Bierhalle
18.04.2008
, aktualizacja: 23.11.2010 15:51
ul. Nowy Świat 64
Od dawna już nic nie pisałem o Nowym Świecie, bo od strony gastronomicznej nie dzieje się tu dobrze. Postępuje agresywna ofensywa knajp sieciowych, które jako jedyne mogą dać sobie radę z zupełnie już spekulanckimi cenami najmu lokali. A rozmaitymi Coffee Heavenami, Costami czy Sphinksami zajmować się nie mam zamiaru. W dodatku znikają szyldy, które przez lata zdążyły już rozkochać w sobie warszawską publiczność. Na miejscu pięknej Republiki Latiny mamy jakiś plastikowy bank, zamiast pionierskiego Modulora na placu Trzech Krzyży pracuje sklep ze szmatami, przestał istnieć Montmartre, a na skrzyżowaniu ze Świętokrzyską straszy truchło kawiarni Nowy Świat. Brakuje tylko, by podał się do dymisji bar mleczny Familijny, który oczywiście mocno kole w oczy zwolenników nowych stosunków w naszych sferach restauracyjnych. Tutaj ostrzegam, że gdyby komukolwiek przyszła ochota zamierzyć się na Familijny, to będzie miał ze mną do czynienia. Wbrew mikrym wymiarom fotografii znajdującej się obok tego felietonu masę mam solidną, coś około 160 kg żywej wagi przy wzroście 198 cm i nie omieszkam atutów tych wykorzystać w przypadku zagrożenia ostatniego w okolicy bastionu ludowej warszawskiej gastronomii.
Bierhalle to też sieciówka i pewnie bym tu się nie zaplątał, gdyby nie intrygująca drewniana weranda, którą pobudowano na podwórku od tyłu. W przeciwieństwie do ciasnej sali głównej jest tutaj przestrzennie, jasno i bardzo w guście hal teatrzyków ogródkowych, jakich od połowy XIX wieku stawiano w śródmieściu Warszawy bardzo wiele. Płynące z głośników rytmiczne Heimatmelodien, długie drewniane stoły, domowe piwo podawane w ogromnych litrowych kuflach i telewizory z relacjami z wydarzeń sportowych, dają złudzenie przeniesienia się do którejś z peryferyjnych dzielnic Berlina. I tak jak tam lepiej w Bierhalle pić, niż jeść. Nie jestem wielkim smakoszem browarów, ale daję słowo, że uległem wdziękowi żywego, niepasteryzowanego piwa marcowego serwowanego w zgrabnych pękatych kufelkach (0,4 l - 8 zł). Niestety, po opróżnieniu kilku szklanic organizm w sposób naturalny domaga się porcji wałówki. I tutaj zaczynają się schody. Na pewno nie należy zamawiać golonki rzekomo z pieca (100 g - 5,49 zł), a w rzeczywistości podgrzanej w głębokim tłuszczu. Jest bardziej wysuszona niż chrupka i zupełnie pozbawiona smaku. Ostrożnie podchodźcie też do sałatki ziemniaczanej (7,99 zł) przypominającej kartoflaną pulpę, stanowczo zbyt intensywnie rozbitego sznycla cielęcego (39,99 zł), sałatki cezar (24,99 zł) oraz fałszywych pielmieni, które w istocie są zwykłymi pierogami (25,99 zł). Ale już świński gulasz ze spatzlami (28,99 zł) wart jest grzechu. W oryginale przyrządzony byłby z wołowiny, proponuję jednak nie narzekać ponad miarę. Porcje mięsa są mięciutkie i liczne, a duże kawałki papryki oraz piwo dodają potrawie sznytu. Podobnie świetnie prezentuje się zestaw grillowanych kiełbasek bawarskich (34,99 zł), przy których blasku nabrała nawet nasza poczciwina, parówkowa z wody. Smaczna jest też smażona kaszanka (17,99 zł) oraz zupy. Mnie najbardziej przypadła do gustu delikatna, zabielana ogórkowa (14,55 zł), swoją klasę miały także zupa gulaszowa (14,55 zł) oraz chowder z mulami, ziemniakami i skwarkami z boczku (14,50 zł). Olśniewającą gwiazdą stołu okazał się zaś autentyczny matjas (19,99 zł) podany ze śmietaną i gotowanymi ziemniakami. Zazwyczaj matjasami nazywamy śledzie nieokreślonej odmiany sprzedawane w sklepach pod etykietą "a la matjas". To nieprzyjemne nadużycie, bo matjasem jest wyłącznie śledź prawiczek z wiosennych ławic przemierzających Morze Północne. Taka rybka ma jedwabistą tuszkę, tłustawe, lekko błyszczące, pełne smaku mięso i nietrudno się od niej uzależnić. Wraz z marcowym piwkiem stanowi kompozycję absolutnie idealną. Inne zamówienia w Bierhalle składajcie już na własną odpowiedzialność.
