kino, teatr, muzyka

Warszawa

Bookhousecafe

Maciej Nowak
11.07.2008 , aktualizacja: 23.11.2010 15:39
A A A Drukuj
Połączenie księgarni z kawiarnią, ul. Świętokrzyska 14
Główną i pozytywną bohaterką tego felietonu będzie szklanka czarnej herbaty. Aromatycznej, z długich, dobrze skręconych liści wiecznie zielonego krzewu z Ceylonu. Ranga tego cudownego naparu zawsze rośnie w towarzystwie książek i inteligentnych ludzi, z którymi podyskutować można na przykład o neuronach lustrzanych. Nie wiecie co to jest? A ja już wiem. To odkryte niedawno grupy komórek nerwowych odpowiadających za zachowania empatyczne. Możemy dzięki nim odczytywać intencje innych osób i tworzyć w ten sposób zwarte społeczności. Inspirującego wykładu na temat neuronów lustrzanych wysłuchałem z ust pewnego pana psychologa, który zaczepił mnie znienacka przy szklance dobrej herbaty i wśród książek w Bookhousecafe na Świętokrzyskiej.

Ulica ta w pierwszej połowie XX wieku słynęła z 20 księgarń. Były pośród nich zakłady tak zasłużone dla polskiego czytelnictwa jak Księgarnia Jakuba Mortkowicza, rodziny Kleisingerów, Zysla Frydmana czy Natana Cytryna. Bookhousecafe to nowoczesne wcielenie jednej z niewielu świętokrzyskich księgarń, które przetrwały zawieruchę wojenną. I kolejne w dzisiejszej Warszawie połączenie księgarni z kawiarnią. Polubiliśmy je bardzo: w szwach pękają salony Empiku, Traffic w Domu Jabłkowskich stał się jedną z najbardziej prestiżowych instytucji kultury naszego miasta, z wielką radością przesiadujemy w Numerach-Literach, Czułym Barbarzyńcy, Bambini di Praga, Tarabuku czy Kafce.

Tego typu miks gatunkowy to objaw bardziej powszechnej tendencji opanowującej księgarnie całego świata. Po raz pierwszy z romansem bukinistyczno-gastronomicznym spotkałem się w Waszyngtonie prawie 20 lat temu w sklepach sieci Barnes & Noble. W ludowej Polsce działały wprawdzie Międzynarodowe Kluby Prasy i Książki, które w swych czytelniach serwowały kawę i herbatę, jednak nie był to związek tak namiętny jak ten, który obserwowałem w Stanach. Dawne czytelnie Empik traktować trzeba raczej jako zdegenerowaną wersję kawiarni wiedeńskiej, gdzie kawa i prasa stanowiły małżeństwo nieodłączne. Bookhousecafe i inne spokrewnione antrepryzy stawiają się natomiast w porządku księgarni o ofercie wzbogaconej o napoje i słodycze. Z wiedeńskich obyczajów przejęły wszak rozwiązanie szczególne: kwadratowe stoliki, które ograniczając liczbę zasiadających przy nich gości, zapewniają więcej intymności i skupienia nad lekturą. Frywolne i okrągłe stoliki paryskich kafejek nakłaniają do przysiadania się w większej kompanii, prowokują romanse i towarzyskie skandale. A nie o to przecież chodzi w miejscu, które przede wszystkim chce być świątynią słowa drukowanego. I ekscentrycznych rozmów.

I pewnie, gdybym ograniczył kontakt z Bookhousecafe do herbaty, przeglądu nowości wydawniczych i debaty o najnowszych odkryciach psychologii, zachwyt mój byłby pełen. Zwyciężył we mnie jednak łasuch i zamówiłem także ciasteczko bezowo-cynamonowe. Niestety, miało ono konsystencję przyschniętego wapna, a smakowało jak zapleśniała płyta gipsowa, W lokalu o menu ograniczonym do kilku gatunków ciast, herbaty i kawy podobne wpadki są całkowicie dyskwalifikujące. Dobre wrażenia w jednej chwili legły w gruzach, a dzięki neuronom lustrzanym pan barista zrozumiał bezbłędnie, że popadłem w stan skrajnej wściekłości.

Bookhousecafe, ul. Świętokrzyska 14, www.domksiążki.pl



Podziel się