kino, teatr, muzyka

Warszawa

Kołomyja

Maciej Nowak
16.05.2008 , aktualizacja: 23.11.2010 15:46
A A A Drukuj
Konstancin Jeziorna, ul. Od Lasu 23
Ja wiem, że to jest zbrodnia na języku ojczystym, ja wiem, że nie wypada, ale co zrobić, skoro dziwaczny gospoding określa najtrafniej polski obłęd na punkcie gastronomii biesiadnej. Jak kraj długi i szeroki, lud nasz okupuje gospody, karczmy, gościńce, oberże i zajazdy, w których karmią podle, za to obficie. Wszędzie te same monstrualne porcje żeberek z rożna, golonek w piwie, bigosów, pierogów z patelni, ogórków kiszonych i kaszanek, wszędzie te same snopki słomy, kilimy, ceramika bolesławiecka, drewniane koła od wozu i wypchane (bądź żywe) koguty. Hej, hej, Polak się bawi i trawi: raz do koła, raz do koła!

Gościniec Kołomyja w Konstancinie-Jeziornie w nurcie gospodingu mieści się idealnie. Wchodzący tu goście ubawią się po pachy suszącymi się na sznurku męskimi kalesonami, a panie dla witzu połamią obcasy na wybrukowanym kamieniami podwórzu. Po prostu - klasyka gatunku. Ale jednocześnie nie da się ukryć, że konstanciński lokal wzbudza autentyczną sympatię. Przede wszystkim dlatego, że stylizuje się na ukraiński chutor. Wprawdzie ukraińskość to na miarę gospodingową, ale niech tam! Z wyrozumiałością przyjmujemy, że menu ozdobione jest cytatami z "Pana Tadeusza", który wedle naszej wiedzy na Ukrainę nigdy się nie wybierał. Gotowi jesteśmy zaakceptować śmiały koncept, że specjał o nazwie ,,lwowska zupa rybna'' tłumaczy się na angielski jako ,,lithuanian fish soup''. Ze spokojem przechodzimy obok solianki (12 zł) przypominającej węgierską zupę gulaszową oraz pielmieni (25 zł), które wbrew wszelkim zasadom wypełnione są farszem z gotowanego mięsa. Nie szydzimy z polędwicy po chłopsku, której nazwa brzmi równie ekscentrycznie jak schab po żydowsku, ani suchawej golonki w piwie, ochrzczonej tu mianem giczy wieprzowej. Anielską wprost cierpliwość dla szeregu gastronomicznych i kulturowych bredni rodzi usytuowanie Kołomyi na skraju pięknego konstancińskiego lasu. W takim otoczeniu życie smakuje wyjątkowo, a ptasim ćwierkaniom, świerkaniom, świstaniom, kwileniom, pitpilitaniom i pimpiliniom w majowym słońcu naprawdę trudno się oprzeć. Nawet świeżo przebudzone komary wydają nam się dawno niewidzianymi, serdecznymi przyjaciółmi.

Pod wpływem wiosennych czarów okazuje się, że z menu Kołomyi da się mimo wszystko wygrzebać kilka propozycji znakomitych. Świetne są ogromne żeberka wieprzowe z grilla z sosem śliwkowym (35 zł). Godnym towarzyszem kieliszka dzięgielówki okaże się z pewnością specjał kresowy (25 zł), czyli plastry surowej, marynowanej polędwicy wołowej. Jak kto lubi tatara (21 zł) mielonego przez maszynkę i oklejającego podniebienie, to również nie powinien sobie żałować, choć pamiętać należy, że prawdziwy befsztyk tatarski ma konsystencję siekaniny. Przyzwoicie zaprezentowały się też pierogi z nadzieniem z cielęciny (22 zł) oraz sera i ziemniaków (22 zł), a także bardzo esencjonalny rosół (10 zł), choć o pławiących się w nim kołdunach lepiej co rychlej zapomnieć. Pośród dań głównych bronił się sandacz smażony podany na rydzach (32 zł) oraz ragout cielęce z grzybami z plackami ziemniaczanymi (39 zł).

Gdyby przeprowadzić badania nad fascynacją rodaków gastronomiczną folklorystyczną tandetą, mało kto przyznałby się do niej świadomie. Nie na darmo wciąż popularne jest powiedzenie o chamstwie i góralskiej muzyce, których wprost nie znosimy. Ale najwyraźniej droga do polskich serduszek rzeczywiście wiedzie przez żołądek, który wypełniony tłusto i suto, z nadzwyczajną łaskawością każe spoglądać na toczący się przez nasze miasta kulinarny cyrk na kółkach. Hej, hej! Hopsasa, hopsasa!

Gościniec Kołomyja, Konstancin-Jeziorna, ul. Od Lasu 23, tel. 022 754 05 94, można płacić kartą, www.kolomyja.pl



Bestsellery