kino, teatr, muzyka

Warszawa

Jeff's

Maciej Nowak
04.01.2008 , aktualizacja: 23.11.2010 15:57
A A A Drukuj
Pole Mokotowskie od strony Żwirki i Wigury
Co może robić gastronomiczny rzezimieszek taki jak ja w pierwszy dzień nowego roku? Oczywiście udać się po nowe łupy. Niestety, nie jest to proste, gdyż w Warszawie obowiązuje prawo kaduka, które mówi, że w dni świąteczne knajpy też świętują. W pierwszy dzień Bożego Narodzenia po Nowym Świecie przetaczały się tłumy spacerowiczów, a ze wszystkich kilkudziesięciu mieszczących się tu lokali otwarty był tylko jeden. I pękał w szwach. Podobnie zresztą jak sklep zoologiczny, który z zupełnie surrealistycznych względów akurat tego dnia również handlował rybkami, kanarkami, papużkami i miniaturkami królików. Czyżby dostęp do żywych zwierząt był w Boże Narodzenie ważniejszy od zaspokojenia w pełni ludzkiej potrzeby biesiadowania w miłym gronie przy szklaneczce napojów chwalących ponowne przyjście na świat Pana? W Nowy Rok sytuacja się powtórzyła, nie dziwota więc, że te nieliczne, które działały, cieszyły się niezwykłą popularnością. Tak było również w Jeff'sie na Polu Mokotowskim, jednej z trzech restauracji tex-mex należących do kulinarnego imperium Jarczyńskich.

Rzadko piszę o lokalach tej firmy, bo mądrzenie się na ich temat przypomina analizę muzykologiczną piosenek Dody czy Stachursky'ego. To jest rzetelny, profesjonalny pop, który budzi respekt pod względem marketingowym i biznesowym, natomiast ze specjalnymi uniesieniami estetycznymi niewiele ma wspólnego. Jedni to lubią, inni mniej, ale nie ma co wygłaszać sądów ex cathedra i udawać omdlewającego dandysa. A na ciężkie noworoczne popołudnie, gdy organizm domaga się uzupełnienia witamin, cukrów, magnezu, fosforu i innych pierwiastków wymytych przez forsowne działania sylwestrowe - jedzenie u Jeff'sa jest jak znalazł. Kwaskowata zupa cytrynowa z ryżem i kawałkami grillowanego kurczaka (7 zł) przywraca równowagę duszy, a zawiesiste chilli con carne (9 zł) w wersji z fasolą, kukurydzą daje z kolei właściwy balast rozhisteryzowanemu żołądkowi. Świetnym lekiem może też okazać się stek z argentyńskiej wołowiny, który w krwistej wersji large (400 g za 59 zł) potrafi wzbudzić optymizm na cały następny rok. Całkiem przyjemna wydała mi się też Reuben Sandwich (26 zł), czyli plastry marynowanej wołowiny z podgrzaną kiszoną kapustą, podane w dwóch kromkach pieczywa tostowego. Inne specjały Jeff'sa rekomendowałbym już z pewną ostrożnością: talerz przystawek przypominał (i smakował) jak dziecięce wyroby z plasteliny (34 zł), nie do końca mogłem zrozumieć, dlaczego krewetki w fajitas nie zostały wcześniej pozbawione chitynowych ogonków (49 zł), a wysuszonych żeberek (35 zł) nie był w stanie uratować nawet dressing miodowo-orzechowy. Skądinąd tym razem przyrządzony jakoś wyjątkowo mętnie, nijak mający się do idealnej wersji, podawanej w należącej również do tych samych właścicieli restauracji U Fiszera.

Zakończmy wszak jak najszybciej opisywanie kuchni, bo nie ona jest siłą Jeff'sa. Podobnie jak w innych restauracjach gastronomicznego mocarstwa Jarczyńskich imponuje sugestywne odwzorowanie egzotycznych klimatów. W ich Kompanii Piwnej czujesz się jak w prawdziwej monachijskiej bierstube, U Szwejka przenosisz się w klimaty praskiej Malej Strany, a w Jeff'sie...? Masz wrażenie, że znalazłeś się w Jack Rabbit Slim's na planie "Pulp Fiction". I to właśnie tutaj już za chwilę jedzący kolację w sąsiedniej loży Mia i Vincent odtańczą swój wiekopomny taniec. Choćby tylko dlatego nie ma co kręcić nosem na menu Jeff'sa. Zostać aktorem, a niechby i statystą u Tarantino? Kto by sobie tego odmówił?

Jeff's, ul. Żwirki i Wigury 32, tel. 022 825 16 50, można płacić kartą.



Podziel się