kino, teatr, muzyka

Warszawa

Marrakesh

Maciej Nowak
28.03.2008 , aktualizacja: 26.03.2008 22:49
A A A Drukuj
W nowym budynku bazaru przy Polnej
- Tylko, żeby nie było nic kojarzącego się ze świętami, bo mogę nie wytrzymać - oświadczył stanowczo W., gdy w ostatni wtorek zadzwoniłem z propozycją wspólnego wypadu na felietonową kolacyjkę. - Żadnych galaretek, sałatek jarzynowych, pasztetów i faszerowanych jajek - ciągnął dalej najlepiej znany mi Polak katolik. Westchnąłem głęboko. O rodacy, czyżbyście mieli dość swych ulubionych specjałów? Czyżby nie wzruszała was muślinowa emulsja z żółtek, oleju i musztardy, zwana majonezem? Czy spowite nią potrawy nie są emanacją waszych anielskich dusz ukrytych pod zaskorupiałą lawą plugawej konsumpcji? Czy płocha chybotliwość galaretki z nóżek nie wyraża waszych sarnich niepokojów wobec świata, brutalnie konfrontowanych z realnością octu? Czy tkliwość, którą otaczacie jajeczka kraszone, faszerowane i garnirowane, nie jest przeczuciem tej samej troski, która zapłodnione zarodki ceni wyżej niż organizm, w którym się rozwijają? A czy konsystencja świątecznego pasztetu nie odpowiada miałkości ? Nie, stop Nowak, nie przeginaj. Skup się na recenzowaniu knajpy. Miałeś pisać o Marrakeshu.

No to piszę. Gdy pojedziecie pod adres wymieniony pod tym felietonem, staniecie przed nowym budynkiem bazaru na Polnej. Z życiem klubowo-restauracyjnym miejsce to kojarzy się umiarkowanie. Dużo bardziej z włoszczyzną, rzeźnikiem i świeżym nabiałem. A jednak radzę spróbować. Schody zaprowadzą was na 2. piętro, gdzie za wielkim, czerwonym neonem Polna ukrywa się Marrakesh. Wnętrze nie oszałamia. Wydaje się, że zlecenie dla zawodowego designera ograniczono do dobrze wyglądającego menu i robiącej jeszcze lepsze wrażenie strony WWW. Sala restauracyjna jest nieogarnięta, wręcz nieprzytulna, a gdy nocą otwiera się przy niej dance floor, wszystko razem ma klimat osiedlowej dyskoteki. Mimo to czar bliskowschodniej muzyki, fajek wodnych i kuchni działa bezbłędnie. Po niedługiej chwili przestajesz zwracać uwagę na banalny wystrój i skupiasz się na egzotycznych aromatach, smakach, dźwiękach i wpatrzonych w ciebie czarnych oczach. Obok nieśmiertelnej Sheeshy na Sienkiewicza Marrakesh jest kolejnym miejscem, które miłośnicy Orientu wpisać powinni do balowych karnetów.

Mnie przede wszystkim zaskoczyła kuchnia, bo przyznaję, że niespecjalnie w nią wierzyłem. Tymczasem sprowokowała u nas autentyczny atak obżarstwa. Ścigaliśmy się o ostatnie grudki pasty ze smażonego bakłażana z orzeszkami pini (11 zł), podbieraliśmy sobie chrupkie pierożki z mięsem i rodzynkami (12 zł) i maczaliśmy je w jogurtowym serze labna (10 zł). Nie mogłem się oderwać od orzeźwiającej tabula (10 zł), charakterystycznej sałatki z kolendry i pietruszki, tu dodatkowo wzbogaconej kuskusem. Ciekawy był solidny, jakby cięższy niż zwykle, hummus (10 zł), czyli mus z ciecierzycy, oraz pasta z bobu (11 zł) podana ze smażoną cebulką. Smakowała mi również duszona wątróbka drobiowa (11 zł), sałata z grillowanym serem halloumi (25 zł) oraz gołąbki z liści winogron faszerowanych ryżem (11 zł). Stół zastawiony całym tym bogactwem spokojnie wystarczy za wstęp do dalszej zabawy przy habibi music.

Kto ma dość sił, niech podąża dalej. Najpierw ku zupom. Oryginalną przygodę zapewnią zupa z mleczka kokosowego i migdałów (15 zł), kremowa zupa z kawałkami kurczaka i makaronem (12 zł) oraz zawiesista zupa z soczewicy (13 zł). Pomidorowy bulion z krewetkami zostawcie w kuchni. Nie przegapcie za to jagnięciny z okrą i pomidorami (38 zł) duszonych w marokańskim tajinie, czyli glinianej misce z kominem. Ich jakości dorównuje szaszłyk z pałek kurczaka (34 zł) marynowanych w tysiącu i jeden ziołach oraz grillowane kotleciki jagnięce (45 zł) zapiekane pod za'atar, arabską wersją curry powstałą z mieszanki sumaku, sezamu, majeranku, soli i oregano. Innych potraw nie zamawiałem, bo jakoś budziły znudzenie swoim standardowym, europejskim charakterem. Wolałem poprosić o słodką herbatę z kardamonem oraz fajkę wodną (20 zł) nabitą ulubionym tytoniem pomarańczowym. Wspomnienia o majonezowej Wielkanocy uleciały jak sen złoty.

Marrakesh, ul. Polna 13, tel. 022 331 06 17, można płacić kartą, www.marrakeshclub.pl

Podziel się