Centorrino
23.05.2008
, aktualizacja: 23.11.2010 15:46
Przy Chmielnej 28a
Centorrino
Powrót na podwórko kamienicy przy Chmielnej 28 jest dla mnie niczym operacja na otwartym sercu. Od początku wieku działała tu jedna z najmilszych restauracji naszego miasta - Bar w Oficynie prowadzony przez ekscentryczną, fertyczną i czarującą B. Z przyjaciółmi przepędziliśmy tu wiele wspaniałych wieczorów, zjedliśmy kilkaset kilogramów legendarnych pierogów ze szczupakiem i łososiem, wypiliśmy hektolitry zimowych herbat oraz letnich koktajli z arbuza i mięty. Trudno zapomnieć też sałatkę z wątróbką, makaron z kurczakiem czy świetny żurek z bitymi ziemniakami podawanymi na oddzielnym talerzyku pełnym chrupkich skwarek. A na deser zjawiskowe marengi, czyli torcik bezowy ze śmietankowym kremem i jagodowym sosem. Kilka lat temu lokal przeszedł w ręce kolejnej właścicielki pod nieco zmienionym szyldem Officyna. Starzy bywalcy zaczęli marudzić, ale nadal można było tu liczyć na perfekcyjne pierogi oraz radość z obserwowania jednego z ostatnich zdrowych warszawskich kasztanowców. Rosnąc na zamkniętym podwórku, odseparowany od pobratymców nie uległ chorobie toczącej te drzewa w całej Warszawie. I oto - przyznaję, że nie zarejestrowałem kiedy - ulubiona śródmiejska knajpka przemieniła się w restaurację włoską Centorrino. Allegria di mangiare, czyli radość jedzenia - brzmi motto nowego właściciela, którym jest Antonio Centorrino, włoski kucharz dobrze znany bywalcom restauracji Pappa Grappa na Puławskiej.
Maestro Centorrino, jak reklamuje sam siebie w menu swej restauracji, z Pappa Grappa przeniósł kilka autorskich specjałów. Przede wszystkim wyśmienity torcik szpinakowy z parmezanem (26 zł) podlany puszystym sosem z gorgonzoli. To absolutny hit, mięsistość zielonych liści kontrastuje w nim z chrupkością przypieczonego sera. Każdego zachwyci też intensywna w smaku zupa brokułowo-fasolowa (17 zł) w mocnym musie z pomidorów podkręcona kawałkami boczku. Maestro C. brokuły otacza wyjątkową namiętnością, wzbogaca nimi niemal każdą potrawę, choćby w postaci garni. Ja uczucie to podzielam, a zestawienie zielonych różyczek z fasolą uważam za gest prawdziwie twórczy. Niestety, repertuar dań godnych uwagi na Chmielnej 28a kończy się zaskakująco szybko. Jeszcze z przyjemnością polecić mogę filety z sycylijskich anchois podane na grzankach z pysznego chleba (26 zł), jeszcze z sentymentem myślę o tortellini z ricottą podanych w sosie śmietankowym z prosciutto i sercami karczochów z puszki (28 zł), ale dalej O mamma mia, czujesz się, jakbyś jadł beczkę soli z mało istotnymi dodatkami. Firmowe tagliatelle Allegria (29 zł) smakowały głównie solą, przecierem pomidorowym oraz zupełnie śladowymi ilościami bakłażanów. Kompletną pomyłką była zuppa pazza (38 zł), czyli taż sama sól, przecier pomidorowy oraz wrzucona doń hojną ręką duża porcja mrożonki z frutti di mare. Stracciatella (13 zł), czyli delikatny bulion, miast kryć w sobie kluseczki z parmezanu i jajka, obdarowana została jakąś przesmażoną jajecznicą. Smutną pomyłką okazały się faszerowane kalmary (42 zł), których nadzienie składało się z soli i bułki tartej, wszystko zaś spowijał dobrze znany z poprzednich numerów sos pomidorowy. Ponieważ, jak pisze wieszcz, "przyzwyczajenie staje się drugą naturą", ze spokojem przyjąłem obecność tejże samej brei z tomatów jako towarzyszki wysuszonych eskalopek cielęcych (38 zł). Na temat suchości polędwicy wieprzowej z szynką parmeńską (42 zł) wyzłośliwiać się już nie ma powodu, bo będzie to nudne i dla piszącego, i dla czytających. Ostatecznym gwoździem do trumny stało się tiramisu (15 zł), które, choć słodkie, przypominało przeżarte, skamieniałe dno beczki po soli, którą wcześniej zjedliśmy. Było to najgorsze tiramisu w moim życiu - czerstwe biszkopcie batony zalano śmietankowo-serowo masą. I już.
Niestety, na podwórko przy Chmielnej 28a na razie nie mam ochoty wracać. Radość jedzenia znajduję tu umiarkowaną. Podobnie zresztą jak inni, o czym świadczy to, że w restauracji niegdyś ciągle pełnej w ostatni poniedziałkowy wieczór byliśmy z A. jedynymi gośćmi. Żegnaj, dostojny kasztanowcu. I nie daj się wrednej zarazie.
