kino, teatr, muzyka

Warszawa

Mediterano

Maciej Nowak
18.01.2008 , aktualizacja: 23.11.2010 15:56
A A A Drukuj
ul. Szpitalna 6
Bohater powieści Jaya Raynera "Przepraszam za wszystko", pewien brytyjski krytyk kulinarny rozpoczyna błyskotliwą karierę od wyeliminowania starszego kolegi po fachu metodą na dorsza. Otóż wybrawszy się z nim na kolację, orientuje się, że pośród podanych im porcji ryby jedna, z uwagi na swą trzecią świeżość, ma silne właściwości przeciwpiechotne. I doprowadza do tego, by porcja owa trafiła na talerz konkurenta. Na efekt nie trzeba długo czekać. W jednej chwili starszy pan zamienia się w postać z kreskówek. Oczy powiększają mu się do wielkości kajzerek, cera na przemian zielenieje i blednie, a mięśnie gładkie odmawiają zwyczajowej i wymaganej przez cywilizację współpracy z resztą organizmu. (Z podręcznika do biologii ze szkoły podstawowej zapamiętałem zdanie, że miarą kultury każdego człowieka jest umiejętność zapanowania nad elementarnymi czynnościami fizjologicznymi). W tym stanie redaktor senior nie mógł, niestety, napisać oczekiwanego przez gazetę felietonu. Zadania tego podejmuje się młodszy zastępca, który z dnia na dzień staje się nową gwiazdą dziennikarstwa gastronomicznego.

Jeżeli myślicie, że to literacka fikcja, to ja wam powiem, że zderzyłem się z ową fikcją nad wyraz boleśnie. Przed wyeliminowaniem z zawodu uratowało mnie tylko to, że na służbowe kolacyjki zwykle nie chodzę w ostatniej chwili i miałem dwa dni, by znowu poczuć się dżentelmenem. A wszystko zdarzyło się w Mediterano, gdzie, jak w książce Raynera, na stół wpłynął dorsz zapiekany pod białym sosem i zielonymi szparagami. Towarzyszący mi J. ociągał się nieco z jedzeniem i zdążył tylko zadać badawcze pytanie, dlaczego to tak dziwnie pachnie? Ponieważ jestem bardziej żarłoczny, w tej samej chwili znałem również odpowiedź na pytanie, dlaczego tak dziwnie smakuje? Otóż ryba była zwyczajnie i banalnie popsuta. Jej włókna rozchodziły się w lepkiej mazi o trudnym do opisania mdławym zapachu i kwaskowatym smaku tego, o czym nawet nie chcecie myśleć w trakcie posiłku. Również w tym wypadku na konsekwencje nie trzeba było długo czekać. Wymianę uwag z J. urwałem w pół słowa. I muszę państwu powiedzieć, że łazienka w Mediterano reprezentuje najwyższą klasę: piękna armatura, dobra włoska glazura i duży koszyk z zapachowym pot-pourri. Tak, przy takim obrocie rzeczy to była właściwie kwestia zasadnicza.

Kucharz Mediterano jest prawdziwym zawodowcem i natychmiast zorientował się, że sytuacja wymknęła się spod kontroli. Mojej kontroli. Gdy już wróciłem do stolika, wyszedł z kuchni, by zbadać mi puls i ciśnienie. Oraz poprosić: - "O tym dorszu to niech pan zapomni". Naprawdę nie jestem osobą mściwą ani małostkową, ale niestety zapomnieć nie jestem w stanie. Jeszcze do tej pory trzęsą mi się ręce i nie zawsze udaje się wcelować we właściwy klawisz. Dramatyczny przebieg kolacji w Mediterano sprawia, że wszystkie moje opinie na temat tutejszej kuchni będą brzmieć minoderyjnie, jeśli nie wręcz obłudnie. No, bo cóż po ciekawie wymyślonym sushi śródziemnomorskim, czyli maki-fusion z ryżu i niestandardowych dodatków, takich jak szpinak, szynka parmeńska, sałata rzymska, melon, suszone pomidory, łosoś? Cóż po oryginalnym wędzonym pstrągu podanym na ciepło z orzechową posypką? Cóż po bardzo smacznych kotlecikach jagnięcych ze świeżą śliwką i świetnym sosem miętowym? Cóż po kolorowym, zielono-żółto-zielonym hiszpańskim omlecie oraz delikatnej tarcie z soczewicą i owczym serem? Cóż po tych wszystkich kulinarnych cudach, gdy z Mediterano z przejęciem wspominam jedynie osiągnięcia współczesnej inżynierii sanitarnej?

Mediterano, ul. Szpitalna 6, tel. 022 830 57 57, można płacić kartą



Podziel się

  • Mediterano karol64 06.09.09, 17:40

    Recenzja jest chyba o jakimś innym lokalu. Jadam tam różne potrawy, a obsługa nie wygląda na trucicieli.Nawet Kotlet Farmersów jest w menu.»