kino, teatr, muzyka

Warszawa

El Mariachi

Maciej Nowak
03.03.2008 , aktualizacja: 03.03.2008 15:56
A A A Drukuj
ul. Kazury 1 (wejście od ul. Stryjeńskich)
Wielokrotnie zrzędziłem na tych łamach, że Warszawie brakuje restauracji codziennych, takich do których można chodzić ot, po prostu, na obiad czy kolację, bez konieczności naruszania oszczędności naszych rodziców i waszych dzieci. Takich, jakich mnóstwo w Berlinie, Londynie czy Paryżu, lokali prostych, bezpretensjonalnych, karmiących modnie a jednocześnie bez zadęcia, tak często towarzyszącego naszemu życiu restauracyjnemu. Po ostatniej wyprawie do knajpy El Mariachi na ul. Kazury, wiem już skąd się bierze moja frustracja. Otóż za rzadko bywam na Ursynowie i okolicach, bo tam właśnie, w największej sypialni naszego miasta, rodzi się coraz więcej restauracji potocznych. Tutaj można wpaść wieczorem w niezobowiązującym stroju, gdy dzieci przysypiają już w łóżkach. Tutaj można ukoić nerwy po emocjonującym dniu w pracy, spojrzeć w oczy najbliższej osobie, odetchnąć na ramieniu przyjaciela. Właściwie każda wyprawa na Ursynów zapewnia miłe zaskoczenie gastronomiczne oraz wieczorne wyciszenie, o które tak trudno w śródmieściu: Mały Belgrad na Belgradzkiej, Zorba na Dereniowej, Stary Młyn na Stokłosach czy nieistniejąca już niestety restauracja portugalska Mariano's na Wąwozowej. Do tej budzącej sympatię ursynowskiej drużyny dołączam dziś z pełnym przekonaniem El Mariachi.

Lokalik to mikroskopijny, posiada ledwie 12 krzeseł przy 3 stolikach. Gustownie i prosto urządzony w narodowych barwach Meksyku: czerwone krzesła, żółte ściany, zielone kaktusy. W El Mariachi wszystkie dania przygotowywane są na bieżąco. W przypadku kuchni meksykańskiej to cecha szczególna, bo jej ogromna popularność najczęściej skazuje burrito, chilli con carne czy enchilladas na przekształcenie się w coś z pogranicza fast-foodu. Pękające w szwach knajpy centrum specjalizujące się w tego typu gotowaniu właściwie nie są w stanie zachować jakiegokolwiek indywidualnego wyrazu. W sennym i niedużym El Mariachi jest zupełnie inaczej. Sympatyczny kucharz wychyla się z zaplecza, by sprawdzić, kto przyszedł. Pani kelnerka rezolutnie doradza, co dzisiaj jest szczególnie warte naszej uwagi. A same potrawy smakują zupełnie inaczej niż w gastronomicznych kombinatach tex-mex. A nawet mają zupełnie inną formę. Na przykład po raz pierwszy ulubione chilli con carne (25 zł) porzuciło znaną mi od lat konsystencję gęstego gulaszu z fasolą na rzecz musu z siekanego mięsa i czerwonej fasoli. Bardzo to było uwodzące, tym bardziej, że nie wiem skąd pojawił się w nim jeszcze tajemniczy, rodzynkowy posmak. Świetna wydała mi się też jasnofioletowa zupa fasolowa (7 zł) zrobiona z fasolowego musu, w którym taplały się też całe ziarna czerwonej fasoli. A sam mus podawany był też do większości dań, jako smakowity dodatek. Nie wolno przegapić najważniejszego towarzysza stołu fasolowej pasty: mole con pollo (24 zł), czyli tradycyjnego meksykańskiego fileta z kurczaka z sosem czekoladowo-paprykowym, kryjącym w sobie czary Azteków. Kurczak, jak kurczak, można nań wzruszyć ramionami, ale gdy okrywa go brązowo-aksamitna peleryna to już wyzwolić się trudno i od razu - głodnyś jak pies. Pierwszorzędne było też burrito (18 zł), na które składała się świeża tortilla, wypełniona obficie pastą fasolową, salsą, ryżem, żółtym serem oraz kawałkami mięska. Nieco mniej podobały mi się żeberka (24 zł), które choć mięciutkie i pokryte pełnym smaku sosem BBQ, grilla to raczej nie widziały i zamiast przypieczonej skorupki na wierzchu miały miękkie zwały trzęsącego się tłuszczu. Niektórzy to lubią (wiem to najlepiej!), ale ja akurat szukam doznań nieco innych. Bardziej radykalnych, takich na przykład jak połówki papryczek jalapeno wypełnionych nadzieniem z tuńczyka (9 zł). Proste to, nietrzęsące się w trakcie konsumpcji, i bardzo dobrze wyostrzające żądze. Interesująco zaprezentowały się też sałatki. Ta pierwsza z kawałków grillowanej wędliny (chorizo, obiecywane przez menu to chyba jednak nie było), awokado, śmietany, salsy i jajka w koszulce (9 zł) oraz ta druga z zielonej sałaty, awokado i koziego sera (14 zł).

Bezpretensjonalna atmosfera El Mariachi sprawiła, że nawet nie zżymałem się specjalnie na zgrabne ukrycie przez pracowników kilku dań, którymi najwyraźniej nie chcieli się chwalić. Mimo zamówienia, po prostu, bez tłumaczenia, ich nie podali. A że nie czuję się inspektorem PIH czy Sanepidu wcale nie mam im tego za złe. Podoba mi się miła czujność i troska o gości, by nie nacięli się na żadne niebezpieczne rafy. Odpowiedzialna powściągliwość zamiast gastronomicznego puszenia się obfitością menu to znak prawdziwego profesjonalizmu.

El Mariachi, ul. Kazury 1 (wejście od ul. Stryjeńskich), czynne codziennie od 12.30 do 21.30, tel. 22 409 90 99, można płacić kartą

Podziel się

  • El Mariachi sinistra80 04.04.08, 10:05

    Byłam i stanowczo odradzam. Mój chłopak się podtruł (ja nie, bo jadłam tylkowarzywa na parze) echiladas. Znajomi rodziców także się pochorowali po wizyciew tym przybytku.»

  • Re: El Mariachi marghe_72 17.12.08, 00:57

    Czyżby były własciciel? »