Centorrino, ul. Chmielna 28a, tel. 022 826 69 30, można płacić kartą

Powrót na podwórko kamienicy przy Chmielnej 28 jest dla mnie niczym operacja na otwartym sercu. Od początku wieku działała tu jedna z najmilszych restauracji naszego miasta - Bar w Oficynie prowadzony przez ekscentryczną, fertyczną i czarującą B. Z przyjaciółmi przepędziliśmy tu wiele wspaniałych wieczorów, zjedliśmy kilkaset kilogramów legendarnych pierogów ze szczupakiem i łososiem, wypiliśmy hektolitry zimowych herbat oraz letnich koktajli z arbuza i mięty. Trudno zapomnieć też sałatkę z wątróbką, makaron z kurczakiem czy świetny żurek z bitymi ziemniakami podawanymi na oddzielnym talerzyku pełnym chrupkich skwarek. A na deser zjawiskowe marengi, czyli torcik bezowy ze śmietankowym kremem i jagodowym sosem. Kilka lat temu lokal przeszedł w ręce kolejnej właścicielki pod nieco zmienionym szyldem Officyna. Starzy bywalcy zaczęli marudzić, ale nadal można było tu liczyć na perfekcyjne pierogi oraz radość z obserwowania jednego z ostatnich zdrowych warszawskich kasztanowców. Rosnąc na zamkniętym podwórku, odseparowany od pobratymców nie uległ chorobie toczącej te drzewa w całej Warszawie. I oto - przyznaję, że nie zarejestrowałem kiedy - ulubiona śródmiejska knajpka przemieniła się w restaurację włoską Centorrino. Allegria di mangiare, czyli radość jedzenia - brzmi motto nowego właściciela, którym jest Antonio Centorrino, włoski kucharz dobrze znany bywalcom restauracji Pappa Grappa na Puławskiej.
Maestro Centorrino, jak reklamuje sam siebie w menu swej restauracji, z Pappa Grappa przeniósł kilka autorskich specjałów. Przede wszystkim wyśmienity torcik szpinakowy z parmezanem (26 zł) podlany puszystym sosem z gorgonzoli. To absolutny hit, mięsistość zielonych liści kontrastuje w nim z chrupkością przypieczonego sera. Każdego zachwyci też intensywna w smaku zupa brokułowo-fasolowa (17 zł) w mocnym musie z pomidorów podkręcona kawałkami boczku. Maestro C. brokuły otacza wyjątkową namiętnością, wzbogaca nimi niemal każdą potrawę, choćby w postaci garni. Ja uczucie to podzielam, a zestawienie zielonych różyczek z fasolą uważam za gest prawdziwie twórczy. Niestety, repertuar dań godnych uwagi na Chmielnej 28a kończy się zaskakująco szybko. Jeszcze z przyjemnością polecić mogę filety z sycylijskich anchois podane na grzankach z pysznego chleba (26 zł), jeszcze z sentymentem myślę o tortellini z ricottą podanych w sosie śmietankowym z prosciutto i sercami karczochów z puszki (28 zł), ale dalej O mamma mia, czujesz się, jakbyś jadł beczkę soli z mało istotnymi dodatkami. Firmowe tagliatelle Allegria (29 zł) smakowały głównie solą, przecierem pomidorowym oraz zupełnie śladowymi ilościami bakłażanów. Kompletną pomyłką była zuppa pazza (38 zł), czyli taż sama sól, przecier pomidorowy oraz wrzucona doń hojną ręką duża porcja mrożonki z frutti di mare. Stracciatella (13 zł), czyli delikatny bulion, miast kryć w sobie kluseczki z parmezanu i jajka, obdarowana została jakąś przesmażoną jajecznicą. Smutną pomyłką okazały się faszerowane kalmary (42 zł), których nadzienie składało się z soli i bułki tartej, wszystko zaś spowijał dobrze znany z poprzednich numerów sos pomidorowy. Ponieważ, jak pisze wieszcz, "przyzwyczajenie staje się drugą naturą", ze spokojem przyjąłem obecność tejże samej brei z tomatów jako towarzyszki wysuszonych eskalopek cielęcych (38 zł). Na temat suchości polędwicy wieprzowej z szynką parmeńską (42 zł) wyzłośliwiać się już nie ma powodu, bo będzie to nudne i dla piszącego, i dla czytających. Ostatecznym gwoździem do trumny stało się tiramisu (15 zł), które, choć słodkie, przypominało przeżarte, skamieniałe dno beczki po soli, którą wcześniej zjedliśmy. Było to najgorsze tiramisu w moim życiu - czerstwe biszkopcie batony zalano śmietankowo-serowo masą. I już.
Niestety, na podwórko przy Chmielnej 28a na razie nie mam ochoty wracać. Radość jedzenia znajduję tu umiarkowaną. Podobnie zresztą jak inni, o czym świadczy to, że w restauracji niegdyś ciągle pełnej w ostatni poniedziałkowy wieczór byliśmy z A. jedynymi gośćmi. Żegnaj, dostojny kasztanowcu. I nie daj się wrednej zarazie.
Centorrino, ul. Chmielna 28a, tel. 022 826 69 30, można płacić kartą



