Nesebar
04.06.2008
, aktualizacja: 23.11.2010 15:45
Bułgarska restauracja przy ul. Marszałkowskiej
Poważny krytyk gastronomiczny powinien być zgryźliwym wrzodowcem, który każdemu kęsowi przygląda się z badawczą uwagą. Robi notatki, celebruje swój pobyt w lokalu, wygłasza kategoryczne opinie. I najlepiej, żeby był anorektycznym dryblasem, którego sylwetka nie zdradza najmniejszego zainteresowania jedzeniem, co dowodziłoby absolutnej obiektywności sądów. Jednym słowem ideałem jest - wypisz, wymaluj - Anton Ego z kreskówki "Ratatouille". Ja z nim oczywiście równać się nie mogę, choćby dlatego, że ważę 160 kg, a on - tyle, ile waży animowany plik graficzny, w którym go zapisano. Ale coś jednak nas łączy: gdy na talerzu pojawia się ulubiona potrawa, tracimy głowę, serce zaczyna bić w przyspieszonym rytmie, a świat wokół nabiera kolorów sielskiego dzieciństwa. Dla Antona Ego, jak pamiętacie z filmu, to tytułowe ratatouille, czyli prowansalska potrawka z duszonych warzyw. Na mnie w podobny sposób działa zapach kuchni bułgarskiej i czubricy, przyprawy, która smakuje najlepiej z kromką świeżego chleba.
Ciekawe, że Bułgarię najpierw poznałem na talerzu i dopiero to doświadczenie skłoniło mnie do regularnych pobytów na czarnomorskiej riwierze. Pierwszy kontakt z tamtejszą kuchnią miał miejsce w warszawskiej restauracji Varna, gdzie biesiadowaliśmy całe wieczory. Gdy przed kilkoma laty została zamknięta, w niewielkim tylko stopniu żal koiła Bulgaria Magica, mieszcząca się naprzeciwko TR Warszawa. Dziś jednak ogłaszam nastanie nowej ery, której początek wyznacza otwarcie w tej samej okolicy kolejnej bułgarskiej restauracji. Przeżyłem w niej chwile uniesienia, które zgorzkniałego sardonika uczyniły znowu radosnym entuzjastą.
Nesebar to jedyna dziś w Warszawie restauracja bułgarska z prawdziwego zdarzenia. Kameralna, ale nie ciasna, gustownie urządzona, choć z elementami folklorystycznymi, z klimatyzacją i sprawną wentylacją, dobrym logo, a przede wszystkim - z perfekcyjną kuchnią. Odpowiada za nią Ilia, dobry znajomy wszystkich, którzy szaleją za bałkańskimi smakami. Zaczynał w legendarnym niegdyś klubie ambasady bułgarskiej, później pracował dla Bulgaria Magica, ale w Nesebarze chyba najpełniej rozwinął swój talent. Z niektórymi jego potrawami trudno się rozstać. Gdy podczas pierwszej służbowej wyprawy do Nesebaru nie byłem w stanie zjeść w całości musu z grillowanego bakłażana, papryki i pomidorów (kiopola - 13 zł), resztki wziąłem na wynos. A i tak następnego dnia wpadłem tu zupełnie prywatnie, by zamówić raz jeszcze tę ambrozję. Podobnie nie mogę się wyzwolić ze wspomnień o smażonych w masełku najdelikatniejszych na świecie flakach wołowych (12 zł), złocistej banicy z ciasta warstwowego wypełnionego słonym białym serem (12 zł) oraz zabielanej jajkiem i jogurtem zupie z klopsikami i plasterkiem cytryny (10 zł). Wrrrr, aż mi ciarki przeszły po skórze, gdy napisałem poprzednie zdanie. Chyba znowu dzisiaj pomknę do Nesebaru.
Przy okazji sięgnę także po sirene po szopsku, czyli zapiekane w gorącej kamionce z jajkiem i pomidorami (13 zł). Nie oprę się smażonym w maśle ozorkom (12 zł), serduszkom drobiowym (13 zł) i skrzydełkom (13 zł) manierowanym, czyli najpierw marynowanym w musztardzie, miodzie i białym winie, a potem panierowanym w ziarnach sezamu. Zamówię biały chłodnik ogórkowo-czosnkowy tarator (9 zł), posypany obficie włoskimi orzechami oraz zupę szpinakową z jajkiem i ryżem (9 zł). Nie będę mógł się oderwać od klasycznej śnieżanki (10 zł), czyli bułgarskiej gęstej wersji tzatzików, oraz ostrej, mocno czosnkowej sałatki z pieczonych papryczek (10 zł). Te same pieczone papryczki w towarzystwie pomidorów, ogórków, cebulki i słonego sera (sirene) tworzyć będą sałatkę szopską, którą radzę jeść razem z meszeną skarą (32 zł), czyli zestawem mięs z rusztu (kebabcze, kiufte, karkówka). Z dań flagowych żal będzie zlekceważyć zapiekankę z warzyw, mięsa i ziemniaków (musaka - 14 zł) oraz kawarmę, czyli duszone kawałki wieprzowiny i kurczaka z warzywami podawane w garnuszku bądź omlecie (13 zł). A na koniec, Bachusie mój miły, przecież nie można wyjść stąd bez najlepszej w mieście jagnięciny (50 zł). Wielki kawał rozpadającego się na pojedyncze włókna mięska leży sobie wygodnie rozwalony na talerzu, dobrze zakolegowany ze szpinakowym ryżem i butelką cudnego Mavrudu.
