Babooshka
02.02.2007
, aktualizacja: 23.11.2010 16:33
Prosta zabiegałowka w pasażu Szyfmana
Z czasów komunistycznych polska gastronomia wyszła bez lokali dla konsumentów o mało i średnio zasobnych portfelach. Trzeba uznać to za paradoks, bo jednocześnie w innych byłych demoludach ten segment rynku był i jest rozwinięty bardzo dobrze. Nie ma co porównywać się z Czechami, ze Słowakami czy z Węgrami żyjącymi wiedeńskimi tradycjami, ale nawet w krajach postradzieckich rozmaitego typu kotletnyje, pirożnyje, pielmiennyje, czajnyje istnieją niemal na każdym kroku. U nas jedzenie na mieście to element jakiejś skomplikowanej gry społecznej. Prawdziwy Polak je w domu, a jeśli stołuje się na co dzień w restauracjach, to najwyraźniej jest osobą pozbawioną oparcia w rodzinie i zdziwaczałą. Takim, nie przymierzając - Nowakiem.
Piszę o tym przy okazji wizyty w barze Babooshka, bo bez tego kontekstu trudno zrozumieć koncept lokalu znajdującego się w Pasażu Szyfmana koło Teatru Polskiego. Jest on niemal dosłownym cytatem z ulic Moskwy czy Petersburga. Podobnych miejsc są tam setki, niemal identycznie urządzonych i z taką samą ofertą kulinarną. To nie jest restauracja na elegancką kolację, jeśli macie ochotę na taką w noworosyjskim stylu, idźcie do Puszkina na placu Zamkowym. To nie jest knajpa z najlepszymi pielmieniami w mieście, bo w tej konkurencji palmę pierwszeństwa dzierży pani Marina z ulicy Daniłłowiczowskiej. Do Babooshki wpadajcie, by poczuć klimat moskiewskiej zabiegałowki, zanurzyć się w specyficznej estetyce rosyjskiego muzycznego popu, który ciągle płynie z głośników, a przede wszystkim - poznać żelazne potrawy rosyjskiej gastronomii.
A zatem najpierw sałatki: drobno pokrojony śledź pod szubą z majonezu i startych buraczków oraz stołeczna, czyli coś w rodzaju naszej sałatki jarzynowej, tyle że wzbogaconej o mięso kurczaka. W ogóle kuchnia rosyjska niespecjalnie toleruje sałatki wegetariańskie, za każdym razem wzbogaca je o jakiś solidny składnik: rybę, mięso, kraby czy choćby żółty ser. Równie treściwe są zupy gotowane w wielkich garach za barem. W menu Babooshki znajdziecie barszcz ukraiński z kawałkami mięska, kapustą, ziemniakami oraz coś, co zwą tu łapszą, a w istocie jest bardzo esencjonalnym, złocistym rosołkiem z makaronem. Mnie też się naprawdę poszczęściło, gdy odwiedziłem Babooshkę, zupą dnia była ulubiona solanka, czyli gotowana z kilku rodzajów mięs, zaprawiona cytryną i oliwkami wiejska zupa. Do zup dobrze zamówić pirożki, czyli delikatne maślane bułeczki faszerowane mięsem z ryżem lub kapustą. Po zupkach weźcie się do blin, choć uprzedzam, że dla polskiej publiczności mogą się okazać wielkim zawodem. Po polsku za bliny uznajemy grube, drożdżowe, a przynajmniej gryczane racuchy. Tymczasem w Rosji blinami określa się większość smażonych placków, w tym również zwykłe w naszym pojęciu naleśniki. I to one wypełnione mięsem, twarogiem bądź smażonymi jabłkami znajdują się w menu Babooshki. Wyższy poziom egzotyzmu zapewnią nam białoruskie draniki, czyli grube placki ziemniaczane z nadzieniem mięsnym. Bardzo smaczne. Zawiodłem się natomiast na czeburekach, czyli ogromnych smażonych pierogach. Były przesuszone, a mięsnego nadzienia znalazłem w nich jak na lekarstwo. Nie poskąpiono go natomiast w pielmieni, których Babooshka co prawda nie lepi ręcznie, lecz w sześciokątnych formach do kołdunów, za to podaje wzorowo w glinianych naczyniach z pokrywkami, podlane rosołkiem, octem i śmietaną. Jak już pisałem, pielmieni te nie wytrzymują konkurencji z dziełem pani Mariny, jednak przyznać trzeba, że trzymają solidny, profesjonalny poziom. Od standardowej moskiewskiej oferty gastronomicznej nie odbiegają też dania drugie składające się najbanalniej z kawałka mięsa z kaszą lub ziemniaczanym purée. W takim zestawie u Babooshki dostaniecie kurzą pierś zapieczoną z serem, niemal identycznie, z dodatkiem grzybów, przyrządzoną karkówkę oraz mielone kotlety wypełnione kaszą gryczaną. Do posiłku pić można mołdawskie wina, mocną, gorącą herbatę albo też przygotowywany na miejscu żurawinowy mors. Ten ostatni polecam szczególnie, bo to jeden z najbardziej tradycyjnych napojów rosyjskich. Pod mianem tym kryje się długo gotowany, potem klarowany i dosładzany kompot z żurawin.
Jako się rzekło, Babooshka to prosta zabiegałowka, dlatego też ceny są wysoce życzliwe dla ludzi pracy. Najdroższe danie kosztuje 12 zł, wszystkie pozostałe od 3 do 8 zł. Inna sprawa, że porcje zgodnie z rosyjską praktyką są dość małe. To w ogóle zastanawiające, jak bardzo od wschodu na zachód rośnie masa podawanych potraw. Ale to już temat na oddzielny felieton, gdy z głowy wyjdzie mi refren piosenki Kate Bush: ,,Babooshka, babooshka, babooshka-ya-ya!".
