kino, teatr, muzyka

Warszawa

Basieńka

Maciej Nowak
23.11.2007 , aktualizacja: 22.11.2007 12:35
A A A Drukuj
Pyszne domowe potrawy z plastikowych naczyń w przejściu podziemnym między aleją Wyzwolenia a placem Na Rozdrożu
O, poezjo warszawskich podziemi! Zrodził cię nasz dziadowski kapitalizm, który w połowie lat 80. zaczął się wciskać w miejsce naszego równie dziadowskiego socjalizmu. W tym czasie większość stołecznych przejść podziemnych wybudowanych w latach 70. jako symbole nowoczesności zamieniła się w rozległe bazary z reklamówkami, zapalniczkami jednorazowymi, tureckimi sweterkami, podróbkami perfum i innymi równie niezbędnymi do życia dobrami. Dlaczego kapitalizm opanował najpierw piwnice i katakumby wielkiego miasta? Czy chodziło o to, że strażnicy ancien regime'u byli w stanie zaakceptować wolny rynek tylko w podziemiu? Czy z kolei aspekt konspiracyjno-podziemny uwznioślił w oczach naszego narodu brutalną żądzę zysku, która napędza gospodarką wolnorynkową? W każdym razie podziemny obrót handlowy ma się u nas dobrze już ponad 20 lat i znalazł nawet swoje miejsce w sztuce. Spektakl Jana Klaty w TR Warszawa "Weź, przestań!" toczy się przecież w patriotyczno-syfiastej estetyce przejścia podziemnego gdzieś w centrum stolicy: z jednej strony - obszczane budy z ochroniarzem, z drugiej - tablica czcząca powstańczą pamięć.

Powiodę dziś państwa do jednej z takich pepinier warszawskiej przedsiębiorczości mieszczącej się w nieprzytulnym przejściu podziemnym między aleją Wyzwolenia a placem Na Rozdrożu. Poza kilkoma sklepami komputerowymi od kilku miesięcy działa tu barek Basieńka. Nie nastawiajcie się na wielki kulinarny spektakl. Z plastikowych naczyń zjecie tu natomiast pyszne domowe potrawy: szczawiową z jajkiem, gorącą jak wszyscy diabli parzybrodę, krupnik, pomidorową czy delikatne flaki. Do tego gulasz z kaszą, krokiety z mięsem, pastą jajeczną bądź z warzywami, kotlet schabowy, naleśnik z serem, pierogi albo ryba po grecku. Codziennie inne menu, z którego korzysta około 50 stałych klientów, pracowników okolicznych biur, mieszkańców z sąsiedztwa zasiadających przy trzech malutkich stolikach. Wszystko przygotowane na miejscu, świeże i podane ze skromnością zupełnie obcą gastronomicznym sferom. Tutaj nikt niczego nie udaje, raczej cieszy się możliwością pracy i kontaktu z ludźmi Bywa, że sąsiedzi wpadają tylko, by zagadać południową śródmiejską samotność.

- Bo ja kiedyś gotowałam u państwa, a teraz jestem u siebie - westchnęła właścicielka Basieńki, podając mi zupę. A ja w tym samym momencie zrozumiałem, że nie mogę o Basieńce nie napisać. Choć pewnie bardziej od przegiętego felietonowego stylu przydałoby się tu pióro Konopnickiej czy Orzeszkowej, bo w tym wypadku nie chodziło o państwowego pracodawcę, ale o państwo zatrudniające gosposie. To w ogóle jest od pewnego czasu poważny problem, że mój dorosły świat zaczyna przypominać ten, który poznawałem przed laty, czytając na lekcjach języka polskiego lektury szkolne. Te wszystkie "Nasze szkapy", "Antki" czy "Jańcie Muzykanty" wtedy wydawały mi się kompletnie anachroniczne i zapomniane. Teraz wracają. Tyle że już dzisiaj łzawe recepty dobrych pań i panów z epoki pozytywizmu nie mają żadnego znaczenia.

Basieńka powstała dzięki kredytowi na aktywizację bezrobotnych uzyskanemu w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego. Niebieskie logo ze złotymi gwiazdkami ozdabia ladę chłodniczą, błyszczy też przy wejściu. - Ale najważniejszy jest profesjonalny stół gastronomiczny na zapleczu - z zapałem opowiada mąż właścicielki Basieńki. Jemu bezrobocie zajrzało w oczy przed rokiem, gdy zbankrutowała stacja benzynowa, na której od lat pracował. Dziś zajmuje się zaopatrzeniem, smażeniem naleśników i dowożeniem do biur zamówionych posiłków.

Staram się nie używać wyświechtanego określenia, że gdzieś tam się jada jak u mamy. Uważam na to od chwili, gdy J. zrobił mi awanturę, że nie chce już więcej takich obiadków jak w rodzinnym domu, gdyż były one niejadalne, a mama pozbawiona jakichkolwiek talentów kulinarnych. Matriarchalne skojarzenia nie będą zatem moją rekomendacją dla Basieńki. Tutaj jada się po prostu jak u dobrych przyjaciół. Życzliwie, bezpretensjonalnie i zaskakująco tanio. Za zestaw obiadowy zapłacicie ledwie 9,90 zł.

Basieńka, al. Wyzwolenia 2a (przejście podziemne między al. Wyzwolenia a pl. Na Rozdrożu), tel. 022 622 33 20, czynne od poniedziałku do piątku od 8 do 17, nie można płacić kartą

Podziel się