty), pijące obok cienką herbatkę koleżanki redaktorki coraz głośniej przełykały ślinę, obserwując odnoszone na zmywak prawie pełne porcje zdegustowanych już potraw, ukrytym w samochodzie operatorom żołądek przywarł do kręgosłupa. A tu skandalu, jak nie ma, tak nie ma. Jest zwykła, cotygodniowa praca. Moja, kucharzy i kelnerów.
I dopiero w chwilę po wyjściu, po zdemontowaniu sławetnego systemu operacyjnego, ogarnęła mnie straszliwa wątpliwość. Czy bawiąc się w agentów, nie powtarzamy aby scenariuszy, których obecności nie tolerujemy w przeszłości? Czy od strony moralnej bycie tajnym współpracownikiem dzisiaj różni się wiele od bycia TW niegdyś? Nie było rady, z takimi rozterkami okazała się duża wódka. Mam nadzieję, że tym razem już bez ukrytych kamer.
Dekanat, ul. Marszałkowska 55/73, tel. 0 22 622 45 94, 0 22 621 96 75, www.dekanta.pl, można płacić kartą

Gdy ostatecznie podłączeni do systemu operacyjnego wkraczaliśmy do restauracji, przypomniałem sobie opowieści mej wiekowej przyjaciółki J., która do śmierci nie mogła zrozumieć, jak to się stało, że hitlerowcy podczas okupacji nie wyłapali ze stołecznych ulic wszystkich żołnierzy AK. Do dobrego sznytu wśród młodych konspiratorów należało prowadzanie się po Warszawie w oficerkach i skórzanych kurtkach, co jednoznacznie zdradzało przynależność bojową. Również i my naszpikowani elektroniką, jak najnowsze modele canonów, nie mogliśmy nie zwracać na siebie uwagi, tym bardziej, że co chwilę kolejny sprzęt odmawiał współpracy, a to wymagało interwencji technika czuwającego na zewnątrz. Cały ten cyrk obsługa lokalu zniosła ze stoickim spokojem i z wielką klasą udawała, że nie dostrzega prowokacji. Ale cóż, w obecnych czasach być może tego typu umiejętności należą do podstaw kelnerskiego majstersztyku? Nic nie widzieć, niczemu się nie dziwić i z uspokajającym uśmiechem obsługiwać kolejnych wariatów?
Siedząca ze mną koleżanka redaktorka miała ukrytą kamerę (nie mogę ujawnić gdzie), również dwie następne koleżanki zainstalowane przy sąsiednim stoliku posiadały urządzenia rejestrujące (do utajnienia ich lokalizacji zobowiązuje mnie wspomniana wyżej przysięga). Nadeszła godzina ,,0'', koleżanki redaktorki wstrzymały oddech, a ja zacząłem zamawiać potrawy Tatar wołowy (20 zł), smaczny, choć ze zbyt drobno zmielonego mięsa i w podejrzanym towarzystwie posiekanych buraczków. Carpaccio z łososia norweskiego (18 zł), nienaturalnie pomarańczowe i pachnące zbyt intensywnie rybą, za to ze świetnym sosikiem musztardowo-koperkowym. Poprawne carpaccio z wołowiny (24 zł) udekorowane oryginalnie ciepłymi, smażonymi borowikami. Boeuf Stroganov (16 zł) z kruchutkiej wołowiny, natomiast w sosie dość odległym od pierwowzoru: obecność przecieru pomidorowego i pokrojonych ogórków mnie do gustu nie przypadła, ale niektórzy mogą uznać to za walor. Pachnący leśnymi grzybami bigos z dużą ilością mięsa (15 zł) akuratnie półkwaśny. Białe, delikatne kiełbaski monachijskie (18 zł) podawane w gorącej wodzie i ze słodką miodową musztardą. Sałata ze świeżego szpinaku w czosnkowym majonezie, w towarzystwie chrupkiego boczku i grzanek (16 zł). Niewyraźna zupa maślakowa (12 zł) i mętnawy rosół z ponoć domowym makaronem (8 zł)
Po zupach czas na ryby: świetnego, świeżego, rozchodzącego się na pojedyncze włókna sandacza w jeszcze lepszym sosie z białych części pora (29 zł) oraz zupełnie przeciętny bukiet z kilku rodzajów ryb smażonych (26 zł). Niestety, wstydliwą propozycją okazała się golonka (29 zł), która w lokalu wystylizowanym na bawarską bierstube powinna być potrawą flagową. Na talerzu znalazłem tymczasem twardą świńską nogę, która co prawda ładnie pachniała piwem, ale już zupełnie nieprzyzwoicie opierała się sztućcom. Niestety, nie lepiej było z żeberkami (34 zł), o których pamięć wszelaka niech zaniknie. A kysz, a kysz, a kysz! Rehabilitację kucharzowi zapewnił dopiero bardzo obszerny i bardzo smakowity wienerschnitzel z sałatką ziemniaczaną (25 zł). Tak, z takim kawałkiem panierowanego, smażonego mięsa można już zawalczyć o sympatię krawatowej klienteli. Bo Dekanta to lokal przede wszystkim dla publiczności męskiej, lubiącej spędzać czas przy kuflach weissbier i ciężkiej, kalorycznej kuchni.
Tym razem ogromna sala była jednak dość pusta, a ja w spokojnym, profesjonalnym rytmie testowałem kolejne potrawy. Odrobinka tatara, kąsek delikatnej kiełbaski, widelczyk bigosu, dwa listki szpinaku, po łyżce każdej z zup, kawałeczek sznycla Płynęły kolejne kwadranse, zegar odmierzał pierwszą, drugą, trzecią godzinę. Gastronomiczna lustracja to nuda. Obiektyw kamery mojej towarzyszki zza stołu pokrył się zimną parą (naprawdę nie mogę ujawnić, gdzie był ukryty), pijące obok cienką herbatkę koleżanki redaktorki coraz głośniej przełykały ślinę, obserwując odnoszone na zmywak prawie pełne porcje zdegustowanych już potraw, ukrytym w samochodzie operatorom żołądek przywarł do kręgosłupa. A tu skandalu, jak nie ma, tak nie ma. Jest zwykła, cotygodniowa praca. Moja, kucharzy i kelnerów.
I dopiero w chwilę po wyjściu, po zdemontowaniu sławetnego systemu operacyjnego, ogarnęła mnie straszliwa wątpliwość. Czy bawiąc się w agentów, nie powtarzamy aby scenariuszy, których obecności nie tolerujemy w przeszłości? Czy od strony moralnej bycie tajnym współpracownikiem dzisiaj różni się wiele od bycia TW niegdyś? Nie było rady, z takimi rozterkami okazała się duża wódka. Mam nadzieję, że tym razem już bez ukrytych kamer.
Dekanat, ul. Marszałkowska 55/73, tel. 0 22 622 45 94, 0 22 621 96 75, www.dekanta.pl, można płacić kartą