Bierhalle, ul. Nowy Świat 64, tel. 022 827 61 77, można płacić kartą, www.bierhalle.pl

Bierhalle to też sieciówka i pewnie bym tu się nie zaplątał, gdyby nie intrygująca drewniana weranda, którą pobudowano na podwórku od tyłu. W przeciwieństwie do ciasnej sali głównej jest tutaj przestrzennie, jasno i bardzo w guście hal teatrzyków ogródkowych, jakich od połowy XIX wieku stawiano w śródmieściu Warszawy bardzo wiele. Płynące z głośników rytmiczne Heimatmelodien, długie drewniane stoły, domowe piwo podawane w ogromnych litrowych kuflach i telewizory z relacjami z wydarzeń sportowych, dają złudzenie przeniesienia się do którejś z peryferyjnych dzielnic Berlina. I tak jak tam lepiej w Bierhalle pić, niż jeść. Nie jestem wielkim smakoszem browarów, ale daję słowo, że uległem wdziękowi żywego, niepasteryzowanego piwa marcowego serwowanego w zgrabnych pękatych kufelkach (0,4 l - 8 zł). Niestety, po opróżnieniu kilku szklanic organizm w sposób naturalny domaga się porcji wałówki. I tutaj zaczynają się schody. Na pewno nie należy zamawiać golonki rzekomo z pieca (100 g - 5,49 zł), a w rzeczywistości podgrzanej w głębokim tłuszczu. Jest bardziej wysuszona niż chrupka i zupełnie pozbawiona smaku. Ostrożnie podchodźcie też do sałatki ziemniaczanej (7,99 zł) przypominającej kartoflaną pulpę, stanowczo zbyt intensywnie rozbitego sznycla cielęcego (39,99 zł), sałatki cezar (24,99 zł) oraz fałszywych pielmieni, które w istocie są zwykłymi pierogami (25,99 zł). Ale już świński gulasz ze spatzlami (28,99 zł) wart jest grzechu. W oryginale przyrządzony byłby z wołowiny, proponuję jednak nie narzekać ponad miarę. Porcje mięsa są mięciutkie i liczne, a duże kawałki papryki oraz piwo dodają potrawie sznytu. Podobnie świetnie prezentuje się zestaw grillowanych kiełbasek bawarskich (34,99 zł), przy których blasku nabrała nawet nasza poczciwina, parówkowa z wody. Smaczna jest też smażona kaszanka (17,99 zł) oraz zupy. Mnie najbardziej przypadła do gustu delikatna, zabielana ogórkowa (14,55 zł), swoją klasę miały także zupa gulaszowa (14,55 zł) oraz chowder z mulami, ziemniakami i skwarkami z boczku (14,50 zł). Olśniewającą gwiazdą stołu okazał się zaś autentyczny matjas (19,99 zł) podany ze śmietaną i gotowanymi ziemniakami. Zazwyczaj matjasami nazywamy śledzie nieokreślonej odmiany sprzedawane w sklepach pod etykietą "a la matjas". To nieprzyjemne nadużycie, bo matjasem jest wyłącznie śledź prawiczek z wiosennych ławic przemierzających Morze Północne. Taka rybka ma jedwabistą tuszkę, tłustawe, lekko błyszczące, pełne smaku mięso i nietrudno się od niej uzależnić. Wraz z marcowym piwkiem stanowi kompozycję absolutnie idealną. Inne zamówienia w Bierhalle składajcie już na własną odpowiedzialność.
Bierhalle, ul. Nowy Świat 64, tel. 022 827 61 77, można płacić kartą, www.bierhalle.pl

-
Re: Bierhalle
radiomis
03.02.09, 14:35
golonke mozna zrobic w glebokim tluszczufizycznie wykonalne»
-
Bierhalle
violeta77
20.02.09, 18:56
Co za pier....nie. golonkę robi się pieczoną lub gotowaną no chyba, żeodgrzewana w głębokim tłuszczu. »