Babooshka, ul. Oboźna 9, lok. 102, tel. 0 22 406 33 66, nie można płacić kartą

Piszę o tym przy okazji wizyty w barze Babooshka, bo bez tego kontekstu trudno zrozumieć koncept lokalu znajdującego się w Pasażu Szyfmana koło Teatru Polskiego. Jest on niemal dosłownym cytatem z ulic Moskwy czy Petersburga. Podobnych miejsc są tam setki, niemal identycznie urządzonych i z taką samą ofertą kulinarną. To nie jest restauracja na elegancką kolację, jeśli macie ochotę na taką w noworosyjskim stylu, idźcie do Puszkina na placu Zamkowym. To nie jest knajpa z najlepszymi pielmieniami w mieście, bo w tej konkurencji palmę pierwszeństwa dzierży pani Marina z ulicy Daniłłowiczowskiej. Do Babooshki wpadajcie, by poczuć klimat moskiewskiej zabiegałowki, zanurzyć się w specyficznej estetyce rosyjskiego muzycznego popu, który ciągle płynie z głośników, a przede wszystkim - poznać żelazne potrawy rosyjskiej gastronomii.
A zatem najpierw sałatki: drobno pokrojony śledź pod szubą z majonezu i startych buraczków oraz stołeczna, czyli coś w rodzaju naszej sałatki jarzynowej, tyle że wzbogaconej o mięso kurczaka. W ogóle kuchnia rosyjska niespecjalnie toleruje sałatki wegetariańskie, za każdym razem wzbogaca je o jakiś solidny składnik: rybę, mięso, kraby czy choćby żółty ser. Równie treściwe są zupy gotowane w wielkich garach za barem. W menu Babooshki znajdziecie barszcz ukraiński z kawałkami mięska, kapustą, ziemniakami oraz coś, co zwą tu łapszą, a w istocie jest bardzo esencjonalnym, złocistym rosołkiem z makaronem. Mnie też się naprawdę poszczęściło, gdy odwiedziłem Babooshkę, zupą dnia była ulubiona solanka, czyli gotowana z kilku rodzajów mięs, zaprawiona cytryną i oliwkami wiejska zupa. Do zup dobrze zamówić pirożki, czyli delikatne maślane bułeczki faszerowane mięsem z ryżem lub kapustą. Po zupkach weźcie się do blin, choć uprzedzam, że dla polskiej publiczności mogą się okazać wielkim zawodem. Po polsku za bliny uznajemy grube, drożdżowe, a przynajmniej gryczane racuchy. Tymczasem w Rosji blinami określa się większość smażonych placków, w tym również zwykłe w naszym pojęciu naleśniki. I to one wypełnione mięsem, twarogiem bądź smażonymi jabłkami znajdują się w menu Babooshki. Wyższy poziom egzotyzmu zapewnią nam białoruskie draniki, czyli grube placki ziemniaczane z nadzieniem mięsnym. Bardzo smaczne. Zawiodłem się natomiast na czeburekach, czyli ogromnych smażonych pierogach. Były przesuszone, a mięsnego nadzienia znalazłem w nich jak na lekarstwo. Nie poskąpiono go natomiast w pielmieni, których Babooshka co prawda nie lepi ręcznie, lecz w sześciokątnych formach do kołdunów, za to podaje wzorowo w glinianych naczyniach z pokrywkami, podlane rosołkiem, octem i śmietaną. Jak już pisałem, pielmieni te nie wytrzymują konkurencji z dziełem pani Mariny, jednak przyznać trzeba, że trzymają solidny, profesjonalny poziom. Od standardowej moskiewskiej oferty gastronomicznej nie odbiegają też dania drugie składające się najbanalniej z kawałka mięsa z kaszą lub ziemniaczanym purée. W takim zestawie u Babooshki dostaniecie kurzą pierś zapieczoną z serem, niemal identycznie, z dodatkiem grzybów, przyrządzoną karkówkę oraz mielone kotlety wypełnione kaszą gryczaną. Do posiłku pić można mołdawskie wina, mocną, gorącą herbatę albo też przygotowywany na miejscu żurawinowy mors. Ten ostatni polecam szczególnie, bo to jeden z najbardziej tradycyjnych napojów rosyjskich. Pod mianem tym kryje się długo gotowany, potem klarowany i dosładzany kompot z żurawin.
Jako się rzekło, Babooshka to prosta zabiegałowka, dlatego też ceny są wysoce życzliwe dla ludzi pracy. Najdroższe danie kosztuje 12 zł, wszystkie pozostałe od 3 do 8 zł. Inna sprawa, że porcje zgodnie z rosyjską praktyką są dość małe. To w ogóle zastanawiające, jak bardzo od wschodu na zachód rośnie masa podawanych potraw. Ale to już temat na oddzielny felieton, gdy z głowy wyjdzie mi refren piosenki Kate Bush: ,,Babooshka, babooshka, babooshka-ya-ya!".
Babooshka, ul. Oboźna 9, lok. 102, tel. 0 22 406 33 66, nie można płacić kartą

-
Re: Babooshka
slonecznyslonecznik
08.05.07, 22:21
nikomu nie polecam. obsluga bardzo kiepska, jedzenie marne, wybor jak na rosyjska kuchnie ograniczony.»
-
Re: Babooshka
merkury16
22.09.08, 16:30
rany, już myślałem, że taki prymitywny spam już nie istnieje.... pychotka, jedzoko, żonce też smakowało, i nie prawdą jest, że dach przeciekał, pan Prezes to dla nas jak ojciec rodzony etc. »