Czy to wszystko uda się pochłonąć za jednym razem? Ostatnio byłem już dosłownie o włos. Czy komuś uda się pobić ten wynik?
Nesebar, ul. Marszałkowska 4, tel. 022 621 11 38, www.nesebar.pl, można płacić kartą

Ciekawe, że Bułgarię najpierw poznałem na talerzu i dopiero to doświadczenie skłoniło mnie do regularnych pobytów na czarnomorskiej riwierze. Pierwszy kontakt z tamtejszą kuchnią miał miejsce w warszawskiej restauracji Varna, gdzie biesiadowaliśmy całe wieczory. Gdy przed kilkoma laty została zamknięta, w niewielkim tylko stopniu żal koiła Bulgaria Magica, mieszcząca się naprzeciwko TR Warszawa. Dziś jednak ogłaszam nastanie nowej ery, której początek wyznacza otwarcie w tej samej okolicy kolejnej bułgarskiej restauracji. Przeżyłem w niej chwile uniesienia, które zgorzkniałego sardonika uczyniły znowu radosnym entuzjastą.
Nesebar to jedyna dziś w Warszawie restauracja bułgarska z prawdziwego zdarzenia. Kameralna, ale nie ciasna, gustownie urządzona, choć z elementami folklorystycznymi, z klimatyzacją i sprawną wentylacją, dobrym logo, a przede wszystkim - z perfekcyjną kuchnią. Odpowiada za nią Ilia, dobry znajomy wszystkich, którzy szaleją za bałkańskimi smakami. Zaczynał w legendarnym niegdyś klubie ambasady bułgarskiej, później pracował dla Bulgaria Magica, ale w Nesebarze chyba najpełniej rozwinął swój talent. Z niektórymi jego potrawami trudno się rozstać. Gdy podczas pierwszej służbowej wyprawy do Nesebaru nie byłem w stanie zjeść w całości musu z grillowanego bakłażana, papryki i pomidorów (kiopola - 13 zł), resztki wziąłem na wynos. A i tak następnego dnia wpadłem tu zupełnie prywatnie, by zamówić raz jeszcze tę ambrozję. Podobnie nie mogę się wyzwolić ze wspomnień o smażonych w masełku najdelikatniejszych na świecie flakach wołowych (12 zł), złocistej banicy z ciasta warstwowego wypełnionego słonym białym serem (12 zł) oraz zabielanej jajkiem i jogurtem zupie z klopsikami i plasterkiem cytryny (10 zł). Wrrrr, aż mi ciarki przeszły po skórze, gdy napisałem poprzednie zdanie. Chyba znowu dzisiaj pomknę do Nesebaru.
Przy okazji sięgnę także po sirene po szopsku, czyli zapiekane w gorącej kamionce z jajkiem i pomidorami (13 zł). Nie oprę się smażonym w maśle ozorkom (12 zł), serduszkom drobiowym (13 zł) i skrzydełkom (13 zł) manierowanym, czyli najpierw marynowanym w musztardzie, miodzie i białym winie, a potem panierowanym w ziarnach sezamu. Zamówię biały chłodnik ogórkowo-czosnkowy tarator (9 zł), posypany obficie włoskimi orzechami oraz zupę szpinakową z jajkiem i ryżem (9 zł). Nie będę mógł się oderwać od klasycznej śnieżanki (10 zł), czyli bułgarskiej gęstej wersji tzatzików, oraz ostrej, mocno czosnkowej sałatki z pieczonych papryczek (10 zł). Te same pieczone papryczki w towarzystwie pomidorów, ogórków, cebulki i słonego sera (sirene) tworzyć będą sałatkę szopską, którą radzę jeść razem z meszeną skarą (32 zł), czyli zestawem mięs z rusztu (kebabcze, kiufte, karkówka). Z dań flagowych żal będzie zlekceważyć zapiekankę z warzyw, mięsa i ziemniaków (musaka - 14 zł) oraz kawarmę, czyli duszone kawałki wieprzowiny i kurczaka z warzywami podawane w garnuszku bądź omlecie (13 zł). A na koniec, Bachusie mój miły, przecież nie można wyjść stąd bez najlepszej w mieście jagnięciny (50 zł). Wielki kawał rozpadającego się na pojedyncze włókna mięska leży sobie wygodnie rozwalony na talerzu, dobrze zakolegowany ze szpinakowym ryżem i butelką cudnego Mavrudu.
Czy to wszystko uda się pochłonąć za jednym razem? Ostatnio byłem już dosłownie o włos. Czy komuś uda się pobić ten wynik?
Nesebar, ul. Marszałkowska 4, tel. 022 621 11 38, www.nesebar.pl, można płacić kartą



