kino, teatr, muzyka

Warszawa

Peonia Macedonia

Maciej Nowak
15.08.2007 , aktualizacja: 23.11.2010 16:16
A A A Drukuj
Mam do ulicy Wspólnej, do jej odcinka między Poznańską a Emilii Plater sentyment - pisze Maciej Nowak
Mam do ulicy Wspólnej, do jej odcinka między Poznańską a Emilii Plater sentyment. To tutaj, w kamienicy z numerem 61, na piętrze chyba trzecim, przed ćwierć wiekiem zaczęła się moja dziennikarska droga. Pod tym adresem mieściła się redakcja "Sztandaru Młodych", w którym debiutowałem jako recenzent teatralny. Starsi czytelnicy zazgrzytają zębami: "Sztandar Młodych", gazeta wydawana pod patronatem Związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej, reżimowy początek lat 80., nie ma czym się chwalić. Młodsi, co najwyżej, wydmą usta w kompletnym znudzeniu wynurzeniami kolejnego old boya. I to może jest najwłaściwsza reakcja.

Wspomniałem redakcję "Sztandaru Młodych" siedząc nieopodal w malutkiej lunchowej restauracji Peonia Macedonia. Pomyślałem, że gdyby pismo to nadal istniało, a ja nadal w nim pracował to pewnie byłbym codziennym gościem tego lokaliku. Wtedy jednak nie było ani Peonii Macedonii, ani sąsiadującego z nią przez ścianę świetnego orientalnego Tripolisu, ani Małej Serbii, ani Spiżarni ani dziesiątków innych barków, gdzie stołują się pracownicy okolicznych biur i instytucji. Upowszechnienie się lunchy, czyli posiłków na mieście w godzinach pracy, to jedna z większych zmian w warszawskiej obyczajowości na przestrzeni ostatnich trzech dekad. Jeszcze na początku lat 90. używanie tego słowa postrzegane było, jako dowód dość pretensjonalnego stylu bycia na równi z białymi skarpetkami i pierwszymi, wielkimi jak cegły, telefonami komórkowymi. Pracownicy ważnych urzędów, studenci i wykładowcy szkół wyższych mieli wtedy do dyspozycji służbowe stołówki wywodzące się z czasów PRL-u. Ci, których firmy nie należały do socjalistycznego establishmentu po zakończeniu pracy musieli, jak najszybciej zmykać na obiad do domu. Dziś duża część pracujących w warszawskim city ma już zupełnie inny rozkład dnia. Południowy głód zaspokajają zazwyczaj na mieście, kolejny, wieczorny posiłek traktuje się już raczej jako atrakcję towarzysko-rozrywkową w gronie rodziny lub znajomych. Oczywiście w ten sposób żyją nie wszyscy i daleko nam jeszcze do francuskiej obyczajowości, gdzie punktualnie o godz. 13 rozlega się w całym kraju zbiorowe, przerażające burczenie w brzuchu.

Peonia Macedonia to miejsce sympatyczne i skromne. Ciekawy wydaje się bałkański sznyt tutejszej karty, ułożonej przed rokiem przez kucharza z Serbii. Panierowany żółty ser (pohovani kackaval - 12 zł) z jogurtową sałatką z pokrojonego w kostkę bakłażana (14 zł) oraz sałatka szopska (14 zł) to sycący i oryginalny obiad dla wegetarianina. Lub miły wstęp dla tych, którzy tęsknią za bałkańskim grillem. Dla porządku chciałem tylko zauważyć, że ser szopski (wśród wielbicieli zwany pieszczotliwie sirenką) jest już dostępny w Polsce i nie ma potrzeby, by sałatkę szopską przyrządzać na bazie obcej jej kulturowo greckiej fety.

Południowego grilla najlepiej spróbować w Peonii Macedonii w postaci jednego z dwóch zestawów: mięs mielonych (45 zł) lub mięs mieszanych (55 zł). Ja podjąłem próbę pochłonięcia za jednym posiedzeniem obu, ale wiem, że nie jest to wyzwanie dla wszystkich. Choć miłe. Wśród mięs mielonych znalazłem kebabce, pleskawicę i małe sis kebaby, na drugim zaś półmisku pyszniły się naprawdę smaczne szaszłyki drobiowe, wątróbki kurze w boczku, karkówka i filet drobiowy. Każde z tych mięs można oczywiście też zamówić oddzielnie. Radzę nie zlekceważyć ciekawie opieczonych talarków ziemniaczanych oraz ostrego, paprykowego sosu. A zamiast banalnej surówki z kapusty pekińskiej poproście raz jeszcze sałatkę szopską. I oczywiście nie zapomnijcie o pysznej rakijce.

Peonia Macedonia, ul. Wspólna 65a, otwarte od poniedziałku do piątku od 11 do 23, w soboty od 13 do 23, w niedziele od 13 do 20, nie można płacić kartą



Podziel się